Syreny zawyły w Rzeszowie. Dyrektorka szkoły nadała komunikat
Dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 25 w Rzeszowie Bożena Zięba opisała, jak wyglądało czwartkowe popołudnie w jej placówce. Jak przekazała, tuż po usłyszeniu sygnału dźwiękowego, który określiła jako "bardzo mocny i przenikliwy", a także otrzymaniu SMS-a z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, bezzwłocznie podjęła decyzję o sprowadzeniu dzieci i personelu w bezpieczne miejsce.
- Moi nauczyciele już otwierali drzwi klas, interesowali się, dlaczego taka sytuacja nietypowa zaistniała i niezwłocznie, przeliczając dzieci, widziałam na monitoringu, że wszyscy schodziliśmy do szatni - podała.
Alarm na Podkarpaciu. Ewakuacja w szkołach
Zięba tłumaczyła, że możliwości szkoły pozwoliły na to, aby w jednej stronie szatniowej umieścić dzieci starsze, a w drugiej młodsze, które ponownie przeliczono.
–- Nie była to taka może typowa sytuacja, bo do tej pory ewakuacja odbywała się na zewnątrz budynku, tymczasem my musieliśmy znaleźć bezpieczne schronienie dla nich wewnątrz budynku. Moi pracownicy, zgodnie z procedurami, przeszli cały budynek, sprawdzając, czy gdzieś nie został ktoś, kto w słuchawkach na przykład nie słyszał tego alarmu. Szkoła była czysta na górze, wszyscy zostaliśmy zebrani w jedno miejsce na dole. Trwało to około godziny - opisywała.
Z relacji dyrektorki wynika, że dzieci zadawały dużo pytań, rozmawiały ze sobą, ale nie zaobserwowała żadnej paniki.
- My, dorośli, oczekiwaliśmy na zakończenie tego ataku i zakończenie SMS-em alarmu i za chwilę faktycznie pojawił się sygnał znowu modulujący i SMS, że został zakończony atak. Sytuacja na pewno niecodzienna. Pierwszy raz nam się zdarzyło, że w takiej sytuacji musieliśmy dzieci sprowadzić. Na szczęście wszystko przebiegło bezpiecznie - zapewniła.
Nerwowe popołudnie na wschodzie Polski
Bożena Zięba zaznaczyła w rozmowie, że uczniowie z wyraźnym zrozumieniem potraktowali sytuację, co najprawdopodobniej wynikało z wcześniejszych rozmów z rodzicami i personelem placówki. Podkreśliła również, że od początku informowała wszystkich o tym, co się dzieje.
- Przez radiowęzeł nadawałam komunikat, że schodzimy do szatni, ponieważ służby przydzieliły nam takie miejsce, żeby tam zebrać się i nie mówiłam o żadnym ataku, żeby nie wzbudzać paniki, tylko po prostu, żeby udać się w jedno miejsce, tam się zbierzemy i tam wszystko nauczyciele jeszcze raz z wami omówią tę sytuację, ale myślę, że te starsze osoby to już wiedziały - zauważyła.
Z uwagi na fakt, że niektóre dzieci kończyły już lekcje, w międzyczasie po niektóre zaczęli zgłaszać się opiekunowie. Po zakończeniu alarmu reszta udała się z powrotem na lekcje, które kontynuowano zgodnie z harmonogramem.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.