Aborcja wraca do gry. Polityczna gra o sumienie i mobilizację [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Sejm przegłosował dwa projekty ustaw dotyczących aborcji. Pierwszy zakłada powrót do sytuacji sprzed 2020 r., czyli do tzw. kompromisu aborcyjnego. Drugi przewiduje częściowe zniesienie karalności za pomoc kobiecie w aborcji. Głosowania uwidoczniły jednak podziały w samej koalicji. Zwłaszcza drugi projekt przeszedł niewielką przewagą głosów, bo wielu posłów PSL głosowało przeciw. Przeciw był także Szymon Hołownia, który na początku kadencji stał się w zasadzie twarzą odłożenia sprawy aborcji na półkę.
DLA CIEBIE
GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości
DLA CIEBIE
Dziś wszelkie dywagacje nie mają większego sensu, ale uważam, że politycznie miało to dla koalicji rządzącej ogromne znaczenie. Było jednym z ważniejszych czynników wywołujących frustrację, co odbiło się na wyniku wyborów prezydenckich w 2025 r.
Dziś Szymon Hołownia i jego partia są w trudnej sytuacji, bez większych szans na wyraźną poprawę. Sam były marszałek, jak informują media, stara się o stanowisko przy Watykanie. W tym względzie Szymon Hołownia pozostał sobie wierny. Koalicja rządząca będzie jednak mieć kłopot z tymi projektami, a ich droga polityczna w zasadzie dopiero się zaczyna.
Weto jako najbardziej prawdopodobny scenariusz
premier Tusk już dawno zapowiadał, że w tej kadencji nie będzie liberalizacji ustawy aborcyjnej w kształcie, jaki obowiązuje w wielu krajach Europy. Przyczyna jest oczywista: prezydent Nawrocki. Przyjęcie tych projektów przez Sejm najpewniej otworzy nowe pole sporu z Pałacem Prezydenckim. Biorąc pod uwagę, jak dziś wygląda kohabitacja, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest weto. Pytanie brzmi w zasadzie tylko, czy prezydent zawetuje obie ustawy, czy jedynie tę dotyczącą depenalizacji.
Podpisanie obu jest w tej sytuacji nierealne. Prezydent deklaruje w ostatnich wywiadach, że jest prezydentem wszystkich Polaków, co ma związek ze staraniami o elektorat Brauna. Trudno się jednak spodziewać, by ta myśl przyświecała mu także w przypadku tych projektów. Z dwóch powodów. Po pierwsze, prezydent deklaruje się ideowo jako konserwatysta. Po drugie, wie, jak ważne są te projekty dla rządu.
Temat uśpiony, ale nie wygasły
Kwestia aborcji nie znajduje się dziś wśród priorytetów wskazywanych przez wyborców. Nie oznacza to jednak, że przestała być ważna. Wystarczy przypomnieć protesty społeczne sprzed lat, a przede wszystkim emocje, jakie wywołała wówczas decyzja Trybunału. Dziś środowiska pozarządowe również zapowiadają protesty w związku z "rocznicą" zaostrzenia przepisów dotyczących terminacji ciąży. Pytanie w takiej sytuacji jest takie, kto będzie adresatem tych emocji – rząd czy może prezydent.
Faktem jest, że rządząca wtedy, w 2020 r., Zjednoczona Prawica zrobiła coś jawnie sprzecznego z wolą wielu wyborców: wszystkie sondaże wskazywały, że Polki i Polacy w dużej części popierali kompromis. Decyzja upolitycznionego już wówczas Trybunału otworzyła drzwi do dyskusji o aborcji w sposób zupełnie niekonstruktywny.
Koalicja na plusie w każdym wariancie?
Dziś temat jest jednak dla koalicji ważny politycznie. Bez względu na to, czy prezydent podpisze, czy zawetuje te projekty, rząd Donalda Tuska ma w ręku argument, że próbował rozwiązać tę sprawę, choćby etapami. W istocie więc koalicja w obu scenariuszach przynajmniej częściowo wygrywa.
Jeśli prezydent podpisze ustawę o przesłance wad płodu, rząd będzie mógł mówić o sukcesie pierwszego etapu, czyli o powrocie do stanu sprzed wyroku i poszerzeniu katalogu przesłanek. Polska nadal należałaby do krajów o najbardziej restrykcyjnym prawie aborcyjnym, ale być może zmniejszyłoby to lęk, który towarzyszy kobietom i mężczyznom u progu tak wielkiej życiowej zmiany.
Jeśli zaś prezydent zawetuje oba projekty, sytuacja kobiet się nie zmieni. Partie rządzące będą miały jednak czyste sumienie, a odpowiedzialność spadnie na prezydenta.
Czy to wystarczy, by utrzymać mobilizację wyborczą w 2027 r.? Trudno dziś przewidzieć. Zawiedzione nadzieje to w polityce silne emocje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.