Kreml grozi Wielkiej Brytanii. Były wojskowy wskazuje na drugie dno

Groźby ze strony Rosji wobec Wielkiej Brytanii są oceniane jako efekt presji odczuwanej przez Kreml, szczególnie po użyciu brytyjskich dronów przez Ukrainę do ataków na terytorium Rosji.
Według Hamisha de Bretton-Gordona rosyjskie groźby nie są skuteczne w budowaniu wizerunku Rosji, a obecna sytuacja pokazuje ograniczenia rosyjskiej potęgi militarnej oraz rosnące napięcia polityczne i społeczne.
Były oficer podkreśla, że Wielka Brytania powinna być czujna wobec gróźb, ale nie popadać w panikę i przygotować się na najgorszy scenariusz.
Kreml zaczął publicznie grozić Wielkiej Brytanii po tym, jak w ostatnim czasie po raz pierwszy Ukraina wykorzystała brytyjskie drony do ataków w głąb Rosji. Oprócz wypowiedzi szefa MSZ Siergieja Ławrowa, oskarżenia pojawiły się również ze strony ambasady Rosji w Londynie.
Jednak wsparcie militarne tego kraju dla Kijowa nie jest niczym nowym. Wielka Brytania już wcześniej przekazała Ukrainie m.in. czołgi, rakiety czy broń, które nadają się do ataków głęboko w Federacji Rosyjskiej.
Tymczasem to po stronie Moskwy można zaobserwować zmianę. "To właśnie tego rodzaju retoryka, jakiej powinniśmy się spodziewać po reżimie znajdującym się pod presją" - ocenił były oficer armii Hamish de Bretton-Gordon na łamach "The Telegraph".
Rosja grozi Wielkiej Brytanii. Postawą ujawniają zmiany na Kremlu
Zdaniem Brettona-Gordona Władimir Putin nie może przyznać, że "specjalna operacja wojskowa", jak nadal w Rosji określają pełnoskalową wojnę w Ukrainie, idzie bardzo źle.
Zdaniem byłego oficera, rosyjski przywódca nie potrafi też wyjaśnić Rosjanom, dlaczego Kijów, który przecież chciał zająć w ciągu kilku dni, obecnie - ponad cztery lata później - atakuje cele wojskowe w głębi Rosji.
"Najbardziej niekomfortowe dla Kremla jest to, że wojna zaczyna ujawniać ograniczenia rosyjskiej potęgi militarnej" - podkreśla Hamish de Bretton-Gordon. Jednocześnie dodaje, że na Kremlu rośnie niepokój związany z kierunkiem, w jakim posuwa się wojna.
Napięcia społeczne, polityczne czy gospodarcze może zaostrzyć planowana mobilizacja.
Wizja Rosji jako mocarstwa zaczyna topnieć
"We współczesnej Rosji zakaz działalności partii opozycyjnej Jabłoko, dymisja wysokich urzędników oraz narastające niepokoje w niektórych częściach kraju nie są raczej działaniami rządu przepełnionego pewnością siebie" - uważa były oficer.
Jego zdaniem odpowiedź Władimira Putina na to jest przewidywalna - wina nie leży po stronie Rosji, a Zachodu. Kreml podkreśla swoją narrację, według której wojna przedłuża się z winy Wielkiej Brytanii, USA czy NATO. Dodatkowo - według propagandy - powtarza się, że Ukraina samodzielnie nie mogłaby bronić się przed Rosją bez pomocy.
Jak podkreśla Hamish de Bretton-Gordon, wszystko jest lepsze niż przyznanie się Moskwy do ponoszenia wielkich szkód, ofiar, wydatków, czy braku osiągnięcia celów wojskowych. Obecnie Rosja znajduje się w gorszym położeniu, m.in. przez ataki na jednostki na Morzu Czarnym, niż na początku wojny.
Rosja grozi, ale obnaża tym swoje słabości. Był oficer armii komentuje
Odnosząc się do tego, jak poważnie powinno się traktować groźby Kremla, były oficer ocenia, że niezależnie od błędów, jakie na przestrzeni lat popełniło brytyjskie Ministerstwo Obrony, "wydaje się, że rewolucja dronowa okazała się strzałem w dziesiątkę - przynajmniej na tyle, by produkować drony, które Ukraińcy uważają za bardzo przydatne".
Bretton-Gordon jest też sceptyczny co do tego, czy Moskwa dysponuje takimi zasobami, które pozwoliłyby jej przeprowadzić i utrzymać "zakrojoną na szeroką skalę konwencjonalną ofensywę przeciwko członkowi NATO". Jego zdaniem bardziej realnym zagrożeniem jest wojna hybrydowa.
Dalej na łamach "The Telegraph" były oficer pyta, czy rosyjscy agenci mogliby zaatakować brytyjską infrastrukturę wojskową, a nawet zacumowane w porcie okręty Królewskiej Marynarki Wojennej? Jego zdaniem, "teoretycznie tak".
Jednak zdaniem Hamisha de Bretton-Gordona rosyjski wywiad wielokrotnie udowadniał, że "nie jest nawet trochę tak kompetentny", jak przedstawia to chociażby propaganda, czy utarte mity. Dodaje, że brytyjskie służby od lat zmagają się z sabotażami czy tajnymi działaniami ze strony Moskwy.
"Wielka Brytania musi być przygotowana na najgorsze"
Bretton-Gordon podkreśla natomiast, że "kiedy rosyjski ambasador grozi Wielkiej Brytanii, powinniśmy słuchać uważnie", ale nie panikować. W ocenie byłego oficera Putin jest pod presją na wszystkich frontach - wojskowym, politycznym oraz gospodarczym, a jego możliwości się kurczą.
Zwraca też uwagę, że na Kremlu zaczynają tworzyć się dwa obozy - jeden opowiada się za eskalacją konfliktu w Ukrainie, natomiast drugi podkreśla pogłębiające się problemy Rosji i opowiada się za wygaszaniem wojny. Nie wiadomo jednak, która strona przeważy.
"Dlatego Wielka Brytania musi być przygotowana na najgorsze, mając jednocześnie nadzieję na najlepsze" - podkreśla Hamish de Bretton-Gordon.
Przypomnijmy, że we wtorek Siergiej Ławrow stwierdził, iż "współczuje Wielkiej Brytanii, jeśli będzie się upierać, by stać przy Ukrainie do samego końca". Szef rosyjskiego MSZ argumentował, że Londyn włączył się w wojnę poprzez bezpośrednie zaangażowanie w ukraińskie ataki na cele w głębi Rosji.
"Polityczny WF": Dziś podział w PiS, jutro jedna lista? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.