Alert RCB w złym województwie. Były pracownik tłumaczy, co zawiodło
- Poważna pomyłka: Alert RCB o zagrożeniu z powietrza trafił w poniedziałek do Lubuskiego zamiast na Lubelszczyznę.
- Trzy osoby na 38 mln obywateli: Tyle liczyła obsada sali operacyjnej w trakcie feralnej wysyłki w RCB.
- RCB przeprasza za incydent: Jak zapewnia, trwają analizy procedur i wyciąganie konsekwencji dyscyplinarnych.
- Byli pracownicy alarmują: "Idea alertu RCB została zniszczona przez polityków. Zamiast wysyłki tylko w przypadku największych zagrożeń, mamy bezmyślną masówkę na zlecenie".
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wzięło na siebie odpowiedzialność za wpadkę z alertem z poniedziałku. Przypomnijmy: alert, który miał trafić do mieszkańców województwa lubelskiego, został wysłany do województwa lubuskiego.
Zwróciliśmy się do RCB z pytaniami w tej sprawie. Centrum przyznało się do błędu po swojej stronie.
"Do błędu doszło po stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa na etapie technicznej realizacji wysyłki alertu RCB i wskazania obszaru, na który komunikat miał zostać skierowany. Wiadomość dotycząca zagrożenia z powietrza, przeznaczona dla osób przebywających na terenie województwa lubelskiego, została omyłkowo skierowana także do odbiorców w województwie lubuskim" – czytamy w przesłanych nam odpowiedziach.
Dalsza część oświadczenia pokazuje, że w rządowej instytucji, kierującej de facto zarządzaniem kryzysowym kraju w czasie pokoju, dzieje się źle.
Wpadki, błędy, pomyłki. Fatalna passa rządowej instytucji
O tym, że system powiadamiania i alarmowania jest mało skuteczny, świadczą powtarzające się wpadki. Alerty rozsyłane za późno, syreny, które wyły, gdy nie były potrzebne, albo nie wyły, kiedy była realna potrzeba – te sytuacje idą na konto systemu zarządzania kryzysowego. Tym zaś kieruje Rada Ministrów, na co wprost wskazuje ustawa o zarządzaniu kryzysowym z 2007 r.
Ale jej (i Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego – RZZK) zapleczem jest RCB. To właśnie RCB zapewnia obsługę premiera, Rady Ministrów i pełni funkcję krajowego centrum zarządzania kryzysowego. Wysyła też alerty o zagrożeniu. A w zasadzie, jak tłumaczy nam były wicedyrektor RCB Grzegorz Matyasik, robi to służba dyżurna Centrum Operacyjno-Analitycznego RCB. Jednocześnie RCB pełni funkcję Krajowego Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Dyrektorem RCB jest obecnie pułkownik Zbigniew Muszyński, były funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w przeszłości także dyrektor Centrum Antyterrorystycznego ABW.
Ile osób czuwa nad bezpieczeństwem kraju w ciągu doby?
"Rządowe Centrum Bezpieczeństwa realizuje funkcję krajowego centrum zarządzania kryzysowego w trybie całodobowym, siedem dni w tygodniu. Zapewniona jest stała służba dyżurna oraz całodobowe monitorowanie sytuacji i obieg informacji dotyczących zdarzeń i zagrożeń" – czytamy w udzielonej nam odpowiedzi.
Ile osób stanowi służbę dyżurną kraju, liczącego 38 mln mieszkańców, sąsiadującego z walczącą piąty rok Ukrainą? RCB określa tę liczbę bardzo precyzyjnie.
"Jedną zmianę pełnią zwykle trzy lub cztery osoby, a zmiany odbywają się co 24 godziny. W czasie realizacji wysyłki alertu RCB 5 października 2026 r. służbę dyżurną w KCKZ pełniły trzy osoby" – czytamy w odpowiedzi dla Wirtualnej Polski.
Po poniedziałkowej wpadce z alertem z kontrolą poselską do RCB udał się Janusz Cieszyński, polityk Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego.
"24-godzinne dyżury w sali operacyjnej pełnią naraz trzy osoby. To one odpowiadają m.in. za wysyłkę alertów RCB. Ponieważ przy każdym alercie obowiązuje zasada dwóch par oczu, oznacza to, że podczas takiego dyżuru każda osoba pracuje średnio 16 godzin. Wczorajsza pomyłka nastąpiła po ponad dziewięciu godzinach pracy, więc nie jest wykluczone, że pracownicy byli po prostu przemęczeni" – napisał polityk.
Były pracownik RCB: Idea alertu została zniszczona przez polityków
O zadaniach i celach alertów RCB rozmawiamy z byłym pracownikiem operacyjnym tej instytucji Aleksandrem Paszkowskim. Ten tłumaczy, że ludzie zatrudnieni w służbie dyżurnej działają w skrajnym stresie, o każdej porze dnia i nocy, niejednokrotnie z wiedzą o tym, że od ich decyzji, podejmowanych w deficycie czasu, zależy czyjeś życie czy zdrowie.
– Jednocześnie idea alertu RCB została zniszczona przez polityków. Zamiast wysyłki tylko w przypadku największych zagrożeń, mamy bezmyślną masówkę na zlecenie. Pierwotne katalogi zagrożeń zakładały informowanie w przypadkach ekstremalnych, obejmujące wartości progowe alarmujące obywatela kilka razy w roku – mówi Wirtualnej Polsce Paszkowski.
Dodaje, że "zalewa go krew", kiedy dzisiaj dostaje SMS-a z informacją o szczepionce dla lisów. Takie również wysyła RCB.
– Co gorsza, nikt nie ma w sobie tyle cywilnej odwagi, by wyjść do decydentów i powiedzieć wprost, że to, co robią, jest zwyczajnie głupie – uważa Paszkowski.
Dopytywany, co zawiodło w sytuacji z poniedziałku, były pracownik RCB odpowiada, że będzie to dopiero przedmiotem analiz. Jak tłumaczy, w tej pracy, podobnie jak w kokpicie samolotu, kluczowa jest współpraca załogi.
– W trakcie swojej pracy rozesłałem z pewnością kilkadziesiąt kampanii. Zawsze przed kluczowym momentem, jakim jest przekazanie wiadomości operatorom telefonii komórkowej, prosiłem pełniących ze mną służbę współpracowników o finalne sprawdzenie. Czy zgadza się treść, czy zgadza się obszar wysyłki, czy operatorzy potwierdzili gotowość odbioru? Tak aby bezpiecznie dolecieć – mówi.
Były wicedyrektor RCB: Coś jest nie tak
Z kolei były wicedyrektor RCB mówi w rozmowie z Wirtualną Polską, że należy postawić pytanie, jak bardzo zmieniły się procedury i czy udało się coś zautomatyzować, jeśli chodzi o wysyłkę SMS-ów.
– W czasie, kiedy ja i mój zespół byliśmy w RCB, mocno to forsowaliśmy. Chcieliśmy także zawrzeć porozumienie z telekomami, by nasze komunikaty trafiały bezpośrednio do ich systemów, by była automatyzacja, ale niestety rozbiło się to wtedy o poziom MSWiA i koszty przedsięwzięcia – tłumaczy ekspert.
W jego ocenie przyczyną poniedziałkowej wpadki mógł być błąd ludzki.
– Jednakże nie ma dwóch zdań, że coś jest nie tak. Myślę, że mogło też dojść do zwykłego błędu, wynikającego z pośpiechu, stresu i zmęczenia – mówi.
Przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele. W rozmowie z Wirtualną Polską Matyasik wymienia dwie główne opcje: albo w RCB testowane są nowe rozwiązania, albo wprost przeciwnie, są stare i niewydolne.
RCB przeprasza za błąd
RCB w udzielonej Wirtualnej Polsce odpowiedzi zaznacza, że szczegółowy przebieg realizacji wysyłki, w tym sposób wykonania poszczególnych czynności, jest obecnie poddawany analizie. Dopiero po zakończeniu tych ustaleń będzie możliwa ocena odpowiedzialności pracowniczej i ewentualne podjęcie dalszych decyzji.
"Mamy świadomość, że alert RCB jest dla odbiorców sygnałem do podjęcia działań służących ochronie życia i zdrowia. Błędnie skierowane ostrzeżenie mogło wywołać niepokój oraz skłonić mieszkańców do podjęcia działań ochronnych. Przepraszamy wszystkich odbiorców błędnie wysłanych wiadomości za pomyłkę, niepokój i utrudnienia, które mogła spowodować" – napisało RCB.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.