Gorąca dyskusja Matczaka ze Stanowskim. Poszło o Nawrockiego i TK
Chaos w TK. Policja przed budynkiem, trwają protesty. Śledź RELACJĘ NA ŻYWO w Wirtualnej Polsce.
Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce wywołuje coraz większe emocje. Do sprawy odnieśli się w mediach społecznościowych Marcin Matczak i Krzysztof Stanowski. Punktem zapalnym stało się zachowanie prezydenta Karola Nawrockiego oraz konfrontacja z kobietą, której status jako prezes TK jest kwestionowany przez część środowiska politycznego i prawnego.
WIDEO
Przepychanki w TK. Nagranie z prezydentem Nawrockim
WIDEO
Gorąca dyskusja Matczaka ze Stanowskim
Matczak nie pozostawił wątpliwości, co sądzi o postawie głowy państwa. Jego zdaniem prezydent powinien przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo osób znajdujących się w budynku i jego otoczeniu.
"Obowiązkiem prezydenta RP jest niedopuszczenie do eskalacji emocji i sprowadzenia zagrożenia dla życia i ludzi zgromadzonych pod i w budynku TK. To, co robi Karol Nawrocki jest skrajną nieodpowiedzialnością. Istnieje mnóstwo dróg rozwiązania tej sytuacji, a konfrontacja fizyczna jest najgłupszą z nich" - napisał prawnik.
Zupełnie inaczej na sytuację spojrzał Stanowski. Dziennikarz zakwestionował zasadność konfrontacji i zasugerował, że wystarczyło zachować spokój. "Wystarczy się z nim nie konfrontować, tylko powiedzieć: 'Dobry wieczór, Panie Prezydencie'" - odpowiedział.
Matczak postanowił odwrócić argumentację rozmówcy. Zapytał, czy podobne zasady obowiązywałyby również w przypadku próby siłowego wejścia do siedziby prezydenta. "To ciekawe. Myślisz, że gdyby sędziowie TK chcieli się wedrzeć siłą do Belwederu, prezydent powiedziałby im 'dobry wieczór' i wpuścił? Jaki tytuł ma władza wykonawcza, żeby szturmować TK?" - zapytał.
Stanowski odpowiedział Matczakowi. Padł argument o przypadkowym przechodniu
Dziennikarz zwrócił uwagę na wcześniejsze wypowiedzi prawnika, w których ten kwestionował status kobiety występującej w sporze jako prezes Trybunału Konstytucyjnego. "Przeczytałem dzisiaj kilka Pana wpisów, że ta Pani nie jest żadnym prezesem TK, więc traktuję ją jako przypadkowego przechodnia. Przypadkowy przechodzień nie powinien mieć możliwości konfrontować się z prezydentem" - stwierdził Stanowski.
Ta odpowiedź wywołała kolejną ostrą reakcję Matczaka. Prawnik zarzucił dziennikarzowi, że jego stanowisko prowadzi do niebezpiecznych wniosków dotyczących stosowania siły fizycznej.
"Jasne. Dla prezydenta RP to chwała popchnąć kobietę i wygrać z nią siłowo. Jakby kobieta-przypadkowy przechodzień- weszła mu w drogę, też powinien ją przepchnąć, co nie? Kim trzeba być, żeby Karol Nawrocki nie mógł użyć siły? Bo przypadkowego przechodnia zgodnie z twoim wpisem może przesunąć, prawda?" - napisał.
Stanowski nie zamierzał jednak wycofywać się ze swojego stanowiska. Podkreślił, że nie chodzi mu o płeć osoby, z którą konfrontuje się prezydent. "Zawsze słyszałem, że prawo i zasady obowiązują wszystkich. Teraz muszę przyswoić nową kategorię - 'kobieta'".
Następnie dodał: "Mnie nie interesuje, czy prezydenta atakuje Pudzianowski czy drobna kobieta. To jest prezydent Polski i żadna osoba nie ma prawa go atakować".
Matczak zarzucił Stanowskiemu hipokryzję
Dyskusja przeniosła się następnie na kwestię granic uprawnień prezydenta i prawa jednostki do decydowania o tym, kto może wejść na teren, który zajmuje. Matczak porównał argumentację Stanowskiego do sytuacji, w której prezydent mógłby bez przeszkód wejść do prywatnego domu.
"To ciekawa wizja równości wobec prawa. Prezydent może wejść wszędzie - do mojego i twojego domu, albo i do sypialni, a my nie. Ale przecież prawo i zasady obowiązują wszystkich" - napisał prawnik.
Dziennikarz odpowiedział, że nie rozstrzyga, jakie dokładnie uprawnienia ma prezydent, ale sprzeciwia się sytuacji, w której przypadkowa osoba próbuje fizycznie uniemożliwić mu wejście. "Nie wiem czy może wejść wszędzie, ale wiem, że przypadkowy przechodzień nie powinien o tym decydować, używając siły fizycznej" - stwierdził.
Matczak ponownie zaatakował rozmówcę, zarzucając mu niekonsekwencję w podejściu do wolności obywatelskich. "To jest hipokryzja. Ty na pewno jesteś za wolnością jednostki? Czy tylko za prawem prezydenta do wchodzenia gdziekolwiek? Bo według twojej zasady, powinieneś wpuścić premiera i jakiegoś jego towarzysza w dresie do swojego domu. Dla nich będziesz przypadkowym przechodniem, który nie powinien o tym decydować, czy władza wejdzie mu z butami, czy nie" - napisał.
Stanowski w ostatniej odpowiedzi wrócił do sedna swojego argumentu. Podkreślił, że jego zdaniem nie można utożsamiać wejścia prezydenta do urzędu państwowego z wtargnięciem do prywatnego mieszkania.
"Ale do jakiego domu? Przez cały wieczór udowadniał Pan, że ta kobieta uzurpuje sobie władzę. Prezydent wchodzi do urzędu państwowego, a nie do przypadkowego mieszkania. Atakuje go kobieta, której ubzdurało się (Pan tak twierdzi), że jest kimś, kim nie jest. Co to za fikołki?" - zakończył dziennikarz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.