The Jerusalem PostLikud, Shas, Otzma Yehudit push to extend voting hours amid reports of congested polling stationsESPN🎵 From 'no' to halftime show: Clues to Jay-Z's Super Bowl nodInquirerNCRPO warns public vs fake priests in cemeteries soliciting money on UndasBollywood HungamaShah Rukh Khan and Kareena Kapoor Khan to recreate 'Chammak Challo'-style energy for King song: ReportESPN DeportesPritchard, Caruso y los suplentes de lujo en la NBAThe Hollywood ReporterKailyn Lowry on How New Show ‘Crashing Out’ Differs From ‘Teen Mom’ and Her Kids Requests Before FilmingZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFVariety’40 Watts From Nowhere’: How a Feisty Pirate Radio Station Stormed the Airwaves in 1990s Silver Lake With Help From the Red Hot Chili Peppers and MoreVanguardNasarawa NDC Publicity Secretary quits party declares support for SDP candidateComplete SportsDjokovic Makes Special Request For Wawrinka’s Farewell Match In BaselDW EnglishMbappe apologizes as Chinese sponsors drop him and TV broadcasts are halted over Mao dictator remarkBillboardElvis Presley AI Lawsuit, Neil Young Trump Case, Drake Spotify Ruling & More Music Law News
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 27, 2026

Niebezpieczna gra Moskwy ws. NATO. Stawka większa niż Ukraina

Translate

Dziś NATO liczy 32 członków, a jego wschodnia flanka rozciąga się od Arktyki po Morze Czarne. Moskwa chciałaby odwrócić te zmiany. Według brytyjskiego "The Telegraph" jednym z rosyjskich postulatów w ewentualnych rozmowach pokojowych ma być wycofanie wojsk Sojuszu do pozycji sprzed rozszerzenia z 1997 r. Oznaczałoby to nie tylko osłabienie obecności wojskowej NATO w Polsce i państwach bałtyckich, lecz także próbę przywrócenia Rosji uprzywilejowanej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej.

W 1999 r. do NATO należały ówczesne państwa Europy Zachodniej, Turcja, Stany Zjednoczone i Kanada. Przyjęcie Polski, Czech i Węgier było pierwszym rozszerzeniem Sojuszu na terytorium byłego Układu Warszawskiego. Kolejna, znacznie większa fala nastąpiła w 2004 r. Wówczas do NATO weszły Bułgaria, Estonia, Łotwa, Litwa, Rumunia, Słowacja i Słowenia. Dla państw bałtyckich oznaczało to objęcie gwarancjami sojuszniczymi obszaru, który wcześniej należał do Związku Radzieckiego. W następnych latach do Paktu dołączyły Albania, Chorwacja, Czarnogóra i Macedonia Północna.

W latach 90. Rosja próbowała powstrzymać rozszerzenie NATO. Sprzeciwiała się nie tylko przyjęciu Polski, Czech i Węgier, ale szczególnie mocno reagowała na perspektywę objęcia Sojuszem państw bałtyckich. Ich wejście do NATO bardzo Kreml zabolało, ponieważ oznaczało wejście zachodniego sojuszu wojskowego na obszar byłego ZSRR, co uznano za wchodzenie w wyłączną strefę wpływów Rosji. Moskwa wiele robiła dyplomatycznie, aby nie dopuścić do wejścia do Sojuszu Litwy, Łotwy i Estonii.

Wykorzystywała argumenty polityczne, kwestie mniejszości rosyjskojęzycznych i spory graniczne. Rosyjscy politycy ostrzegali przed konsekwencjami i krytykowali plany patrolowania przestrzeni powietrznej państw bałtyckich przez samoloty Sojuszu. Twierdzili, że to całkowicie zbędne.

Porażka Putina

Największa zmiana na północnym odcinku wschodniej flanki nastąpiła jednak po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, którą rozpoczęła m.in. ze względu na to, aby zablokować rozszerzenie Sojuszu. Tymczasem Finlandia została członkiem NATO 4 kwietnia 2023 r., a Szwecja 7 marca 2024 r. W efekcie Sojusz zyskał nową granicę z Rosją o długości ok. 1340 km, a państwa NATO uzyskały znacznie lepsze warunki do koordynowania obrony regionu Morza Bałtyckiego i Morza Arktycznego.

Zmiany objęły również rozmieszczenie wojsk. W 1999 r. nie istniały struktury wysuniętej obecności NATO porównywalne z dzisiejszymi. Zresztą Rosja robiła wszystko, aby tak się nie działo. Choćby podczas rozmów zjednoczeniowych Niemiec domagała się gwarancji, że wojska NATO nie będą stacjonowały w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Sam Sojusz również nie miał potrzeby rozmieszczania stałych baz na terenie nowych członków. To zmieniło się po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 r.

Sojusz rozpoczął wzmacnianie wschodniej flanki, a w 2016 r. podjął decyzję o rozmieszczeniu wielonarodowych grup bojowych w Polsce i państwach bałtyckich. Po lutym 2022 r. ich liczba wzrosła z czterech do ośmiu, a następnie do dziewięciu. Obecnie takie formacje stacjonują w Polsce, Estonii, na Łotwie, Litwie, a także w Bułgarii, Rumunii, na Słowacji, Węgrzech i w Finlandii. NATO zakłada ponadto możliwość szybkiego rozwinięcia tych sił do rozmiarów brygad, zależnie od sytuacji i potrzeb obronnych.

W 2022 r. Stany Zjednoczone zwiększyły liczbę żołnierzy w Europie do około 100 tys., a liczebność amerykańskich wojsk w Europie Środkowo-Wschodniej wzrosła do ponad 14 tys. Była to wyłącznie odpowiedź na rosyjską inwazję i obawy sojuszników o bezpieczeństwo regionu.

Teraz prezydent Donald Trump chce jednak ograniczyć obecność Amerykanów w Europie i to może być jedyne zwycięstwo Putina. W grudniu 2021 r. Rosja przedstawiła Stanom Zjednoczonym i NATO projekty porozumień, w których domagała się między innymi powstrzymania dalszego rozszerzania Sojuszu oraz ograniczenia jego aktywności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wojna, którą rozpoczął, aby ograniczyć rozszerzenie NATO na wschód, spowodowała nie tylko rozszerzenie Sojuszu, ale też znaczne wzmocnienie wschodniej flanki i modernizację techniczną, jakiej nie było od dwóch dekad.

Tęsknota za potęgą

Znaczna część rosyjskiego społeczeństwa opowiada się za odbudową imperialnej pozycji Rosji. Rosjanie przede wszystkim chcą odzyskać status mocarstwa zdolnego dominować nad sąsiadami i narzucać własne reguły w rozległej strefie wpływów. Rosjanie w potencjalnej agresji nie widzą jako czegoś złego, a jako elementu "przywracania naturalnego porządku".

Stąd właśnie protesty ws. demokratycznych decyzji państw, które kiedyś były zależne od Moskwy. W istocie są one próbą odzyskania strefy wpływów, w której Moskwa mogłaby jak dawniej decydować o kierunku polityki sąsiednich państw. Kreml znów chciałby, aby Polska, kraje bałtyckie i pozostałe państwa regionu robiły to, co rozkaże.

To nie tylko odczucie zwykłych Rosjan. Władimir Sołowjow, jeden z głównych propagandystów Kremla, kilka razy twierdził, że Warszawa to "tradycyjnie rosyjskie miasto". Anton Krasowski, były dyrektor Russia Today, mówił, że "jako porządny obywatel Rosji uważam, że Ukrainy nie ma, a Warszawa to miasto rosyjskie". Dodał też, że "nie ma żadnych państw bałtyckich". "To są nasze prowincje, to gubernie Imperium Rosyjskiego. Czymże jest ta cała Estonia czy Łotwa? To ziemie, które do nas powrócą, bo historycznie należą do Rosji" – mówił. Krasowski zagroził, że "zostaną zmieceni z powierzchni ziemi, jeśli nie zrozumieją, gdzie jest ich miejsce". Dlatego też tak bardzo pragną wypchnięcia Sojuszu ze swojej strefy wpływów.

W Moskwie wciąż jednak trudno zrozumieć, że Rosja nie ma prawa decydować, czy na terytorium Polski, Estonii lub Finlandii mogą stacjonować wojska sojusznicze. Jeżeli jednak temat ten zostanie włączony do negocjacji pokojowych, Moskwa będzie próbowała przedstawić własne żądania jako cenę za zakończenie wojny na Ukrainie.

To dość zła wiadomość dla Polski. Oznacza to bowiem konieczność uważnego śledzenia nie tylko ustaleń dotyczących samej Ukrainy, lecz także ewentualnych rozmów o przyszłej obecności wojskowej NATO w Europie. Kreml może dążyć do wykorzystania negocjacji do uzyskania ustępstw, których nie zdołał wymusić samą wojną. Stawką pozostaje nie tylko przyszłość Ukrainy, ale również swoboda państw wschodniej flanki w decydowaniu o własnym bezpieczeństwie. A to przy chwiejnym zachowaniu Stanów Zjednoczonych może nie być takie pewne.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.