"Mówimy o zbrodni stanu". Donald Tusk grzmi ws. Pegasusa
Szef rządu nie gryzł się w język, nazywając aferę Pegasusa "jednym z największych skandali w historii Polski po upadku komunizmu". Jak podkreślił, sprawa zmierza właśnie do sądowego finału, a najnowsze ustalenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego rzucają zupełnie nowe, dramatyczne światło na kontrakt zawarty za rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Dane Polaków w rękach Izraela i zakaz szpiegowania Rosji
Z relacji premiera wynika, że za cybernetyczne narzędzie inwigilacji zapłacono ponad 60 mln zł (z czego 25 mln zł pochodziło ze środków Funduszu Sprawiedliwości, dedykowanych ofiarom przestępstw). Ponad 30 mln zł trafiło bezpośrednio do izraelskiego producenta – spółki NSO Group.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Najbardziej porażające okazują się jednak operacyjne warunki samej umowy.
– Oni podpisali umowę, w której zapłacili firmie z Izraela ponad 30 mln zł za narzędzie śledzenia, podsłuchiwania, podglądania, nad którym de facto nie mieli kontroli, bo kontrola pozostawała w rękach Izraela i firmy izraelskiej – oświadczył Tusk. – Zapłacili pieniądze, które należały się ofiarom przestępstw, za system, który de facto transferował wszystkie możliwe dane dotyczące polskich obywateli, liderów opozycji, niezależnych prokuratorów. Te dane trafiały na stronę izraelską – dodał.
Co więcej, oprogramowanie zakupione rzekomo do obrony przed wrogimi wywiadami miało wbudowane kluczowe ograniczenia geopolityczne. – Z tej umowy jednoznacznie wynikało, że Polska nie może tego narzędzia inwigilacji stosować wobec numerów telefonicznych z Rosji, Białorusi czy Korei Północnej – państw, gdzie istnieje poważne zagrożenie terrorystyczne. Chętnie używali go natomiast wobec polskich obywateli, opozycjonistów, a także obywateli państw europejskich, takich jak Francja czy Niemcy – punktował premier.
Tusk przypomniał, że zarzuty usłyszeli już ówcześni szefowie CBA, ABW oraz wywiadu, a wobec byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia sporządzono akt oskarżenia. Premier zapowiedział jednak znacznie surowsze konsekwencje: – Ludzie odpowiedzialni za sprawiedliwość i za bezpieczeństwo państwa oddali w ręce obcego państwa Izraela dziesiątki tysięcy danych wrażliwych polskich obywateli, nie mając nad tym żadnej kontroli. To już nie jest skandal. Mówimy o zbrodni stanu i za to będą odpowiadać.
Raport komisji: 700 stron, brak akredytacji i nowe nazwiska na celowniku
Słowa szefa rządu zbiegają się w czasie z kulminacją prac sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. W poniedziałek o godzinie 12.00 komisja przedstawia jawną część swojego końcowego raportu, by następnie za zamkniętymi drzwiami zająć się częścią tajną.
Jak przekazała Polskiej Agencji Prasowej przewodnicząca komisji Magdalena Sroka, powstały po dwóch latach przesłuchań dokument liczy około 700 stron i szczegółowo rozlicza każdy etap wdrożenia Pegasusa – od zakupu, przez brak legalności, po konkretne przypadki inwigilacji. Główne ustalenia komisji pokrywają się z oskarżeniami szefa rządu.
Będą kolejne zawiadomienia do prokuratury
Do tej pory komisja skierowała już do śledczych zawiadomienia dotyczące m.in. byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz Michała Wosia. Na tym jednak lista się nie kończy.
– Podczas posiedzenia komisji poinformujemy o kolejnych osobach, wobec których składać będziemy zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Pojawią się nowe nazwiska polityczne, ale nie tylko – zapowiedziała Sroka.
Po przyjęciu ewentualnych poprawek do części niejawnej raport zostanie przekazany marszałkowi Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu, który wyznaczy termin plenarnej debaty nad dokumentem w parlamencie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.