"Wyrok" odroczony czy zmieniony? Co o wyborach w Krakowie mówią w KO
Wyniki pierwszej tury wyborów w stolicy Małopolski nie przyniosły jakichś większych zaskoczeń, jeśli chodzi o rywali z początku stawki. Dla polityków KO i PSL kluczowe było jednak to, na ile ich kandydatka, senatorka Monika Piątkowska, zniweluje dystans pomiędzy nią a liderem Łukaszem Gibałą.
Od "tak sobie" do "niezłego wyniku"
Exit polls, opublikowane w wyborczy wieczór, nie napawały specjalnym optymizmem. Pracownia Ipsos szacowała tę różnicę na 12 pkt. proc., bardziej optymistyczne były wskazania OGB mówiące o różnicy rzędu 7 pkt. proc.
– Ten exit poll był taki sobie. Do 12 punktów różnicy, więc to wyglądało słabo – przyznaje nasz rozmówca z otoczenia Donalda Tuska. – Już wszyscy na nas tam zawiesili psy. A potem się okazało, że nie jest aż tak źle. Piątkowska weszła do drugiej tury z niezłym wynikiem, naprawdę lepszym, niż się chyba wszyscy spodziewali - dodaje.
Rzeczywiście poniedziałkowy poranek przyniósł lepsze wieści dla kandydatki, gdy poznaliśmy oficjalne wyniki I tury. Różnica pomiędzy Gibałą a Piątkowską stopniała do ok. 6,5 pkt procentowych.
– Rzeczywiście obudziłam się ze znacznie lepszym wynikiem, prawie 30-proc., co mnie oczywiście cieszy, ale mobilizuje do dalszej pracy – skomentowała w poniedziałkowym programie "Tłit" Monika Piątkowska. – Od początku zakładałam, znając to miasto i specyfikę wyborów w naszym mieście, że będą dwie tury i zależało mi na tym, by mieszkańcy dali mi możliwość powalczenia dalej. Jestem w drugiej turze, uważam, że z bardzo przyzwoitym wynikiem, zdecydowanie wyższym niż jakiekolwiek prognozy sondażowe – dodała.
Co prawda kandydatka KO i PSL zdobyła wynik wyraźnie niższy niż Aleksander Miszalski w 2024 r. (wtedy w I turze zdobył ponad 37 proc., a w drugiej turze 51 proc. i wygrał z Łukaszem Gibałą), jednak i na to sama kandydatka znajduje powód.
– Weźmy pod uwagę, że uwarunkowania są zupełnie inne. Aleksander Miszalski został odwołany w referendum, mamy świadomość tego, że to negatywna emocja towarzysząca kampanii o odwołaniu, z którą w jakimś stopniu i ja się mierzę – skomentowała Piątkowska.
Będzie wsparcie rządu?
Teraz jest pytanie, co dalej. Mimo niezłego wyniku, politycy KO zdają sobie sprawę, że to nie ich kandydatka jest faworytką w drugiej turze, ale nie zamierzają składać broni.
– Nie ma co dziś bawić się w jakiś chór optymizmu, ale nie ma też co szat rozdzierać. Celem było wejście do drugiej tury, teraz a nuż widelec, może się uda. Mamy świadomość, że Gibała startuje po raz czwarty i wpakował w to mnóstwo pieniędzy, łącznie z referendum. Ale w drugiej turze różne rzeczy się zdarzają. Ona ma szanse, na pewno nie jest tak, że już przegrała, natomiast trzeba się liczyć z tym, że Gibała jest faworytem – podkreśla nasz rozmówca z Kancelarii Premiera.
Pytanie, jakie siły KO, ale też PSL, rzucą na Kraków i czy specyfika wyborów lokalnych będzie sprzyjać większemu udziałowi w kampanii centralnych polityków łącznie z premierem? Tuż przed pierwszą turą premier pokazał się na wspólnym wiecu z kandydatką.
Sama Monika Piątkowska na razie nie chce deklarować, czy Donald Tusk i rządowi oficjele będą ją wspierać w drugiej części kampanii. Z jednej strony jej wynik okazał się lepszy od zakładanego, ale z drugiej pojawiają się opinie, że występ Tuska bardziej ją przyćmił, niż wypromował. Bo z całego wiecu poparcia kandydatki najbardziej przebiły się słowa premiera odnoszące się jednak do sytuacji w polityce centralnej, a nie krakowskiej ("grzeczny to już byłem").
Pytanie, czy w drugiej turze, gdy trzeba odwołać się do innych elektoratów, obecność premier będzie atutem, czy nie. Z drugiej strony cała dotychczasowa linia kandydatki to przekonywanie, że jej świetne relacje z rządem – m.in. z ministrem finansów Andrzejem Domańskim, który sam jest z Krakowa – ale też z premierem, wieszczą inwestycyjny boom. Taka narracja może być kusząca dla kandydatki i jej środowiska, zwłaszcza że Gibała takich kontaktów z rządem nie ma, oraz gdy jednym z głównych tematów kampanii jest kwestia budowy metra w Krakowie.
Co do zasady jednak eksperci przestrzegają przed pokusą lewarowania się dobrymi kontaktami na linii samorząd-władze centralne. Zdaniem socjologa polityki z UJ Jarosława Flisa obecność polityków partii rządzącej w kampaniach samorządowych nie przekłada się na sukces lokalnych kandydatów. – To jest samobójcza strategia – przestrzega ekspert. To samo, jego zdaniem, dotyczy wątku związanego z budową metra i próby udowadniania, że Gibała tej sprawy nie załatwi, a Piątkowska owszem. Według Jarosława Flisa wyborcy odbierają to jako komunikat, w którym władza troszczy się wyłącznie o swoich partyjnych kolegów, warunkując przekazanie pieniędzy dla miasta wynikiem wyborów.
– To jest tak naprawdę okazanie komuś pogardy – stwierdził gość programu "Tłit".
Przełożenie na wyniki
Osobną sprawą jest, czy wybory w Krakowie mogą coś powiedzieć o sejmowym pojedynku za rok. O ile w przypadku lewicy i jej kandydatek lepszy wynik Aleksandry Owcy z Razem niż Darii Gosek-Popiołek dodaje Razem animuszu i w zasadzie stawia kropkę nad "i", jeśli chodzi o to, że nie będzie wspólnej listy partii lewicowych, to w przypadku KO nie ma tu jasnego sygnału.
Jeszcze niedawno po przegranym referendum odwoławczym w Krakowie prawa strona wieszczyła falę podobnych referendów w innych miastach, które zmiotą prezydentów z KO i osłabią partię przed przyszłorocznymi wyborami. Tymczasem w poniedziałek dowiedzieliśmy się, że referendum w Warszawie nie będzie, bo organizatorzy nie zebrali odpowiedniej liczby podpisów. Z kolei, jak pisaliśmy wyżej, w Krakowie Monika Piątkowska osiągnęła więcej, niż KO jeszcze niedawno się spodziewała, choć to "więcej" to po prostu drugie miejsce w I turze i wynik, który i tak jest słabszy niż notowania KO w wyborach do Sejmu w 2023 r. (35 proc.).
– Nie wygląda na to, żeby to miało jakieś ogromne przełożenie na wynik ogólnopolski za rok. Choć na pewno będzie prężenie muskułów. To nie jest też żaden prognostyk przed wyborami. I referendum było specyficzne i w wyborach samorządowych też jest zawsze specyficzna sytuacja, więc to się nie zawsze tak przekłada jeden do jednego – mówi nasz rozmówca z KPRM.
W KO słychać wręcz optymistyczne wnioski. – Wybory samorządowe rządzą się własnymi prawami. Zwłaszcza w takiej sytuacji, w której startuje kandydat niezależny. Na pewno nie można tego przekładać jeden do jednego. Wybory pokazały jedną rzecz – że najsilniejszą pozycję polityczną ma dzisiaj Koalicja Obywatelska, a Monika Piątkowska uzyskała najlepszy wynik wśród kandydatów partyjnych – podkreśla Piotr Borys z KO, wiceminister sportu.
Choć zdaniem Łukasza Pawłowskiego z OGB, która robiła exit poll w tych wyborach, można się pokusić o stwierdzenie, że wybory w Krakowie przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. są równie ważne jak wybory na prezydenta Rzeszowa przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Rzeszów pokazał dużą mobilizację wyborców ówczesnych partii opozycyjnych, które obecnie sprawują władzę. Z kolei Kraków pokazuje mobilizację wyborców prawicy, którzy najpierw odwołali w referendum Aleksandra Miszalskiego, a teraz także licznie stawili się przy urnach.
– Wyniki wyborów w Krakowie nie powiedzą nam, jakie będą wyniki za rok w wyborach parlamentarnych, ale pokazują, że gdyby wybory odbyły się dziś, to wygrałaby je prawica, bo po tej stronie politycznej sceny jest większa mobilizacja – mówi Łukasz Pawłowski.
Podkreśla, że badania exit poll w trakcie I tury pokazały przesunięcie o około 5 punktów procentowych w prawą stronę sympatii wyborców, którzy poszli do urn, w porównaniu z wyborami prezydenckimi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.