Pusta sala i ostrzeżenie dla rywala. Kulisy sztabu Moniki Piątkowskiej

Opustoszała sala, gasnący entuzjazm i zapowiedź twardej kontroli nad nowym prezydentem miasta. W krakowskim sztabie Moniki Piątkowskiej po ogłoszeniu wyników wyborczych nastroje dalekie były od euforycznych. Mimo to kandydatka przekonywała, że "to jeszcze nie koniec", a jej współpracownicy tłumaczyli trudną walkę przewagą finansową rywala.
Jeszcze przed ogłoszeniem rezultatów w eleganckich wnętrzach sztabu Moniki Piątkowskiej panował tłok, a atmosfera przypominała tę z pierwszego wieczoru wyborczego. Jednak zaraz po podaniu pierwszych danych sala błyskawicznie opustoszała.
– Tych, którzy planowali uronić jakąś łzę, już dawno tutaj nie ma. W momencie, kiedy zobaczyliśmy wyniki, dosyć się tutaj przerzedziło i myślę, że te nastroje nie są najlepsze – relacjonował na gorąco dziennikarz Wirtualnej Polski i money.pl Tomasz Żółciak.
WIDEO
"Formalność". Ujawniamy, co działo się w sztabie Gibały
WIDEO
Optymizm kandydatki i przestroga dla Gibały
Mimo przegranej Monika Piątkowska starała się utrzymać bojowy ton. Zapewniała swoich stronników, że Koalicja Obywatelska "jest w gazie", oraz podziękowała czołowym postaciom obozu rządzącego – w tym premierowi i wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi – za zaangażowanie w kampanię.
Z jej ust padły też bezpośrednie słowa pod adresem zwycięzcy: – Skoro teraz, Łukaszu, przejmujesz stery w Krakowie, to my będziemy uważnie patrzeć ci na ręce – zwróciła się po imieniu do Łukasza Gibały.
"Walczyliśmy z dużą kasą po drugiej stronie"
Przedstawiciele sztabu kandydatki przyznawali w rozmowach z dziennikarzem, że liczyli na lepszy rezultat. – Zaskoczenia chyba raczej nie było, choć liczyliśmy, że te 45, może 47 procent nasza kandydatka jednak osiągnie. Walczyliśmy z dużą, dużą kasą po drugiej stronie. Było ciężko i tak się skończyło – komentował jeden z gości wieczoru wyborczego.
W sztabie broniono jednocześnie przyjętej w kampanii strategii, opartej na mocnym akcentowaniu poparcia rządu i wizytach kluczowych polityków z Warszawy. Mimo dyskusji, czy angażowanie krajowych oficjeli w wybory samorządowe nie zniechęca części wyborców, współpracownicy Piątkowskiej przekonywali, że taktyka była słuszna.
– Trzeba pokazywać, że wsparcie rządu jest potrzebne, bo miasto bez rządowych pieniędzy daleko nie zajedzie – podsumowano w sztabie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.