Skazany na dożywocie zabójca Jolanty Brzozowskiej może wyjść na wolność
Jeden z zabójców Jolanty Brzozowskiej stara się o przedterminowe zwolnienie z reszty odbywania kary dożywocia. Marcin M. zmienił nazwisko, na wolności ma partnerkę, twierdzi, że jest innym człowiekiem. W najbliższym czasie sąd podejmie decyzję w jego sprawie.
- 19 stycznia 1996 r. na warszawskiej Białołęce doszło do zbrodni, która wstrząsnęła Polską. Trójka nastolatków, którzy chcieli zdobyć pieniądze na studniówkę, zamordowała Jolantę Brzozowską, pracowniczkę spółki "Abigel".
- Skazany na dożywocie Marcin M. od czterech lat próbuje uzyskać zgodę sądu na wyjście z więzienia. Trzy lata temu na wolność wyszła inna skazana w tej sprawie - Monika O.
- Poprzednim razem sąd przychylił się do wniosku Marcina M. i zgodził się na skrócenie kary. Na drodze stanęły jednak względy proceduralne. Teraz ich nie ma.
- Mężczyzna przekonuje, że się zmienił, jest zresocjalizowany i chce zacząć nowe życie. Ma mu w tym pomóc zmiana nazwiska. Na wolności czeka na niego partnerka.
- Kryminolog dr Paweł Moczydłowski uważa, że zmiana nazwiska chroni skazanego na wolności i ułatwia powrót do społeczeństwa. Prof. Brunon Hołyst jest zdania, że dożywotnie pozbawienie wolności powinno oznaczać, że dana osoba na wolność już nie wyjdzie.
Trzykondygnacyjny dom ze spadzistym dachem stoi na skraju wsi. Zadbany ogródek. Wzdłuż ogrodzenia młode drzewka. Agnieszka* stara się o nie dbać najlepiej jak potrafi. Mieszka tu z dzieckiem. Jest nauczycielką.
Z Marcinem M. poznała się przez jego brata. Agnieszka usłyszała o samotnym mężczyźnie, który pisze wiersze, powieści i bajki dla dzieci. Zaczęła czytać, zachwyciła się. Najpierw były listy. W końcu spotkali się na widzeniu w więzieniu. Zakochali się. Razem, choć na odległość, są od 7 lat. Chcą wspólnie zamieszkać.
WIDEO
19-latek trafił do aresztu. Grozi mu dożywocie
WIDEO
"Inny człowiek"
Marcin M. walczy o to od czterech lat. W 2022 r. wystąpił o warunkowe zwolnienie z odbywania reszty kary więzienia, ale sąd odmówił. Rok później złożył wniosek o półroczną przerwę w odbywaniu kary. Jak tłumaczył, potrzebował przerwy z powodów osobistych. Agnieszka miała problemy ze zdrowiem, a on chciał się nią zaopiekować. I wyremontować dom, w którym chcieliby zacząć nowe życie. W czasie pobytu w więzieniu ukończył kursy opiekuna osób niepełnosprawnych, elektryka, ślusarza i technika informatyki, więc umiejętności posiada.
We wniosku przekonywał, że w czasie odbywania kary zmienił swoją postawę i pozytywnie przeszedł proces resocjalizacji. Trafił za kraty tuż po studniówce. Nie zdążył podejść do matury. Zrobił to 11 lat później, za kratami. Korespondencyjnie studiował na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu, kierunek - logistyka w motoryzacji. Przez rok otrzymywał przyznane przez rektora stypendium dla najlepszych studentów - 375 zł miesięcznie.
Wydał dwie książki pod pseudonimem, teraz pisze trzecią, na której - jak szacuje - mógłby zarobić 15-20 tys. zł, ale jej promocja wymaga pobytu na wolności z uwagi na spotkania autorskie.
"Po odbyciu 27 lat pozbawienia wolności jestem dziś innym człowiekiem. (...) jestem skazany, ale nie przestałem być człowiekiem" - pisał w uzasadnieniu wniosku do sądu.
Prokurator przeciw
Z opinii o skazanym, sporządzonej przez zakład karny, w którym Marcin M. odsiaduje wyrok: "W 1999 r. znaleziono w jego rzeczach osobistych nóż własnej konstrukcji. Został ukarany dyscyplinarnie i dostał status skazanego niebezpiecznego. (...) Aktualne zachowanie poprawne. Przestrzega regulaminu i porządku wewnętrznego w stopniu dobrym. (...) Jest systematycznie nagradzany kodeksowo za dobre zachowanie. Był kilka razy karany dyscyplinarnie za nieprzestrzeganie porządku wewnętrznego. Ostatnia kara w 2016 r.".
W opinii czytamy, że w początkowym okresie pobytu w więzieniu Marcin M. należał do podkultury przestępczej i "wszelkimi sposobami starał się zaimponować innym osobom, aby osiągnąć wysoką pozycję w grupie. Prowokował do konfliktów personalnych".
Czas wolny spędzał na oglądaniu TV, rozmowach i czytaniu prasy.
"Prognoza kryminalistyczna jest negatywna z uwagi na charakter i okoliczności popełnionego przestępstwa. Proces resocjalizacji przebiega prawidłowo, jednak nie został on jeszcze ukończony" - czytamy pod koniec opinii podpisanej przez dyrektora zakładu karnego.
14 marca 2023 r. wydział penitencjarny Sądu Okręgowego w Sosnowcu rozpatrywał wniosek o przerwę w odbywaniu kary. Prokurator był przeciw. Sąd też odmówił, tłumacząc, że Marcin M. może wspierać partnerkę, pozostając w izolacji, a jej osobista sytuacja może się poprawić bez jego udziału, tym bardziej że jest on osobą obcą dla jej dziecka i "nadto osobą niebezpieczną, która dopuściła się przestępstwa zabójstwa". Sąd podparł się opinią biegłych, którzy nie byli w stanie jednoznacznie ocenić, jakie jest prawdopodobieństwo, że w przyszłości Marcin M. popełni podobne przestępstwo.
Stanowisko sądu I instancji podzielił Sąd Apelacyjny w Katowicach, do którego skazany złożył zażalenie.
Nowe nazwisko
Rok później, w marcu 2024 r. mężczyzna złożył kolejny wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie z reszty odbywania kary dożywocia. Tym razem podpisał się już nowym nazwiskiem. Zmienił je, ponieważ planuje nowe życie, nie chce, by ludzie znali jego przeszłość. Uzasadniał:
"Jestem dziś zupełnie innym człowiekiem niż pozbawiony uczuć wyższych nastolatek, który dokonał zbrodni zabójstwa 21-letniej Jolanty Brzozowskiej. Okres spędzony w izolacji (...) w mojej subiektywnej ocenie wypełnia założenia społecznego zadośćuczynienia za wyrządzone zło. Ciężar dokonanej zbrodni pozostanie ze mną na zawsze. Nawet po ewentualnym opuszczeniu zakładu karnego".
Do sądu wpłynęła opinia z zakładu karnego. Tym razem zachowanie więźnia zostało ocenione jako wzorowe. W dokumencie dyrekcja powołała się na badanie psychiatryczno-psychologiczne, z którego wynika, że "skłonność do naruszania porządku prawnego przez skazanego jest niska, prawdopodobnie nawet niższa niż w populacji generalnej. Prawdopodobieństwo ponownego popełnienia przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu można ocenić jako bardzo niskie, nieistotnie wyższe niż w populacji generalnej".
Co więcej, wyniki badań wskazywały, że nie ma przeciwwskazań do tego, by dalsza readaptacja odbywała się na wolności, ale rozpocząć powinna się od czasowych przepustek na opuszczenie więzienia bez nadzoru.
To przekonało sędziego. W maju 2024 r. Sąd Okręgowy w Sosnowcu warunkowo zwolnił mężczyznę z reszty odbywania kary i wyznaczył mu okres próby na 10 lat. Sąd uznał, że resocjalizacja będzie skuteczniejsza na wolności niż za kratami:
"Analiza przesłanek pozwala na powzięcie uzasadnionego przekonania, że skazany będzie przestrzegał porządku prawnego, a w szczególności nie popełni w przyszłości przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu".
Po złożeniu zażalenia przez prokuraturę więzień jednak nie wyszedł na wolność. 11 czerwca 2024 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach odmówił udzielenia warunkowego przedterminowego zwolnienia z reszty odbywania kary, tłumacząc to nowymi przepisami.
Chodzi o to, że w lipcu 2022 r. na mocy nowelizacji Kodeksu karnego wydłużono minimalny okres, po którym skazani na dożywocie mogą się starać o wcześniejsze zwolnienie z reszty odbywania kary z 25 do 30 lat. Sąd uznał, że w związku z tym skazany może się starać o wyjście na wolność najwcześniej w lutym 2026 r.
Tak też zrobił: w Sądzie Okręgowym w Sosnowcu toczy się postępowanie na podstawie kolejnego wniosku o udzielenie warunkowego zwolnienia z reszty odbywania kary. Decyzja ma zapaść w najbliższym czasie.
W międzyczasie mężczyzna pierwszy raz od lutego 1996 r. dostaje zgodę na przepustkę i opuszcza mury więzienia. Jako osoba godna zaufania towarzyszy mu jego pełnomocniczka. Na spotkanie przyjeżdża też Agnieszka.
Powiedziała "witam"
Beżowy blok z wielkiej płyty stoi wśród kilku identycznych przy małej uliczce na warszawskiej Białołęce. Stara winda wjeżdża na ostatnie, dziesiąte piętro. Naprzeciwko niej są drzwi do biura firmy "Abigel".
W środku, na drzwiach do łazienki, plamy krwi. Przy oknie, obok kaloryfera, twarzą w dół leży kobieta. Jasnoszary wzorzysty sweter ma naciągnięty na głowę. Ciemne, kręcone włosy i ubranie we krwi. Tak samo jak szarobiały dywan. Obok na podłodze nóż z wygiętym ostrzem i czerwoną rękojeścią. Z szyi kobiety wystaje drugi, z zieloną. Na ścianie duża plama krwi. Dalej na podłodze czarna drewniana noga od stołu. W łazience - na wannie, umywalce i mydle ślady krwi. Na podłodze czarny kij bejsbolowy z ułamanym końcem. Jest 19 stycznia 1996 r.
Miesiąc później policja zatrzymuje troje nastolatków: poza Moniką O. i Robertem G. także Marcina M. 19-latek przyznaje się do winy. Jak ustalił w trakcie procesu sąd, troje niedoszłych maturzystów szukało pieniędzy na zbliżającą się studniówkę. Marcin M. zaproponował napad na biuro firmy "Abigel", z którą współpracował przy kolportażu krzyżówek. Wiedział, że pracuje tam młoda dziewczyna Jolanta Brzozowska. W biurze mógł być także szef firmy.
Marcin M. przekazał znajomym, że na pewno zostanie rozpoznany, dlatego "trzeba będzie unieszkodliwić znajdujące się tam osoby". Z jego mieszkania nastolatkowie zabrali kij bejsbolowy i nogę od stołu. Wychodząc, młody mężczyzna wziął jeszcze czarne rękawiczki. Gdy dojechali pod siedzibę firmy, Marcin poprosił koleżankę, by w pobliskim kiosku kupiła plaster. Trzeba było zakleić wizjer, by nikt ich nie zobaczył. Gdy weszli już do biura, Jolanta Brzozowska rozpoznała Marcina. "Witam" - przywitała się. Nie zauważyła schowanego pod jego kurtką kija bejsbolowego.
Robert G. uderzył pierwszy. Po ciosie kijem Monika O. krzyknęła: "Już!". Wtedy Marcin M. zaczął dusić Jolantę. Kobieta opadła na fotel. Po chwili Robert G. oddał kij koledze, by uderzył kilka razy "dla pewności". W trakcie jednego z ciosów kij pękł.
W czasie procesu Marcin M. przyznał się do winy.
"Popełniłem straszny czyn, wyrządzając ogromną krzywdę jej rodzinie oraz własnej. Przepraszam. Zwracam się do wysokiego sądu z prośbą o danie mi szansy, której sam nie dałem Jolancie Brzozowskiej. Przepraszam również ją. Proszę o szansę na powrót do społeczeństwa".
Sprzeczność
Dr Paweł Moczydłowski, socjolog i kryminolog, tłumaczy, że przed zwolnieniem skazanego z odbywania reszty kary trzeba wziąć pod uwagę nie tylko jego prognozę kryminalistyczną, ale także ofiarę i jej bliskich.
- Należy pamiętać, że na wolności, do której ta osoba wróci, mogą żyć osoby związane z tą sprawą - mówi były szef Centralnego Zarządu Zakładów Karnych.
I dodaje: - Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, kto mieszka w pobliżu. Z drugiej strony zmiana nazwiska przez skazanego da mu szansę na rozpoczęcie nowego życia. Nie będzie na wolności obciążony tym, co zrobił w przeszłości. Nowe nazwisko to też forma ochrony przed ewentualną zemstą. Bezsensem byłoby wypuszczanie na wolność osoby, która jest zagrożona.
Dr Moczydłowski tłumaczy, że skazany, który wychodzi na wolność z powodu przedterminowego zwolnienia, jest kontrolowany przez służby.
- Wraca na wolność w warunkach większego bezpieczeństwa dla społeczeństwa niż skazany, który po prostu skończył odsiadywać wyrok. Jak wynika z badań, jeśli skazany w ciągu dwóch lat od wyjścia na wolność nie popełni przestępstwa, to szansa na to, że już tego nie zrobi, rośnie o około 50 procent.
Prof. Brunon Hołyst, prawnik i kryminolog, od lat skupia się na ofiarach przestępstw.
- Mierzymy się z pewną sprzecznością. Dożywotnie pozbawienie wolności powinno oznaczać, że dana osoba na wolność już nie wyjdzie. Nie chcę powiedzieć, że w Polsce to fikcja, ale nie jest to do końca realizowane, ponieważ prawo daje możliwość skrócenia tej kary. W związku z tym nie da się zapewnić ofierze czy jej rodzinie poczucia sprawiedliwości. Bliscy ofiar oczekują, że kara będzie dolegliwa. Co prawda nie wskrzesi osoby zmarłej, ale da jakieś poczucie sprawiedliwości. Nie chcę odmawiać praw sprawcom, ale ofiary są tutaj w tle. Przecież nawet Konstytucja zapewnia prawa sprawcom przestępstw, a milczy o ich ofiarach - mówi kryminolog.
Milczenie
Monika Gorząch, pełnomocniczka Marcina S., przekazała Wirtualnej Polsce, że ani ona, ani jej klient nie będą udzielać żadnych komentarzy.
- Nie chcę o tym mówić - usłyszeliśmy też od Agnieszki, jego partnerki.
Skazany za zabójstwo Jolanty Brzozowskiej w czasie pobytu w więzieniu wydał pod pseudonimem książkę na temat dożywocia. Opisał w niej swoją przeszłość:
"W mroźne styczniowe popołudnie schowałem do rękawa kij do baseballu, ten swoisty atrybut męskości nastolatka z bloku na Pradze, i kilka kwadransów później przekonałem się, że granica pomiędzy dobrem i złem może stać się czymś umownym, błahym, nieistotnym. To, co było i nadal jest widoczne, to krew i życie tamtej dziewczyny, starszej zaledwie o trzy lata. Dziewczyny, która marzyła o lepszej przyszłości w wielkim mieście, chociaż to miasto zdecydowało się dać jej zupełnie coś innego."
I dalej: "Byłem głupim, pozbawionym uczuć gnojem, którego autorytetami byli Jarosław Sokołowski, Andrzej Kolikowski czy Henryk Niewiadomski, znani pod bardziej swojskimi pseudonimami - Masa, Pershing, Dziad. Wydawało mi się, że wejście w ich świat wymaga przekroczenia pewnych granic, a nieleczone kompleksy i pragnienie uznania rówieśników pchnęły mnie do zabicia tamtej dziewczyny. Nic więcej, nic mniej. Jeżeli ktoś zapytałby mnie, czy chciałbym cofnąć czas i nie odbierać komuś życia, odpowiedziałbym tylko w jeden sposób. Według mnie to wystarcza za ocenę resocjalizacji i tyle".
"Jola była zawsze skromna, uśmiechnięta. Była dobrą dziewczyną, nigdy nikomu niczego nie odmawiała. To nie byli ludzie, skoro zamordowali tak niewinną dziewczynę. Odebrali jej wszystko - życie. Oni wciąż żyją, a ona nie. Moja córka planowała małżeństwo. Ślub miał się odbyć we wrześniu. Sławek kupił jej zegarek i doszło do zaręczyn. Była moją najmłodszą córką" - mówiła po zabójstwie Hanna Brzozowska, nieżyjąca już matka Jolanty.
*Niektóre szczegóły oraz imię partnerki mężczyzny skazanego za zabójstwo Jolanty Brzozowskiej zostały zmienione.
Chcesz się skontaktować z autorką? Napisz: magda.miesnik@grupawp.pl
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.