Incydent przy polskiej granicy. "Istniało ryzyko bratobójczego ognia"
Jak ujawnił gen. dywizji Ireneusz Nowak w rozmowie z "Rzeczpospolitą", zdarzenie miało miejsce w sytuacji, gdy polska strona wykryła rosyjski pocisk manewrujący, który następnie naruszył polską przestrzeń powietrzną i rozbił się we wsi Tarnawa-Kolonia.
Jak się jednak okazuje, Polacy wykryli nie tylko rosyjską broń, ale także inny obiekt, który poruszał się w pobliżu polsko-ukraińskiej granicy. Był nim ukraiński myśliwiec MiG-29 — nasza strona tego wtedy nie wiedziała.
Czytaj nas częściej w Google
Potencjalnie niebezpieczna sytuacja
"Nikt z nas — zarówno na poziomie dowodzenia, jak i pilota polskiego F-16 — nie miał możliwości zidentyfikowania bezpośrednio w pobliżu polskiej granicy poruszającego się także innego obiektu" — mówi Nowak i dodaje, że "istniało ryzyko, że mogło dojść do bratobójczego ognia, tym bardziej, że MiG był śledzony nie tylko przez naszego F-16, ale też niektóre z naszych zestawów obrony powietrznej".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Do przypadkowego ostrzelania ukraińskiej maszyny mogło dojść w sytuacji, gdyby i ona naruszyła polską przestrzeń powietrzną, ale na szczęście ukraiński pilot nie popełnił żadnego błędu i trzymał się swojej strony granicy.
Nowak dodaje, że po tym zdarzeniu zmieniono także procedury wymiany informacji na linii Kijów — Warszawa. Ukraina udostępnia nam teraz nie tylko informacje o rosyjskich pociskach i dronach, ale także o aktywności swojego lotnictwa w pobliżu granicy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.