Rosja nasila nietypową taktykę. Gen. Drewniak: Obiekt nagle zakręca

Znów groźnie tuż przy polskiej granicy. Rosja zaatakowała zaledwie 3-4 kilometry od Polski na wysokości Dorohuska - potwierdził Interii rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski, dodając, że obiekt zbliżał się w stronę Polski z dużą prędkością.
Rosja nasila nietypową taktykę. Wymaga stałej gotowości Polski
- Ten konkretny atak najprawdopodobniej nie był wymierzony w Polskę, choć nie znamy jeszcze wszystkich danych - mówi Interii generał brygady, pilot i były szef wojsk lotniczych Tomasz Drewniak.
Jak tłumaczy, ponieważ ukraiński system obrony powietrznej jest nakierowany głównie na wschód, Rosja nasila taktykę polegającą na wysyłaniu rakiet i dronów okrężną trasą od zachodu.
- To stwarza duże ryzyko, że system ukierunkowany na wschód ich nie dostrzeże lub będzie miał problem z ich neutralizacją - wskazuje.
W tej sytuacji Polska musi stale utrzymywać gotowość.
- Czas reakcji systemu obrony jest określony, a obiekty przemieszczają się z dużymi prędkościami - w przypadku drona odrzutowego jest to 600 km/h, czyli 10 km na minutę. Reakcja musi więc nastąpić odpowiednio wcześnie, aby nie obudzić się w momencie, gdy dron znajdzie się już 150 km od granicy - tłumaczy.
W przypadku zagrożenia proces reagowania składa się z kilku faz.
- W pierwszej kolejności otrzymujemy sygnały z danych satelitarnych i wywiadowczych oraz od strony ukraińskiej i sojuszników o przygotowywanej ofensywie rosyjskiej. Następnie nasze sensory i radary obserwują kierunek wschodni - wyjaśnia gen. Drewniak.
- W przypadku wykrycia obiektu podrywane są samoloty oraz uruchamiane naziemne systemy rozmieszczone wzdłuż granicy. Wojsko śledzi tor lotu, następnie metodą kolejnych przybliżeń ocenia, czy obiekt zmierza w stronę Polski, czy w inny cel na terenie Ukrainy. Jeśli leci bezpośrednio w naszym kierunku, intensyfikujemy działania - dodaje.
- Samoloty podlatują do granicy w oczekiwaniu na przejęcie. Często zdarza się, że obiekt zakręca 2-4 km przed naszą granicą na wschód, aby zaatakować cele ukraińskie od zachodu, jednak musimy utrzymać pełną gotowość - podsumowuje wojskowy.
Gen. Drewniak o ryzyku: Nie ma systemu skutecznego w 100 proc.
Zagrożenie dla Polski jest realne, bo mimo pełnej gotowości wojska, nie ma mowy o stuprocentowej skuteczności. Dlaczego? Bo jak mówi ekspert, nie istnieje system obrony powietrznej, który byłby w 100 proc. skuteczny.
- Najlepsze systemy na świecie osiągają współczynnik skuteczności na poziomie 0,8, co oznacza, że na 100 dronów pewna część przetrwa i przeleci. Musimy mieć tego pełną świadomość. Przy zmasowanych atakach system jest poddawany ogromnym obciążeniom i testom. Znacznie wyższa skuteczność jest przy pojedynczych obiektach - tłumaczy.
Gen. Tomasz Drewniak nie ma wątpliwości: takie incydenty będą się powtarzać. Musimy być na to gotowi, nie tylko militarnie.
- Społeczeństwo oczekuje niezawodności systemu obronnego, z drugiej zaś jego uruchomienie wywołuje zaniepokojenie lub panikę. Musimy przyzwyczaić się do faktu, że alarmy będą coraz częstsze, a lotnictwo i inne elementy obrony powietrznej będą regularnie działać - mówi Interii.
Generał wskazuje cel Rosji. Polska jest tutaj kluczowa
- Rosja uderza nie tylko na linię frontu czy okoliczne miasta, ale stara się odciąć Ukrainę od zasobów - mówi gen. Drewniak.
Polska jest w tym przypadku kluczowa, stanowiąc główny hub logistyczny.
- Kreml zdaje sobie sprawę, że pozbawienie Ukrainy pomocy z Zachodu wywoła bardzo poważne problemy. Tym bardziej, że według Rosjan nadchodząca zima ma być krytyczna, a wobec przedłużającej się wojny okienko czasowe na osiągnięcie sukcesu powoli się zamyka, dlatego przeszli do kolejnej fazy eskalacyjnej - wskazuje polski wojskowy.
Stąd niewykluczone są też celowe uderzenia, jak w przypadku rakiety, która 30 lipca spadła na Lubelszczyźnie. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak powiedział "Rzeczpospolitej", że jest przekonany w 80 proc., że rakieta została intencjonalnie wycelowana w terytorium Polski.
- Dotychczas Rosjanie udawali, że ataki w Polsce to przypadek, błąd nawigacji czy awaria autopilota, przedstawiając setki wytłumaczeń. Tym razem - po zbadaniu zachowanych elementów pocisku i przeanalizowaniu jego zaprogramowanej trasy oraz punktu docelowego - wiemy, że nie było mowy o przypadku, lecz o celowym działaniu. W przypadku dronów nadlatujących ze wschodu na zachód, nigdy nie wiemy, co jest celem. Problem polega na tym, że musimy reagować na każde zagrożenie, nie wiedząc, czy dotyczy nas bezpośrednio, czy jesteśmy obserwatorami kolejnego ataku na Ukrainę - kwituje w rozmowie z Interią gen. Tomasz Drewniak.
Jolanta Kamińska-Samolej (jolanta.kaminska@firma.interia.pl)
"Polityczny WF": Mogą nie ufać UE. Ale haseł o zabieraniu mięsa nie kupiąINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.