Politycy starli się w programie na żywo. "Urban byłby dumny"
Zarzewiem sporu stało się pytanie prowadzącego Bogdana Rymanowskiego skierowane do senator Nowej Lewicy Anny Górskiej, dotyczące rzekomego siłowego wtargnięcia przedstawicieli obozu rządzącego do gmachu Trybunału Konstytucyjnego.
– Powiem szczerze, bardzo dziwię się tym wszystkim opiniom dotyczącym tego i wygłaszanym tutaj jako fakty tezom, że rzekomo tam siłą weszła policja, że rzekomo siłą politycy z Donaldem Tuskiem na czele weszli do Trybunału – stwierdziła parlamentarzystka.
Następnie przeszła do kontrataku, uderzając bezpośrednio w głowę państwa. – Jedyną osobą, która weszła siłą do Trybunału Konstytucyjnego podczas tych wydarzeń, był prezydent Karol Nawrocki – zapewniła. Jak przekonywała, "nikt panu prezydentowi nie utrudniał wejścia", nazywając całe zajście "kolejnym w jego karierze spektaklem, jakim to jest herosem, jak to walczy".
"Urban byłby dumny". Opozycja grzmi o kłamstwie
Wypowiedź senator Lewicy wywołała natychmiastowe oburzenie po prawej stronie sceny politycznej. Przedstawiciele opozycji zarzucili jej "bezczelne kłamstwa". Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja) skwitował jej słowa stwierdzeniem, że z takiej narracji "dumny byłby Urban".
– Jestem naprawdę zdumiona tym, jak tutaj imaginarium zaczyna bardzo ewoluować od tych kilkunastu czy kilkudziesięciu godzin – ripostowała Anna Górska.
Do dyskusji włączył się poseł Marcin Ociepa (Rozwój Plus), który ocenił sytuację jako bezprecedensową. – Donaldowi Tuskowi i jego akolitom wydaje się, że to jest kolejna odsłona sporu, wobec czego Polacy podejdą do tego z dystansem. Chciałem zaapelować do naszych rodaków, żeby przyjrzeli się temu z zupełnie innej perspektywy. Po raz pierwszy użyto zwartych, uzbrojonych sił policyjnych do wejścia do Trybunału Konstytucyjnego. Takich obrazków Polska nie widziała od czasu PRL-u – grzmiał poseł.
Ociepa zarzucił również rządzącym cyniczny dobór momentu na przeprowadzenie działań. – Tchórzliwie obecna ekipa rządząca wykorzystała wieczór piątkowy, weekend Wszystkich Świętych, żeby Polacy, którzy rozjechali się właśnie w tych godzinach na groby swoich bliskich, nie zebrali się pod Trybunałem Konstytucyjnym, licząc, że to wszystko przykryją – ocenił.
Spięcie w programie na żywo. "Prymityw" i zarzuty o metody PZPR
Emocje sięgnęły zenitu podczas wystąpienia prezydenckiego ministra Marcina Przydacza, który oświadczył, że jakakolwiek rozmowa z Koalicją Obywatelską i Lewicą "kompletnie nie ma sensu".
– To są ludzie, którzy nie są skorzy do dyskusji i do rozwiązywania problemów, tylko do eskalowania, do wysyłania, bo dzisiaj mają władzę w postaci nagiej siły, bo mogą policjantów wysłać, bo mogą służby specjalne wysłać – wskazywał Przydacz.
W tym momencie w słowo próbował wejść mu poseł Koalicji Obywatelskiej Robert Kropiwnicki. Reakcja prezydenckiego ministra była natychmiastowa i bezpardonowa. Przydacz zwrócił się do Bogdana Rymanowskiego o uciszenie adwersarza, nazywając Kropiwnickiego "prymitywem".
Następnie minister skierował swoje słowa wprost do senator Nowej Lewicy, nawiązując do komunistycznej przeszłości. – Takie rzeczy ostatni raz działy się wtedy, kiedy środowisko pani senator rządziło w Polsce, czyli Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i generał Jaruzelski. Zapatrzyliście się po prostu w bandytów spod znaku PZPR – podsumował wzburzony Przydacz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.