ESPN DeportesCalificaciones de los mexicanos en el extranjeroInquirerDILG chief Remulla visits QC jail ahead of looming Romualdez transferThe Jerusalem PostA good deal in bad neighborhoods: Why the Gulf’s best bet remains in Jerusalem - opinionESPNPower Rankings: Everything we learned from the top 25 in Week 2RTP DesportoEuroVolley 2026. Portugal soma quarta derrota consecutiva frente à UcrâniaBBC NewsI had 11 years of chemotherapy for a cancer I didn't have20 MinutenUrsache unklar: Fischsterben im MühlebachComplete SportsBlackburn Give Injury Update On Super Eagles StarESPN CricinfoFleming to link up with T20I squad in preparation for Test coaching stintBBC عربيجماعة أنصار الله تعلن استهداف قاعدة ثانية في السعودية، ومحمد بن سلمان يلتقي قائد القيادة المركزية الأمريكيةIl Fatto QuotidianoKimi Antonelli ora ha in mano il titolo di Formula 1: quel vantaggio su Russell e il sogno di una passerella trionfaleABC News4 people hospitalized after a crane collapsed at a Miami construction site: Officials
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, September 14, 2026

Lekcja Mladicia dla Ukrainy

Translate

Ratko Mladić umarł i właściwie natychmiast zrobił Serbii to, co robił jej przez ostatnie 30 lat: jeszcze raz postawił ją przed wyborem, czy chce należeć bardziej do Europy, czy do własnego mitu, w którym własne cierpienie miesza się z cudzym.

Pogrzeb Ratko Mladicia, przywódcy bośniackich Serbów skazanego przez sąd w Hadze na dożywocie za zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym m.in. ludobójstwo w Srebrenicy, był wielkim wydarzeniem: trumnę przykryto serbską flagą, pojawili się duchowni, politycy i tłumy ludzi. Mladić wrócił z Hagi martwy, ale nie jako skazaniec, lecz jak bohater przegranej wojny, którego człowiek i historia może i osądziły, ale część narodu serbskiego najwyraźniej tego wyroku nie przyjęła.

Trumna przykryta serbską flagą niesiona przez tłum żołnierzy i cywilów podczas ceremonii pogrzebowej, otoczona przez liczną grupę ludzi w skupieniu.

Serbijscy żołnierze służby zasadniczej przechodzą obok trumny byłego dowódcy armii bośniackich Serbów Ratko MladiciaAssociated PressEast News


Europa zareagowała na to gwałtownie: politycy przypominali, że gloryfikacja zbrodniarzy wojennych, negowanie ludobójstwa i historyczny rewizjonizm nie dają się pogodzić z wartościami Unii i mogą mieć znaczenie dla procesu akcesyjnego. I właśnie dlatego całą tę historię należałoby bardzo uważnie obserwować w Kijowie. Bo mamy tu do czynienia z podobnym mechanizmem.

Nie dlatego, że UPA była jeden do jednego tym samym, czym armia Mladicia, ani dlatego, że historia Ukrainy jeden do jednego przypomina historię Serbii.

Ukraina, Serbia i pamięć wybiórcza

UPA była ruchem niepodległościowym, walczyła z Sowietami, funkcjonowała w warunkach nakładających się okupacji i prowadziła walkę o państwo, którego Ukraińcy nie mieli.

Jednocześnie jej historia obejmuje masowe zbrodnie na polskiej ludności cywilnej i nie da się zbudować uczciwej opowieści o UPA, z której Wołyń po prostu zniknie. Podobieństwo do serbskiego przypadku nie dotyczy więc historii, lecz mechanizmu pamięci, w którym wspólnota wybiera z biografii swoich bohaterów to, czego potrzebuje, a całą resztę traktuje jak cudzą propagandę.

Europa potrafi długo tolerować narodowe mitologie, dopóki pozostają one częścią rodzinnych opowieści, lokalnych tradycji, książek czy sporów historyków. Problem zaczyna się wtedy, kiedy państwo zaczyna sugerować, że skoro ktoś walczył o słuszną sprawę, to wszystko, co robił podczas tej walki, również musi być słuszne albo przynajmniej usprawiedliwione.

Ukraina ma pełne prawo pamiętać ludzi, którzy walczyli o jej niepodległość, zwłaszcza dzisiaj, kiedy ponownie prowadzi wojnę o przetrwanie przeciwko państwu, które przez stulecia kwestionowało samo istnienie ukraińskiego narodu. Trudno oczekiwać, żeby podczas rosyjskiej inwazji Ukraińcy budowali własną pamięć według instrukcji napisanej w Warszawie. Istnieje jednak zasadnicza różnica między pamięcią o walce o niepodległość a gloryfikacją wszystkich ludzi i organizacji, które tę walkę prowadziły.

W tym właśnie miejscu zaczyna się lekcja Mladicia. Serbowie również mają swoją opowieść, w której Mladić nie jest przede wszystkim człowiekiem odpowiedzialnym za Srebrenicę, lecz dowódcą broniącym Serbów w wojnie, podczas której oni także ginęli, byli wypędzani i padali ofiarą zbrodni.

Jeżeli rozmowę zacznie się od Srebrenicy, szybko można usłyszeć o Kosowie, bombardowaniach NATO albo wypędzeniu Serbów z Krajiny. Można wreszcie usłyszeć pytanie: jeśli Boszniakom - muzułmanom wolno było oderwać się od nas (Jugosławii, z którą wielu Serbów wtedy i nadal się utożsamiało), to dlaczego nam nie wolno było odrywać się od nich?

Wszystkie te krzywdy i pytania są prawdziwe, podobnie jak prawdziwe są krzywdy wyrządzone Ukraińcom przez Polaków, Sowietów czy Rosjan. Problem polega na tym, że cudza zbrodnia nie anuluje własnej.

Europa odbiera monopol na niewinność

Każdy naród naszej części Europy posiada ogromny magazyn cudzych win, z którego można wyciągnąć odpowiednią skrzynkę, kiedy ktoś zaczyna pytać o winy własne. Polacy, Ukraińcy, Serbowie i Chorwaci mają swoje rachunki, natomiast Rosjanie zbudowali z tego mechanizmu niemal kompletną ideologię państwową, według której, skoro kiedyś ktoś skrzywdził Rosję, niemal wszystko, co Rosja robi dzisiaj, można przedstawić jako kolejną odsłonę historycznej samoobrony. Ukraina walczy również o to, żeby wyrwać się z takiego sposobu myślenia.

Europa jest pod tym względem dziwnym wynalazkiem, ponieważ stopniowo odbiera narodom monopol na własną niewinność. Niemcy musieli nauczyć się inaczej patrzeć na swoją historię, Francuzi mierzyć się z Vichy i Algierią, Hiszpanie nadal spierają się o Franco, Chorwaci wciąż wpadają na miny pozostawione przez pamięć o ustaszach, Słowacy zrezygnowali z kultu hitlerowskiego kolaboranta Tisy, mimo że to on stworzył pierwsze nominalnie niepodległe państwo słowackie (nominalnie, bo de facto był to niemiecki protektorat). A Serbia od 30 lat nie potrafi zdecydować, czy ważniejszy jest dla niej wyrok międzynarodowego trybunału czy własna opowieść o "generale, który bronił narodu".

Nie chodzi przy tym o europejską "religię samobiczowania" czy "pedagogikę wstydu", lecz o uznanie, że trzeba rozróżnić sprawiedliwą walkę o własną wolność od uznawania wszystkich, którzy zabijali w jej imieniu, za bohaterów.

W przypadku Ukrainy jest to szczególnie trudne, ponieważ UPA dostarcza dokładnie takiego mitu, jakiego potrzebuje państwo walczące z Rosją. Daje wizję ciągłości oporu przeciw Rosji, pozwala powiedzieć, że Ukraińcy już wcześniej walczyli z Moskwą, siedzieli w lasach, nie uznawali sowieckiej władzy, ginęli, ale nie kapitulowali, a dzisiejszy żołnierz jest kolejnym ogniwem tej samej walki. To opowieść niezwykle atrakcyjna, tyle że historia ją komplikuje, ponieważ w takich samych lasach, które produkują mit oporu przeciwko Sowietom, leżą, ekshumowane właśnie, polskie kości.

Nie, UPA to nie jest wyłącznie polska obsesja

Największym błędem ukraińskiej polityki pamięci byłoby uznanie, że sprawa UPA jest wyłącznie polską obsesją, którą można przeczekać. Serbia przez lata traktowała Srebrenicę podobnie, przedstawiając ją jako bośniacką albo zachodnią obsesję i instrument politycznego nacisku. Tymczasem po 30 latach stosunek do Mladicia stał się papierkiem lakmusowym europejskości i argumentem w rozmowie o miejscu Serbii w Europie.

Ukraina ma przy tym ogromną przewagę nad Serbią, ponieważ nikt rozsądny nie wymaga od niej wyrzeczenia się własnej walki o niepodległość. Nie musi uznawać UPA wyłącznie za organizację zbrodniczą ani przyjmować polskiej narracji zamiast ukraińskiej. Musi natomiast nauczyć się rozdzielać walkę o słuszną sprawę od zbrodni popełnianych podczas tej walki.

Można bowiem uznać, że członkowie UPA walczyli o niepodległą Ukrainę, że część z nich prowadziła walkę przeciwko totalitarnemu Związkowi Radzieckiemu i że ukraińskie dążenie do własnego państwa było uzasadnione, a jednocześnie powiedzieć, że członkowie tej samej formacji dokonywali masowych mordów na polskich cywilach.

Byłoby dziś czymś absurdalnym, gdyby Ukraina, która płaci dzisiaj tysiącami istnień za możliwość wyrwania się z rosyjskiej strefy wpływów i wejścia do Europy, potknęła się po drodze o duchy ludzi zabitych 80 lat temu. Wyjście z tej pułapki nie wymaga jednak wcale zniszczenia ukraińskiej pamięci, lecz jej poszerzenia tak, żeby zmieścił się w niej partyzant walczący z NKWD, ukraiński chłop zabity przez Sowietów, polskie dziecko zamordowane na Wołyniu i dzisiejszy ukraiński żołnierz ginący na froncie.

Dojrzały naród nie jest bowiem narodem, który ma czystą historię, bo takich narodów nie ma, lecz takim, który nie musi swojej historii czyścić, żeby móc na nią patrzeć.

"Polityczny WF": Kaczyński stracił coś ważnego. Widać to od razu INTERIA.PL


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.