"Powiedziałam premierowi wprost, że moim szefem będą Krakowianie, a nie rząd"
Monika Piątkowska - wywiad w studio wyborczym TVN24
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: materiały prasowe
Bartłomiej Plewnia, tvn24.pl: Czy przed drugą turą do Krakowa przyjedzie jeszcze Donald Tusk?
Monika Piątkowska: Decyzja nie została jeszcze podjęta, ale jest taka opcja. Przypomnę, że premier był w czasie tej kampanii w Krakowie już dwukrotnie. Właściwie codziennie przyjeżdżają politycy z całej Polski, w tym przedstawiciele rządu, z konkretnymi decyzjami, także z tymi, które dotyczą dofinansowania. Świadomie ich zapraszam. To są wybory, na które patrzy cały kraj, dlatego chcę zainteresować osoby decyzyjne tym, co się dzieje w Krakowie.
Pani zdaniem te wizyty premiera i ministrów są w ogóle potrzebne? Kto ma rządzić Krakowem - pani czy rada ministrów?
Powiedziałam to panu premierowi wprost, na naszym ostatnim spotkaniu w Nowej Hucie - moim szefem - jeśli zwyciężę - będą Krakowianki i Krakowianie, a nie rząd. I na pierwszym miejscu będzie dla mnie zawsze interes Krakowa i jego mieszkańców.
Monika Piątkowska
Źródło zdjęcia: materiały prasowe
Czy to znaczy, że jak pani nie zostanie prezydentką, to tych pieniędzy dla Krakowa nie będzie?
To jest bardzo fałszywa narracja, bo przecież jeśli minister przyjeżdża z konkretnymi umowami czy środkami - choćby na orliki czy na boiska - to te pieniądze w mieście zostaną. Myślę, że tę narrację lansują ci, którzy nie są pewni swojej skuteczności. Ja już dziś dowożę konkretne projekty, w tym u przedstawicieli magistratu. Na przykład udało mi się skutecznie doprowadzić przez rozmowy z pełniącym obowiązki prezydenta Stanisławem Kracikiem, obniżenie od 1 listopada ceny rocznego biletu komunikacji miejskiej dla studentów do 365 złotych. Zarządzenie w tej sprawie zostało już podpisane.
Premier Donald Tusk i kandydatka na prezydenta Krakowa, senator KO Monika Piątkowska
Źródło zdjęcia: PAP/Łukasz Gągulski
To była jedna z obietnic Aleksandra Miszalskiego. Ale już w trakcie kadencji władze miasta stwierdziły, że nie ma na to pieniędzy. Co się zmieniło?
To, że Monika Piątkowska znalazła te pieniądze. Trzeba być skutecznym zarówno w rozmowach z rządem, jak i z radnymi Koalicji Obywatelskiej, z urzędnikami.
Podobna sytuacja jest z opłatą miejscową. Przecież zostały złożone trzy projekty ustawy o opłacie turystycznej. A w międzyczasie, mając już w systemie prawnym opłatę miejscową, udało mi się wypracować taką jej konstrukcję, byśmy mogli jako Kraków skorzystać z tego narzędzia. I o tym jest ta opowieść. Nie o tym, kto ma pomysł, tylko kto go zrealizował. Jeżeli będą dobre pomysły, to nieważne czy to pomysły Nowej Lewicy, czy partii Razem, czy innego środowiska - będę je realizować.
Aleksander Miszalski obiecywał też budowę połączenia tramwajowego na Kliny, ale w zeszłym roku wyrzucił projekt do kosza. Stwierdził, że inwestycja jest za droga i że dubluje trasę metra.
Uważam, że metro w naszym mieście jest potrzebne, ale niewątpliwie to jest dłuższa perspektywa. Nie podoba mi się to, że pełniący obowiązki prezydenta pan Kracik jednym podpisem przesunął harmonogram budowy metra o 10 lat. Dziesięć lat później! Tymczasem taka decyzja mogłaby spowodować, że wypadniemy z możliwości finansowania tej inwestycji w następnej perspektywie unijnej.
Metro to jednak przyszłość, wierzę, że bliższa niż dalsza, ale dobra komunikacja miejska jest potrzebna od zaraz. Jedno nie wyklucza drugiego. Model finansowania jest do ustalenia, ale chcę zbudować nie tylko linię tramwajową na Kliny, ale też na osiedle Złocień i na Azory.
Ale czy nas na to stać? Jest zagrożenie, że pod koniec tej kadencji samorządu lub na początku następnego Kraków przestanie spełniać ustawowe limity zadłużenia. Dług miasta w tym momencie zbliża się już do dziewięciu miliardów złotych. Sytuacja finansowa była jednym z najważniejszych powodów odwołania poprzedniego prezydenta.
My już dzisiaj nie mamy pieniędzy na inwestycje. Może stać się tak, że Kraków straci suwerenność finansową na rzecz Regionalnej Izby Obrachunkowej, która przejmie zarządzanie naszym budżetem. To jest poważne i realne zagrożenie.
To jak zamierza pani finansować tak drogie inwestycje jak nowe linie tramwajowe?
Trzeba robić dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, przeprowadzić bardzo mocną restrukturyzację zadłużenia, skonsolidować kredyty, rolować je, zmniejszyć obsługę długu, tak, żebyśmy uzyskali przestrzeń na realizację inwestycji. Oczywiście cięcie kosztów jest konieczne, ale nie takie jak proponuje kontrkandydat - przez zwolnienia w magistracie, bo to iluzoryczne oszczędności. Nie chcę oszczędzać na ludziach. Potrzebujemy obniżania kosztów bieżących, konsolidacji zamówień i zleceń. Zwiększania efektywności pracy.
Jednocześnie trzeba zwiększać przychody miasta, nie tylko poprzez opłatę miejscową. Trzeba położyć nacisk na rozwój gospodarczy Nowej Huty, żeby przyciągać inwestorów. Nie wykluczam też starania się o nadzwyczajną pożyczkę od polskiego rządu. Redukcja etatów to populizm słabych menadżerów.
Monika Piątkowska
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service
Ostatnio zdziwiła mnie pani deklaracją, że jeśli zostanie pani prezydentem, to w umowach urbanistycznych deweloperzy będą musieli przekazywać część mieszkań do zasobu miejskiego. To postulat Darii Gosek-Popiołek, kandydatki Nowej Lewicy w pierwszej turze, która nazwała to rozwiązanie 15-procentową "prowizją od dewelopera"
Miasto może być inwestorem i budować mieszkania komunalne, ale z powodów finansowych w ograniczonym zakresie. Samorząd nie powinien walczyć z deweloperami, tylko z nimi współpracować, ale na bardzo twardych i transparentnych zasadach.
Chciałabym, żeby przy okazji punktowych zmian planów miejscowych w formie ZPI, czyli Zintegrowanych Planów Inwestycyjnych, deweloperzy uiszczali opłatę zależną od liczby metrów kwadratowych, a oprócz tego inwestowali w drogi dojazdowe, w komunikację, miejsca rekreacji na otwartej przestrzeni. Chciałabym, żeby deweloperzy byli zobowiązani do realizacji takich inwestycji. Daria Gosek-Popiołek proponowała, by deweloper oddawał 15 procent mieszkań, z czym się nie zgadzam, bo inwestor przerzuci ten koszt na innych kupujących...
Ale pani poparła ten postulat. "To dobry pomysł i chcę go wprowadzić: w każdej umowie urbanistycznej będzie wymagany udział mieszkań dla miasta" - tak odniosła się pani do postulatu Darii Gosek-Popiołek.
Uważam, że oddanie konkretnych mieszkań na rzecz gminy jest kosztem dla inwestora, który pokryje sobie ten koszt, wzrostem cen u kupujących pozostałe mieszkania. Wolałabym, żeby deweloper zainwestował w poprawę otoczenia wokół inwestycji.
1 października, zapytana przez nas o propozycje dla lewicowych wyborców, Piątkowska odpisała nam: "Pani poseł Gosek-Popiołek zaproponowała, żeby deweloperzy, którym miasto zmienia plan, oddawali część mieszkań gminie. To dobry pomysł i chcę go wprowadzić: w każdej umowie urbanistycznej będzie wymagany udział mieszkań dla miasta". Pisała też, że "udział mieszkań od deweloperów dla miasta" to "najlepszy pomysł" posłanki Lewicy i "chciałaby go wprowadzić [...], oczywiście podkreślając, że jego autorką była pani poseł Gosek-Popiołek".
Pytana teraz o tę zmianę Monika Piątkowska zaprzeczyła, że jest to jej postulat i skrytykowała go - tak jak przed pierwszą turą.
A ma pani za złe Nowej Lewicy brak oficjalnego poparcia w drugiej turze?
Nie. Nie zabiegałam o żadne poparcie, bo traktuję mieszkańców i mieszkanki Krakowa podmiotowo. Każdy ma jeden głos. Nie chcę handlować żadnymi stołkami i powiedziałam to od razu, jak zaczęłam kandydować. Natomiast są politycy Lewicy, którzy głośno i wyraźnie mówią, że zagłosowaliby na Monikę Piątkowską. Wicepremier Krzysztof Gawkowski bardzo jednoznacznie się w tej sprawie wypowiedział, za co bardzo mu dziękuję.
Czyli nie będzie między KO a Nową Lewicą w kolejnych wyborach żadnych zgrzytów z tego tytułu?
Z mojej perspektywy absolutnie nie, zresztą z radnymi lewicowymi mam dobre relacje.
A z krakowskimi działaczami Koalicji Obywatelskiej? Nie jest tajemnicą, że nie byli zachwyceni tym, że to pani kandydowała do Senatu. Mówili wprost i pod nazwiskiem, że to kandydatura ustalona ponad ich głowami.
Kiedy zdecydowałam się na start do Senatu tutaj w Krakowie, też nie wszyscy z Koalicji Obywatelskiej byli szczęśliwi. Propozycja krakowskich struktur była inna. Przedstawili szóstkę kandydatów, aż koniec końców to ja dostałam propozycję. I zdobyłam mandat zaufania - i chyba to jest najważniejsze, prawda? Owszem, w pierwszych dniach ta współpraca była trudna. Dzisiaj to wygląda dużo lepiej. Natomiast to jest ciężki czas, bo odwołanie prezydenta Miszalskiego, a potem rozwiązanie struktur, zburzyło pewną harmonię.
Jedna z prawicowych telewizji pokazała ujęcia z osiedla w gminie Nadarzyn pod Warszawą, twierdząc, że tam pani mieszka. Ponad 260 kilometrów od Krakowa, którego prezydentem chce pani zostać.
Adresu panu nie podam, ale mam zarówno własne mieszkanie w Krakowie, jak i wspomniany segment pod Warszawą. Jestem właścicielką jednej i drugiej nieruchomości.
Ale w pani oświadczeniu majątkowym nie ma mieszkania. Jest dom. Jak rozumiem, ten pod Warszawą.
Owszem, są też udziały w budynku wielorodzinnym w Krakowie. Czyli mieszkanie. Natomiast w domu pod Warszawą mój pełnoletni syn rozpoczyna samodzielne życie. I bardzo dobrze. W ostatnich latach dzieliłam swoje życie między Warszawą a Krakowem.
Jednocześnie według korekty oświadczenia majątkowego kupiła pani nieruchomość w Krakowie 24 marca 2025 roku. Jak było przed tą datą?
Te dwie rzeczy się nie wykluczają. Kiedy mówię, że od lat żyję na dwa domy, mówię o swoim życiu, a nie o dacie nabycia konkretnej nieruchomości. W Krakowie studiowałam, tutaj urodził się mój syn, tutaj mieszka moja rodzina - tutaj jestem zameldowana i mieszkam. Przed zakupem obecnej nieruchomości również miałam dom pod Krakowem, który sprzedałam kupując segment pod Warszawą oraz mieszkanie w Krakowie.
Skoro o mieszkaniach mowa - jeśli wejdą w życie nowe przepisy regulujące najem krótkoterminowy, czy będzie pani tworzyła w Krakowie strefy wolne od Airbnb?
Tak. Dla mnie ważne jest to, żeby zasady, zgodnie z którymi gmina miejska będzie mogła ograniczyć albo wykluczyć obszary z najmu krótkoterminowego, były bardzo precyzyjnie określone. Bardzo mi zależało na jasnych zasadach: kiedy jesteś w rejestrze obiektów noclegowych, a kiedy z niego wylatujesz. To jest w projekcie ustawy i mam nadzieję, że w nim zostanie. Chodzi o rozwiązanie, według którego po trzech zgłoszeniach zakłócenia ciszy w ciągu roku mieszkanie jest skreślane z rejestru i przez kolejne trzy lata nie można go wynajmować. Każdy ma prawo prowadzić biznes, ale sąsiedzi też mają prawo do ciszy i komfortu.
Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której ograniczając najem krótkoterminowy gmina mogłaby narazić się na roszczenia ze strony przedsiębiorców. Samorządy powinny mieć dzięki tej ustawie zabezpieczenie. Tym bardziej, że w Krakowie jest bardzo wiele miejsc, w których najem krótkoterminowy powinien być ograniczony.
Jakie to miejsca?
To będzie zależało od strategii rozwoju i planu ogólnego. Turyści są przede wszystkim w centrum i bardzo wielu mieszkańców stąd się wyprowadziło, więc jak jest budynek w całości przeznaczony na najem, to nie jest to tak uciążliwe. Ale są obszary, gdzie jeszcze tych turystów tak dużo nie ma, gdzie jest potencjał, gdzie z różnych powodów mamy budynki, które nie są zasiedlone na stałe mieszkańcami i można tam też rozłożyć ciężar turystyki. Z jednej strony przyciągniemy turystów, a z drugiej strony damy też impuls do rozwoju nowych obszarów.
To może garść konkretów o Strefie Czystego Transportu? Niedługo po jej wprowadzeniu zaczęła się zbiórka podpisów pod inicjatywą organizacji referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego. Pani proponuje zmniejszenie SCT do granic drugiej obwodnicy, czyli samego centrum miasta. Dlaczego?
Bo Strefa Czystego Transportu powinna chronić środowisko i być mu przyjazna. Ale przede wszystkim musi być przyjazna mieszkańcom. Nie można wprowadzać ograniczeń, które skutecznie utrudniają życie mieszkańcom. Trzeba wypracować rozwiązania przejściowe. Wprowadzić rozwiązania, które umożliwią na przykład starszym ludziom, używającym od lat swoich samochodów, które nie spełniają norm strefy, dotarcie nimi do domu. Rozwiązania, które pozwolą mamom odwozić swoje dzieci na balet czy piłkę nożną autem zamiast rowerem.
Nikt nie może z powodu wprowadzenia strefy zostać następnego dnia zmuszony do kupna nowego auta, albo zostawiania swojego poza strefą z dala od domu, to absurd (Obecne przepisy SCT nie wprowadzają takiego obowiązku - jeśli mieszkaniec Krakowa miał przed wprowadzeniem SCT stare auto niespełniające jej norm, może dalej się poruszać nim po mieście bez ograniczeń - red.). Cała Europa wprowadza strefy, ale w większości miast udaje się to zrobić z poszanowaniem praw mieszkańców.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.