Były wiceminister nie gryzł się w język. "Nie wierzę w apolitycznych ministrów"
Jan Szyszko z Polski 2050 przekazał w piątek, że zwrócił się do premiera Donalda Tuska o odwołanie go ze stanowiska wiceministra funduszy i polityki regionalnej. Do swojej decyzji odniósł się w "Debacie Gozdyry" na antenie Polsat News.
Podkreślił, że w jego przypadku "wystarczyło napisać dymisję". - Później, jak widać, jeśli jest taka wola, może być bardzo szybka sprawczość - powiedział.
- Wydaje się, że byłoby super, gdyby sprawy dotyczące reform tak szybko przechodziły przez rząd - dodał Szyszko.
"Uczciwym jest z tego rządu wyjść". Szyszko o kulisach swojej decyzji
Polityk podkreślił przy tym, że wiele osób sugerowało mu, aby "się zastanowił" i "został" na stanowisku. - Wiele osób z ministerstwa też dziękowało. Ja też chciałbym wykorzystać tę okazję, aby zwrócić się przy dużej widowni z podziękowaniami do wszystkich, z którymi miałem okazję współpracować przez te dwa i pół roku - oświadczył gość Agnieszki Gozdyry.
Szyszko wytłumaczył przyczyny swojej decyzji. - Jeżeli jakiś minister lub wiceminister - jak w moim przypadku - nie zgadza się już dłużej z linią polityczną partii, z której miał mandat, to uczciwym rozwiązaniem jest z tego rządu wyjść i zająć się czymś innym, bo w innym wypadku są to bardziej zachowania bardziej stołkowe, politykierskie, a do takich mi trochę daleko. powiedział.
ZOBACZ: Kolejne odejście z rządu. Wiceminister zwrócił się do premiera
- Mój mandat polityczny do bycia w tym rządzie wygasł, a ja nie wierzę w apolitycznych ministrów czy wiceministrów. To są funkcje polityczne, to partie polityczne mianują ministrów do rządu - podkreślił Szyszko.
Pełczyńska-Nałęcz zapowiadała swoją rezygnację? "Może niektórzy niedowierzali"
Dzień wcześniej ustępująca liderka jego partii Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zrezygnowała z kierowania Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej, a także samą Polską 2050. We wpisie w mediach społecznościowych wyjaśniła, że powodem tej decyzji miały być głosy członków koalicji oddane przeciwko ustawie o dwukadencyjności.
- Przewodnicząca Pełczyńska-Nałęcz uprzedzała partię i przewodniczącego klubu Szymona Hołownię o tym, że głosowanie w sprawie dwukadencyjności jest dla niej sprawą graniczną, że jest sprawą totalnie etosową i bardzo ważną - skomentował ten ruch w "Debacie Gozdyry" Jan Szyszko. - Może niektórzy niedowierzali w słowa, które do nich kierowała, że rzeczywiście jest gotowa oddać stołek za wartości - dodał.
Agnieszka Godzyra argumentowała natomiast, że "tak się nie robi". - Wczoraj wszyscy byli zaskoczeni. Jak my pytaliśmy, jak nasi reporterzy w Sejmie pytali, to było bardzo znamienne. Pan Osmalak, pan Luboński stali i (...) nie byli pewni, czy to nie jest jakiś żart i nie wiedzieli, jak to komentować - powiedziała prowadząca.
ZOBACZ: "Różniliśmy się". Hołownia reaguje na rezygnację Pełczyńskiej-Nałęcz
- Tak się robi. To znaczy, czym innym jest mówienie: "słuchajcie, to jest dla mnie punkt graniczny", a czym innym jest poinformowanie o tym, że się odchodzi najpierw na X, a potem ludzie się dowiadują z mediów społecznościowych o tym, że się dokonało - kontynuowała Gozdyra.
"Poinformowała swoich najbliższych". Szyszko o kulisach rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz
Szyszko przekonywał natomiast, że Pełczyńska-Nałęcz "poinformowała swoich najbliższych współpracowników o tym, że złoży dymisję". - Ja też o tym wiedziałem wcześniej - powiedział, dodając, że " ta grupa osób, które wiedziały, była dużo większa".
- Tego samego dnia, przed głosowaniami w gronie zarządu partii, jak mi przekazywała, również informowała o tym, że jest to dla niej sprawa absolutnie graniczna, etosowa i że nie będzie jej firmować swoją twarzą - kontynuował Szyszko.
- Ale czy powiedziała, że sprawa jest graniczna, czy powiedziała, że odejdzie? - dopytywała Gozdyra.
- Powiedziała, że jest graniczna i że nie będzie firmować rozdziału, czy rozłamu, czy zdradę stanowiska partii w tej sprawie swoją twarzą. No więc naprawdę jest to dosyć jasna deklaracja tego, co zrobi. I bardzo dobrze, że są w Polsce politycy, którzy wartości stawiają ponad stołki - odparł jej rozmówca.
ZOBACZ: Pełczyńska-Nałęcz o "rządzie marazmu". Reaguje na słowa Tuska: Nie będę się wdawać w przepychanki
- Jeżeli rzeczywiście jakaś grupa polityczna, czyli klub, czy koalicja rządowa, wybiera, żeby nie głosować w zgodzie z tym, na co się umówiliśmy (...), no to wtedy rzeczywiście, jeżeli ktoś się z tym nie zgadza i jakaś granica zostaje przekroczona, to należy powiedzieć stop i należy przestać firmować takie decyzje - dodał.
Politycy Polski 2050 przejdą do Koalicji Obywatelskiej? "Część ma takie plany"
Szyszko zasugerował też, że istniały "jakieś deale (porozumienia - red.) polityczne" w sprawie głosowań. Mówił on o "pewnych ustaleniach (...) żeby w idealnym świecie żadna ze stron nie zaszkodziła sobie w głosowaniach, które dla nich są ważne".
- Dla Lewicy to były głosowanie aborcyjne, dla PSL-u było to głosowanie dwukadencyjności. Z tego, co wiem, rozmowy z poszczególnymi posłami Polski 2050 na temat dwukadencyjności były prowadzone przez polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego do ostatniej chwili - powiedział.
Polityk, dopytywany o to, czy ta część posłów, która poparła zniesienie dwukadencyjności, będzie "szukać miejsc na listach Koalicji Obywatelskiej", odpowiedział twierdząco. - Myślę, że część polityków, że część polityków Polski 2050, parlamentarzystów Polski 2050, ma takie plany - powiedział.
ZOBACZ: Dworczyk o Pełczyńskiej-Nałęcz. "Pozytywnie się wyróżniała"
- To nie jest moja droga polityczna. Ja nie ukrywałem, że moja droga jest inna. Ja przyjmuję to do wiadomości, że takie są ich decyzje, ale uczciwość nakazuje mi w takiej sytuacji po prostu zrezygnować z funkcji rządowej, którą firmuje ta partia, którą mam dzięki nominacji tej partii - powiedział gość Agnieszki Gozdyry.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.