Afera Lenza. Skandaliczne zachowanie ws. informatora WP. "Ultimatum"

Prokuratura zabezpieczyła telefon dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, ponieważ kontaktował się on z reporterem Wirtualnej Polski. Dziennikarz WP Michał Janczura ocenił, że śledczy próbują w ten sposób ustalić źródło informacji o zabiegu syna senatora Tomasza Lenza. – Prokuratura nie wie, nie wiedziała i nie będzie wiedziała, kto jest naszym informatorem. Za żadne skarby świata tego nie powiemy – podkreślił.
– Gdyby tego nie zrobił, miało dojść do przeszukania. Takie ultimatum mu postawiono – powiedział Janczura w programie "Newsroom" w Wirtualnej Polsce. Jak dodał, w uzasadnieniu decyzji znalazły się jego imię, nazwisko oraz numer telefonu.
Przedziwne zachowanie prokuratury
Zdaniem reportera pozwala to przypuszczać, że śledczy analizowali wcześniej bilingi i na ich podstawie ustalili, że Trojanowski kontaktował się z dziennikarzem. Prokuratura potwierdziła redakcji, że telefon dyrektora został zabezpieczony, ponieważ mógł służyć do przekazania informacji.
– To znaczy, że ktoś do mnie dzwonił, ktoś wysyłał SMS-y i to jest powód, żeby zabezpieczyć jego telefon oraz sprawdzić, czy przypadkiem nie przekazał mi jakiejś informacji. Nie jest tak, że prokuratura ma dowody i na ich podstawie wykonuje czynności. Ona coś sobie wymyśliła i próbuje w ten sposób tego dowieść – mówił Janczura.
– Prokuratura nie wie, nie wiedziała i nie będzie wiedziała. Nie ma żadnych dowodów na to, kto jest naszym informatorem i za żadne skarby świata tego nie powiemy – zadeklarował Michał Janczura.
Janczura zwrócił uwagę, że Trojanowski kontaktował się z nim wielokrotnie, także w związku z wcześniejszymi publikacjami dotyczącymi podziału środków z KPO i zarządzania szpitalami. Sam fakt, że numer dyrektora pojawił się w historii połączeń reportera, nie świadczy więc o przekazaniu mu informacji w sprawie Lenza.
– Rozmawiam z dziesiątkami dyrektorów szpitali w całym kraju. Samo to, że się z kimś łączę, nie powinno być powodem, że za chwilę prokuratura wchodzi i zabezpiecza tej osobie telefon – zaznaczył.
Co z tajemnicą dziennikarską?
Szczególny niepokój dziennikarza budzi możliwość włączenia prywatnej korespondencji do akt postępowania. Jego stroną jest senator Lenz, do niedawna szef regionalnych struktur Koalicji Obywatelskiej. Redakcji odmówiono natomiast udostępnienia postanowienia i informacji o zakresie zabezpieczonych danych.
– Wszystko tu jest nie tak, jak być powinno. Chcieliśmy sprawdzić, czy nasza tajemnica dziennikarska nie została złamana. Nie udostępniono nam tego – powiedział Janczura.
Reporter podkreślił, że sprawa nie dotyczy wyłącznie jego prywatności. Działania śledczych mogą odstraszać potencjalnych informatorów i utrudniać ujawnianie nieprawidłowości dotyczących władzy. – Jeżeli ktoś się dowie, że prokuratura potrafi dokonywać takich rzeczy, przestanie nas informować o różnego rodzaju patologiach. Czy chcemy żyć w kraju, w którym prokuratura bez decyzji sądu chciałaby ujawnienia źródła dziennikarza? – pytał.
Janczura wskazał także na różne tempo dwóch postępowań. Śledztwo dotyczące ujawnienia informacji, wszczęte po zawiadomieniu senatora, doprowadziło już do zabezpieczenia telefonu. Tymczasem w sprawie możliwych nieprawidłowości przy samym zabiegu – prowadzonej po zawiadomieniu dziennikarzy – prokuratura nie skontaktowała się z redakcją, by poznać jej pozostałe ustalenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.