"Kim pani jest?!". Dziennikarz oburzony interwencją rzeczniczki praw dziecka
W środowym wydaniu programu "Punkt Widzenia Jankowskiego" prowadzący Grzegorz Jankowski rozmawiał na temat zdarzenia, do którego doszło w połowie sierpnia na warszawskiej Białołęce. Rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak wdała się wówczas w sprzeczkę z kobietą, którą przyłapała na stosowaniu przemocy wobec swojego czteroletniego dziecka.
O spawie poinformował portal Zero.pl, który relacjonuje, że gdy Rzecznik zwróciła kobiecie uwagę została zwyzywana. O sprawie poinformowano policję, która sprawdziła, czy istnieją podstawy do podjęcia interwencji w związku z bezpieczeństwem dzieci. Horna-Cieślak interweniowała też w sądzie rodzinnym, który starała się przekonać, że kobiecie i jej mężowi powinno się odebrać ich dzieci.
Ostatecznie, ani policja, ani sąd nie odnaleźli przesłanek do tak radykalnego działania. Sąd nakazał natychmiastowy powrót małoletnich do prawnych opiekunów i wskazał, że działania Horny-Cieślak mogą nosić znamiona "przemocy instytucjonalnej".
ZOBACZ: Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia
- Policja się niestety boi - grzmiał w programie Jankowski, mówiąc na temat sprawy. - Przychodzi taka pani rzecznik i stawia na nogi całą komendę. Policja informuje w ogóle, że komendanta nie było wówczas na komendzie bo to był dzień wolny. Pani ma takie długie ręce, że potrafi pani organizować takie spotkania - pytał retorycznie Rzeczniczki Praw Dziecka.
- Normalny, zwykły człowiek często nie może się doprosić interwencji, a pani stawia na nogi całą komendę miejską? Kim pani jest? Kim pani jest, że stawa pani pół warszawskiej policji na nogi? Strach iść przed panią z dzieckiem - komentował Grzegorz Jankowski.
Grzegorz Jankowski grzmi w studiu. Chodzi o Rzecznika Praw Dziecka
Prowadzący "Punktu Widzenia Jankowskiego" wytknął także inne kontrowersje Moniki Hornej-Cieślak. - Najpierw 'osoby uczniowskie', odbiera pani dzieciom płeć. Wcześniej wymyśliła pani te durne lody, których nie można było dawać dzieciom z biało-czerwonym paskiem na świadectwie. Co pani w ogóle wymyśla? - wskazywał.
W programie zwrócił się także do policji. - Jaj nie macie w tej policji po prostu. (...) Urzędnik wysokiej ranki przyszedł, tak jest - mówił Jankowski, wykonując gest salutowania. - Co to za zwyczaje w ogóle? Urzędnik przychodzi, a wy od razu organizujecie spotkanie - reagował na sytuację.
WIDEO: Grzegorz Jankowski o rzeczniczce praw dziecka

W trakcie programu przytoczył także historię zakupów z synem, kiedy odmówił mu kupienia lizaka, na co dziecko w odpowiedzi zaczęło krzyczeć. - Kobieta, która stała za mną w kolejce mówiła: 'pan nie umie wychowywać dziecka'. No nie umiem, rzecznika praw dziecka mi dajcie. Zabierzcie mi dzieci - uniósł się prowadzący.
ZOBACZ: Głośno o interwencji rzeczniczki praw dziecka. Dzieci trafiły do placówki
- Kobieto, pani rzecznik. Jest tyle kontrowersji wokół pani, że powinna pani mieć krztę honoru i podać się do dymisji - zaapelował do Moniki Hornej-Cieślik.
Zapytał także "jakie ona musi mieć chody", jeśli może postawić na nogi całą komendę miejską w Warszawie. - To co ona może jeszcze zrobić? Dziecko zabrać? - pytał Grzegorz Jankowski.
"Kim pani jest", "powinna się pani podać do dymisji". Reakcje Jankowskiego na działania Rzeczniczki Praw Dziecka
Horna-Cieślik była także dopytywana o sprawę na antenie Polsat News. Tłumaczyła, że czekając na autobus zobaczyła kobietę, która w bardzo wulgarny sposób odnosiła się do swojego kilkuletniego dziecka. - Więc proszę sobie wyobrazić, jeżeli w miejscu publicznym matka w taki sposób mówi do własnych dzieci, to co się dzieje w czterech ścianach? - pytała.
Podczas rozmowy prowadzący Michał Cholewiński przytoczył fragment orzeczenia sądu dotyczące tego, że działania Hornej-Cieślak "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".
Według sądu "punktem wyjścia było co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i słowa, że 'przez całe życie muszę się z tobą męczyć' oraz wulgaryzmy wobec pani Moniki Horny-Cieślak". Również wezwani na miejsce policjanci mieli nie widzieć podstaw do tego, żeby odebrać dzieci rodzicom.
ZOBACZ: Nowy Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest decyzja Senatu
Mimo to dochodziło do tajemniczych weekendowych spotkań RPD z komendantem stołecznym policji, które policja określiła mianem "roboczych". - Czy wywierała pani presję na policję, żeby dzieci od rodziców zabrać? - zapytał.
- Po pierwsze, bardzo bym chciała, żeby sąd bazował na całości materiału dowodowego. (...) Kiedy dowiedzieliśmy się w poniedziałek, że jest rozprawa, która ma dotyczyć tego, co się wydarzyło, sąd mnie nawet nie wezwał, żebym składała zeznania w charakterze świadka. Sama się stawiłam - odpowiedziała. - Druga rzecz, nie spotykałam się z żadnym panem komendantem - dodała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.