Bez zaskoczenia, ale sygnał jest wyraźny [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Kraków – co powtarzają do znudzenia wszyscy – jest miejscem specyficznym, a wybory samorządowe, co uświadamia świetny wynik Łukasza Gibały, nie dadzą się łatwo przełożyć na tendencje ogólnopolskie. Istotne jest także to, że w tych wyborach frekwencja była niższa niż byłaby, gdyby były to wybory parlamentarne, co oznacza, że głosowali najbardziej przekonani.
Jeśli jednak – pamiętając o tych trzech zastrzeżeniach – przyjrzeć się temu, co wydarzyło się w Krakowie, i to nie tylko na dwóch pierwszych miejscach, to można wyczytać z tego wyraźny polityczny sygnał. Nie jest on korzystny dla obecnej koalicji, ale też całkiem sporo mówi o części wyborców protestu, którzy obecnie często głosują na populistyczną prawicę.
Obecna koalicja rządowa nie ma powodów do optymizmu, bo jej kandydaci przegrali w bezpośrednim starciu z tymi, którzy przedstawiają się jako siły protestu i pragnienia zmiany. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej i PSL dość wyraźnie – bo o ponad 6 procent, jak pokazały nocne, oficjalne wyniki wyborów - przegrała z Łukaszem Gibałą, który wprawdzie historycznie wywodzi się z podobnych środowisk politycznych, ale od dawna prezentuje się jako alternatywa, a do tego sprawnie współpracuje w Krakowie ze środowiskami prawicowymi. I w tym starciu Piątkowskiej nie pomógł nawet Donald Tusk, który w ostatnich dniach zjechał do Krakowa, by ją wesprzeć.
To wyraźny sygnał, że nawet w mieście, o którym politycy prawicy mówią jako o trudnym dla siebie, bo wyraźnie sprzyjającym Koalicji Obywatelskiej, wyborcy chcą zmiany… Niekoniecznie prawicowej, bo Łukasz Gibała prawicą nie jest, ale jednak zmiany.
Analogiczne wnioski (choć zapewne na wynik wpłynęły także wewnętrzne konflikty na krakowskiej lewicy) można wyciągnąć z miejsc w rankingu (wciąż jeszcze sondażowym) Darii Godek Popiołek z Nowej Lewicy i Aleksandry Owcy z Partii Razem. Wyraźna (choć oczywiście nie aż tak wyraźna jak w przypadku pierwszych miejsc) przewaga kandydatki Partii Razem uświadamia, że i na lewicy zmęczenie tym rządem narasta, i że tu także wygrywa partia, która wyraźnie się od niego odcina. I nawet jeśli w wyborach ogólnopolskich to się zapewne nie powtórzy – choć trudno teraz cokolwiek przewidywać – to jest to także wyraźny sygnał, że i na wyborczej lewicy narasta pragnienie zmian. I to być może radykalnych.
Koalicja Obywatelska (a szerzej cała koalicja) nie powinna się też specjalnie pocieszać słabym ogólnym wynikiem prawicy. I to z kilku powodów. Po pierwsze, 17,5 procent Michała Drewnickiego to wynik, jak na Kraków, dobry, po drugie, brak kandydata Konfederacji mógł zatrzymać część wyborców tej partii w domu, a po trzecie, niektóre z wypowiedzi kandydata Korony Polskiej, który tuż przed ciszą wyborczą opowiadał, że Rosja w istocie broni się przed Ukrainą, mogły sprawić, że i jego wynik jest wyraźnie niższy, niż mógłby być.
Istotne jest także to, że Kraków zawsze prezentował wyraźnie niższe wyniki prawicy, a w tym przypadku sukces Łukasza Gibały jest także efektem zaangażowania wyborców o prawicowych poglądach, którzy – to pokazują już nowsze sondaże dotyczące drugiej tury – tak jak wyborcy Konfederacji mogą, głosując na Gibałę, stać się istotnym czynnikiem rozstrzygającym wynik wyborczy. PiS – choć może nie wskazać nikogo bezpośrednio – też zapewne jasno zasugeruje, by głosować na każdego, byle nie na kandydatkę Tuska… I jeśli okaże się, że większość wyborców prawicy (i choćby pewna część wyborców Aleksandry Owcy, która współpracowała kiedyś z liderem sondaży) odda głos na Gibałę, to da wyraźny sygnał słabości mobilizacyjnej KO.
Lekcja dla prawicy
Ale i prawica powinna wyciągnąć wnioski z tej kampanii. Konfederacja jasno pokazała, że nie stanowi jednej, zwartej organizacji i że wzajemne animozje i podziały między Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją są na tyle głębokie, że zagrażają sukcesowi. Oczywiście interes trzyma ich razem, ale emocje bywają silniejsze od niego. Ciekawe jest także to, że – czy tak będzie, zobaczymy po drugiej turze – pewna część wyborców Konfederacji (a także PiS) już jasno deklaruje, że w drugiej turze zagłosuje na byłego posła Ruchu Palikota, którego poglądy są zdecydowanie progresywne.
Co to może oznaczać? Pierwszą narzucającą się odpowiedzią jest to, że w mieście to nie stanowi problemu. Tyle że to nie jest prawda, bo to prezydent będzie decydował także o własnym i miasta zaangażowaniu w Parady Równości czy zgodzie lub nie na transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych, a to są kwestie ważne dla partii prawicy… Jeśli więc ich wyborcy deklarują, że i tak zagłosują na Gibałę, to jedno z dwojga: albo tak nie cierpią KO, że wybiorą nawet kogoś o poglądach na lewo od niego (to źle dla partii Donalda Tuska, ale też nie za dobrze dla PiS), albo wbrew temu, co sądzą politycy prawicowi, to wcale nie jest ważne dla ich wyborców.
Ta ostatnia możliwość oznaczać może, i to jest sygnał do wszystkich, że powodem, dla którego tak duża grupa Polaków chce głosować na partię umiarkowanie (jak oswajająca się powoli z mainstreamem Konfederacja) lub radykalnie (jak Korona Polska) antysystemową, wcale nie jest tylko radykalna prawicowość lub populizm. Ale zmęczenie duopolem, nieustającym konfliktem, który obejmuje kolejne przestrzenie życia, i który jest nie do rozstrzygnięcia. Jeśli rzeczywiście tak jest, to pozostaje przestrzeń wolna dla nowych partii antysystemowych, które jako "radykalne centrum" (by posłużyć się terminem prof. Marcina Matczaka) lub jakaś nowa "trzecia droga" (ale już z innym składem) będą w stanie zagospodarować tych wyborców. Relatywnie dobry wynik Partii Razem także stanowi taki sygnał, tyle że po lewej stronie.
To wszystko sprawia, że politycy powinni naprawdę uważnie przeanalizować wyniki tych wyborów, bo one – choć lokalne i nietypowe – stanowią zestaw mocnych politycznych sygnałów. Ten, kto lepiej odczyta te sygnały, będzie mógł je precyzyjnie wykorzystać.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.