Ktoś się sprzeciwi? Tak wygląda głosowanie na okupowanych przez Rosję terenach w Ukrainie
Na nagraniach, które w czwartek obiegły media na Zachodzie, dziennikarzom rosyjskojęzycznego portalu Astra udało się wyłowić kąśliwą uwagę starszej pani. - Przynieśli świnię w worku i głosujemy! – powiedziała kobieta, wkładając kartę do głosowania do przezroczystej urny trzymanej przez zamaskowanego kominiarką żołnierza.
Na materiałach wideo z okupowanych terenów widać tylko pojedyncze osoby oddające głos, a nie wiadomo, ile osób głosowało, nie podaje się danych o frekwencji w momencie powstania nagrań.
Jak komentuje w rozmowie z WP dr Michał Marek, Rosja wykorzystuje wybory do legitymizowania swojej władzy na okupowanych terenach. Pokazywanie mieszkańców, którzy biorą udział w głosowaniu, ma być dla Kremla dowodem, że rosyjska "specjalna operacja" przyniosła wymierny sukces.
- Strona rosyjska wykorzystuje w ten sposób funkcję wyborów. Kreml przede wszystkim używa ich do legitymizowania swojej władzy, ale szczególne znaczenie ma tutaj udział mieszkańców terenów okupowanych – mówi WP dr Michał Marek, założyciel Fundacji Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, ukrainoznawca i ekspert ds. przeciwdziałania dezinformacji.
- Rosjanie mogą pokazywać: ci ludzie, którzy zostali w ten sposób "ocaleni", dzięki rosyjskiemu żołnierzowi mogą teraz uczestniczyć w wyborach - dodaje.
"Popatrzcie, tam nadal są ludzie"
Nagrania z głosowania mają dla rosyjskiej propagandy jeszcze jedno znaczenie. Część mieszkańców okupowanych terenów uciekła przed wojną, pozostali m.in. ci, którzy nie mieli możliwości wyjazdu, a także osoby związane z Rosją. Teraz Kreml może pokazywać ich jako dowód, że na zajętych terenach wciąż żyją mieszkańcy i uczestniczą w rosyjskich wyborach.
Władimir Putin podkreślał w środę, że mieszkańcy okupowanych przez Rosję części obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego po raz pierwszy będą wybierać deputowanych do Dumy Państwowej. Wybory w Rosji odbywają się w dniach 18-20 września.
Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ostrzegła Ukraińców-mieszkańców okupowanych terenów, aby nie brali udziału w głosowaniu, wskazując, że organizowanie lub promowanie nielegalnych wyborów może być przestępstwem. Dr Michał Marek, pytany o możliwość sprzeciwu czy bojkotu wyborów na terenach okupowanych, tłumaczy, że raczej nie ma na to szans.
– Przede wszystkim mieszkańcy znajdują się pod presją i trudno oczekiwać, że będą podejmowali dodatkowe ryzyko, odmawiając udziału w głosowaniu. Może być po prostu ryzyko narażania się na represje – mówi dalej dr Marek.
Rosja liczy na wysoką frekwencję i dobry wynik na okupowanych terenach. Zdaniem eksperta udział wojska i organizowanie głosowania bezpośrednio w domach mogą jednocześnie służyć propagandzie, zwiększaniu frekwencji oraz stworzeniu warunków do manipulowania wynikami.
- Takie nagrania dają Kremlowi ogromne możliwości propagandowe. Pozwalają też negować przekazy, że na okupowanych terenach już nikogo nie ma. Część mieszkańców w wyniku działań wojennych wyjechała, pozostali m.in. ci, których nie stać na podróż, a także osoby, które były związane z Rosją. Teraz strona rosyjska może powiedzieć: "Popatrzcie, są tam ludzie, nadal są mieszkańcy obwodów i oni biorą udział w wyborach" - tłumaczy rozmówca WP.
Putin mobilizuje do poparcia swojej partii
Podobne nagrania pochodzą z samej stolicy regionu Doniecka, gdzie naoczni świadkowie widzieli przedterminowe głosowanie tuż przy wejściu do budynku mieszkalnego. Przy urnie wyborczej pełnią wartę uzbrojeni wojskowi.
Władimir Putin w telewizyjnym wystąpieniu wezwał Rosjan do udziału w zaplanowanych na weekend wyborach do Dumy Państwowej wskazując, że głosowanie będzie formą poparcia dla żołnierzy walczących w wojnie z Ukrainą.
W ślad za tym idą podobne wezwania od urzędników Kremla. Gubernator Petersburga Aleksandr Biegłow wezwał mieszkańców do głosowania i poparcia kursu prezydenta Władimira Putina.
Gdy trwa kampania wyborcza, sami Rosjanie mierzą się z kryzysem zaopatrzenia w paliwo. Zamknięte stacje benzynowe to skutek uderzeń ukraińskich dronów w rafinerie i składy paliwa. Rosyjskie władze nie zdołały skutecznie zabezpieczyć infrastruktury paliwowej przed atakami. - Wyniki wyborów mogą być zachwiane, a poparcie dla partii Putina spaść poniżej 60 proc. To właściwie wszystko. System polityczny Rosji jest tak skonstruowany, że trudno oczekiwać, aby niezadowolenie z sytuacji gospodarczej przełożyło się na realną zmianę władzy – oceniał w WP politolog prof. Piotr Mickiewicz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.