Za Romanowskim ruszyli "łowcy cieni". "Ich międzynarodowe kontakty mogą pomóc"
Do Sądu Okręgowego w Warszawie 4 sierpnia wpłynął wniosek Marcina Romanowskiego o wydanie tzw. listu żelaznego, dzięki któremu polityk PiS miałby wrócić do Polski i odpowiadać w procesie z wolnej stopy, czyli bez tymczasowego aresztowania. Jak ustalił RMF FM, dokument został wysłany z Tyraspola — miasta zbuntowanej prowincji Mołdawii, kontrolowanej przez Rosję. Tak wynika z pisma oraz pieczątki na kopercie.
Sąd: we wniosku jest dokładny adres: miasto, ulica, numer budynku
Sąd i prokuratura nie przesądzają jednak, że to na 100 proc. oznacza, że Romanowski tam właśnie obecnie przebywa. To będzie weryfikowane.
— W tym wniosku został podany dokładny adres: miasto, ulica, numer budynku. Natomiast potwierdzeniem tego, czy rzeczywiście pan Romanowski tam przebywa oraz ustaleniem, co znajduje się we wskazanym miejscu, czy jest tam budynek mieszkalny, czy też pusta parcela, zajmie się zapewne prokuratura, która na tym etapie jest gospodarzem tego postępowania — mówi Onetowi sędzia Anna Ptaszek, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dlatego do sprawy zaangażowane zostały już polskie służby. Weryfikacją wskazanego adresu, pod którym może potencjalnie przebywać ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania polityk PiS, zajmuje się już polska policja. Choć mundurowi podają na razie niewiele szczegółów w tej sprawie.
— Sprawdzamy wszystkie pojawiające się informacje. Na bieżąco je weryfikujemy i dążymy do ustalenia miejsca pobytu poszukiwanego — podkreśla w rozmowie z Onetem podinsp. Andrzej Fijołek, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Nieoficjalnie: w sprawę zaangażowani są "łowcy cieni"
Sprawą zajmują się funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji i Centralnego Biura Śledczego Policji. Jak ustaliliśmy, mundurowi zwrócili się już z wnioskiem do służb w Kiszynowie, stolicy Mołdawii, o potwierdzenie miejsca pobytu Romanowskiego. Formalnie został on wysłany za pośrednictwem Biura Międzynarodowej Współpracy Policji w KGP. Takie są procedury.
— Policjanci mają świadomość, że może być problem z ustaleniem, czy poszukiwany przebywa pod wskazanym adresem na terenie Naddniestrza, ponieważ jest to terytorium kontrolowane przez służby rosyjskie. Natomiast ważne jest, by się dowiedzieć, czy Romanowski w ogóle przekroczył mołdawską granicę, bo to również rozwiałoby pewne wątpliwości — słyszymy od naszego informatora.
Z nieoficjalnych informacji Onetu, potwierdzonych w trzech źródłach, wynika, że w sprawę zaangażowani zostali "łowcy cieni". To funkcjonariusze Wydziału Operacji Pościgowych CBŚP, czyli wyspecjalizowanej jednostki zajmującej się ściganiem najgroźniejszych i najbardziej poszukiwanych przestępców, działający często za granicą. — To właśnie ich kontakty międzynarodowe mogą pomóc w weryfikacji pobytu Romanowskiego — słyszymy od naszych informatorów.
Należy przy tym pamiętać, że formalnie "łowcy cieni" nie mogą zatrzymać byłego wiceministra sprawiedliwości, nawet jeżeli go namierzą. Zgodnie z prawem międzynarodowym mogą to zrobić tylko służby kraju, na którego terenie poszukiwany przebywa.
Dużym utrudnieniem może być "paszport na inną tożsamość"
Oczywiście polscy policjanci mogą przy tym fizycznie asystować i współpracować z funkcjonariuszami z danego państwa, przekazując im ważne informacje. Umiejętności i doświadczenie "łowców cieni" mogą tu być bardzo przydatne. Natomiast ostatni krok, czyli zatrzymanie poszukiwanej osoby, muszą wykonać miejscowe służby.
Warto dodać, że kolejnym utrudnieniem może tu być fakt, że Marcin Romanowski, jak sam poinformował we wniosku do warszawskiego sądu, "zgodnie z prawem w sposób legalny ma wydany paszport na inną tożsamość na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską".
To oznacza, że mógł wjechać do Naddniestrza na inne dane. To stanowi dla niego jednak pewne niebezpieczeństwo, o czym mówił w wywiadzie dla Onetu Paweł Wojtunik, były szef CBA, który w Mołdawii spędził osiem lat jako doradca premiera tego kraju z ramienia UE.
— Teoretycznie polski obywatel może zaryzykować, stawić się do kontroli granicznej, pokazać dokument tożsamości na granicy i liczyć na to, że się prześliźnie przez system kontroli. Ale kiedy zostałoby ujawnione, że jest na przykład członkiem parlamentu państwa wrogiego Rosji, czyli np. krajów należących do Unii Europejskiej, mógłby zostać oskarżony o szpiegostwo, aresztowany i skazany nawet na 25 lat więzienia — zaznaczył Wojtunik.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.