"Być albo nie być" Trumpa. Tak zmieniał zdanie w sprawie Ukrainy
Zełenski "kozłem ofiarnym" Trumpa? Cisza i uśmiech prezydenta Ukrainy
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Stosunek prezydenta USA do Ukrainy przypomina sinudosidę.
Po zwycięstwie Wołodymyra Zełenskiego w wyborach w kwietniu 2019 roku sprawujący wówczas pierwszą kadencję Trump zadzwonił z gratulacjami. - Wykonał pan fantastyczną robotę. (...) Nie mam wątpliwości, że będzie pan znakomitym prezydentem. (...). Kiedy już się pan zadomowi i będzie gotowy, chciałbym zaprosić pana do Białego Domu - czarował.
Treść tej rozmowy została ujawniona dopiero kilka miesięcy później, gdy relacja przywódców znalazła się w centrum skandalu politycznego. Wybuchł on po informacji sygnalisty z amerykańskiego wywiadu, który przekazał, że Trump prosił Zełenskiego o "przysługę" i zbadanie powiązań Huntera Bidena - syna jego oponenta w nadchodzących wyborach - z ukraińską firmą gazową.
Choć Ukraina ostatecznie nie wszczęła śledztwa, sprawa doprowadziła w USA do uruchomienia procedury impeachmentu Trumpa za nadużywanie stanowiska oraz blokowanie prac Kongresu. Do odwołania prezydenta zabrakło wymaganej większości głosów w Senacie.
Magdalena Górnicka-Partyka, autorka książki "Co po Trumpie? Ameryka na rozdrożu", uważa, że obecny gospodarz Białego Domu doskonale to zapamiętał i "w przypadku Wołodymyra Zełeńskiego ma złe skojarzenia".
Okres kampanii. Neutralność ze wskazaniem na Zełenskiego
Donald Trump wkrótce przegrał wybory i na początku 2021 roku został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska. Prezydentem Stanów Zjednoczonych został Joe Biden. W lutym 2022 roku Rosja najechała zbrojnie Ukrainę.
Ubiegając się o powrót do Białego Domu, Trump już w 2023 roku twierdził, że może "zakończyć wojnę w 24 godziny". Jednocześnie nie deklarował wyraźnie, komu sprzyja. - Nie myślę w kategoriach zwycięstwa i porażki - mówił.
Ówczesny stosunek Trumpa do stron konfliktu można określić jako neutralny, z lekkim wskazaniem na przychylność dla Ukrainy. Kandydat republikanów krytykował Europę za niewystarczające zaangażowanie, a administrację Bidena za ułomną dyplomację. - Ta wojna nigdy by się nie rozpoczęła, gdybym był prezydentem - twierdził.
"Nie masz kart". Awantura w Gabinecie Owalnym
Niedługo po powrocie do władzy, w lutym 2025 roku, Trump od obietnic szybkiego pokoju szybko przeszedł do nacisków na Kijów. Po rozmowach amerykańsko-rosyjskich w Arabii Saudyjskiej - przeprowadzonych bez udziału Ukrainy - po raz pierwszy mocno skrytykował Zełenskiego. - Mogliście zawrzeć porozumienie [z Rosją, przed rozpoczęciem wojny - red.] - stwierdził prezydent USA.
Wkrótce doszło do słynnej, transmitowanej na żywo kłótni w Gabinecie Owalnym.
- Nie masz żadnych kart - powiedział Trump do prezydenta Ukrainy.
Po tej dyskusji Waszyngton wstrzymał pomoc wojskową i dostarczanie informacji wywiadowczych.
Czasem słońce, czasem deszcz
Odwilż nadeszła wiosną 2025 roku, gdy Trump się spotkał z Zełenskim w Watykanie podczas uroczystości pogrzebowych papieża Franciszka. Krótką rozmowę określono jako owocną, a po jej zakończeniu Trump skrytykował Władimira Putina. Sugerował, że przywódca Rosji "nie chce zakończyć wojny, tylko zwodzi".
W maju po jednym z rosyjskich ataków napisał: "Putin kompletnie OSZALAŁ".
W 2026 roku prezydent USA spotkał się z Zełenskim podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos i przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowy Jorku, pomógł w ustaleniach dotyczących wymiany jeńców między stronami, patronował rozmowom pokojowym, organizując je także na Florydzie. Trump utrzymuje w ciągłym ruchu swoich negocjatorów: Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera.
Zaskakująca przychylność? Górnicka-Partyka tłumaczy, że Trump kocha zwycięzców.
- Był taki moment w lipcu, gdy Ukraina była mocno w ofensywie na froncie, a do Kijowa wybrała się Laura Loomer, komentatorka z dojściem do prezydenckiego ucha. Amerykański przywódca pozytywnie wypowiadał się wtedy i o szansach Ukrainy, i o samym prezydencie Zełeńskim - wspomina.
O ociepleniu stosunków na linii Waszyngton-Kijów - z którym wiązały się deklaracje wsparcia wojskowego i przychylna retoryka wobec Zełenskiego - można mówić aż do jesieni.
Rewolucja październikowa. USA w stronę Rosji
Ochłodzenie nadeszło w październiku. Gwałtowne.
Najpierw prezydent USA poinformował, że zawarł z Putinem umowę na import łącznie około 4,8 miliona ton rosyjskiego oleju napędowego. Choć Trump wywołał w ten sposób ostry sprzeciw nawet przedstawicieli własnej partii, amerykański Departament Skarbu wydał rozporządzenie zawieszające sankcje na paliwo.
Kilka dni później Ukraina utraciła dostęp do pełnej funkcjonalności systemu Starshield. Zarządza nim amerykańska administracja, ale infrastrukturę w kosmosie i na Ziemi stworzyła firma SpaceX Elona Muska. Ta technologia jest kluczowa dla ukraińskiej obrony. - Ludzie będą ginąć - komentował Wołodymyr Zełenski.
Nie jest jasne, kto podjął ostateczną decyzję o wprowadzeniu ograniczeń dla Ukrainy. Zaprzeczali temu i sam Trump, i Elon Musk. Nie jest też jasne, czy pełny dostęp został przywrócony, co sugerowały niektóre doniesienia sprzed tygodnia.
Równolegle strona ukraińska informowała, że Rosjanie nie przestrzegają ogłoszonego przez Trumpa paktu energetycznego. W tej sytuacji Ukraina postanowiła wznowić ataki na infrastrukturę przeciwnika.
"Zełenski bierze na cel rafinerie oleju napędowego w Rosji, wiedząc, że te ataki poważnie uderzają w światowy rynek diesla, również w Stanach Zjednoczonych. (...) Mimo to Rosja wysyła na światowy rynek miliony baryłek oleju napędowego po niskiej cenie" - napisał Donald Trump w serwisie Truth Social.
Dodał, że ze względu na pieniądze pochodzące od Europy i "nieuczciwego Joe Bidena" Zełenski wcale "nie chce zakończyć tej wojny i prawdopodobnie nigdy nie chciał".
W poniedziałek wahadło Trumpa wychyliło się jeszcze dalej w stronę Moskwy.
Jak poinformował "The Washington Post", administracja USA nie zatwierdziła przekazania Ukrainie pocisków przechwytujących do systemów Patriot.
Na konferencji przed Białym Domem Trump poinformował dziennikarzy, że jego zdaniem "Rosja jest w porządku wobec Ukrainy" i "nadszedł czas, by ktoś inny negocjował" zamiast Zełenskiego.
Wybory połówkowe. "Być albo nie być"
Co mogło skłonić Trumpa do ostatniej, tak dramatycznej wolty? Eksperci wskazują na zaplanowane na 3 listopada wybory połówkowe do Kongresu, tzw. midterms.
- To być albo nie być Trumpa jako wszechwładnego prezydenta. Od wyniku głosowania zależy, czy wejdzie w okres bycia "lame duck" - kulawym kaczorem - czyli przywódcą pozbawionym władzy, z kiełkującymi nowymi ośrodkami władzy po prawej stronie, czy utrzyma pełną kontrolę w rękach i sam wskaże kandydata na następcę - uważa Górnicka-Partyka.
Sondaże wskazują, że jego partia może utracić kontrolę nad Izbą Reprezentantów. Nie jest pewne także, czy utrzyma większość w Senacie.
W zbliżeniu z Rosją - umowie na import paliwa - prezydent widzi szansę na obniżenie cen oleju napędowego, który na stacjach benzynowych kosztuje aż 70 procent więcej niż przed atakiem na Iran pod koniec lutego.
- Prezydent Stanów Zjednoczonych myśli, że gdyby USA i Rosja mogły swobodnie zawierać "deale", to odbiłoby pozytywnie na tworzeniu miejsc pracy. Amerykański biznes złapałby oddech po zadyszce, a zasługi oczywiście zostałyby przypisane Donaldowi Trumpowi. Moskwa szybko zrozumiała, że językiem, którym trzeba przemawiać do amerykańskiego przywódcy, są dolary - dodaje Górnicka-Partyka.
Ekspertka zaznacza, że Trump próbuje wprowadzić Rosję z powrotem na międzynarodowe rynki gospodarcze "metodą faktów dokonanych". Jak mówi, w tej perspektywie Trumpowi zależy bardziej na spokoju - możliwości prowadzenia biznesów z Rosją i w Rosji - niż na sprawiedliwym pokoju.
Jej zdaniem Donald Trump nie traktuje Rosji i Ukrainy jednakowo. Rosja jest potencjalnym partnerem, mocarstwem, ale niezagrażającym pozycji USA. - Ukraina to dla amerykańskiego prezydenta klient. I to niezbyt wdzięczny, często przyprawiający o ból głowy - podsumowuje.
Ego i interesy Trumpa
Amerykanista dr hab. Tomasz Płudowski uważa, że praktycznie każde postępowanie Trumpa, w tym stosunek do Zełenskiego, można też po prostu wytłumaczyć interesami i ego.
- Wszystko, co robi Trump, jest rodzajem zarządzania bieżącą sytuacją komunikacyjną. Próbuje wytworzyć wrażenie, że panuje nad tym, co się dzieje. Że to on jest samcem alfa - ocenia.
Ekspert przewiduje, że niezależnie od wyniku wyborów połówkowych do Kongresu, prezydent USA nadal będzie chciał zakończyć wojnę we wschodniej Europie. Nie wróży mu jednak sukcesu.
- Trump nie ma rozwiązania, które pozwoliłoby mu skutecznie wpłynąć na sytuację rosyjsko-ukraińską - zaznacza.
Na dodatek najnowszy zwrot w polityce międzynarodowej może tylko cieszyć Moskwę. - Trump miesza interesy państw, które historycznie były wrogami Stanów Zjednoczonych, z interesem własnym i swojej rodziny. To, co widzimy teraz, jest jednym z najsilniejszych wychyleń w kierunku Rosji - uważa Tomasz Płudowski.
Stąd propozycja Kremla w sprawie spotkania Trumpa z Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem w chińskim Shenzhen, przy okazji szczytu APEC (Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku). Według "Wall Street Journal" rozmowy miałyby dotyczyć warunków zakończenia wojny w Ukrainie - korzystnych dla Moskwy.
- Putin obecnie dostrzega, że pojawia się okno możliwości i chce z tego skorzystać - komentował w rozmowie z tvn24.pl Ihor Semywołos, szef Centrum Badań Bliskowschodnich w Kijowie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.