Lewica kontra Razem. "Dość walenia nas po głowach. Ile można?"

Spór między Nową Lewicą a Partią Razem przeszedł z niejawnych rozmów do publicznej konfrontacji w Sejmie i mediach.
W wystąpieniach sejmowych lider Partii Razem krytykował propozycje budżetowe, a przedstawicielka Nowej Lewicy odpowiadała, podkreślając wcześniejsze działania rządu i kwestionując wkład przeciwników.
Nowa Lewica rozpoczęła działania na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego, a sondaże pokazują poparcie tej partii na poziomie 5-9 procent i Partii Razem na poziomie 1,9-4,9 procent.
Sytuacja uległa gwałtownemu zaostrzeniu podczas wystąpień w Sejmie, gdy lider Partii Razem Adrian Zandberg poddał krytyce rządowe propozycje budżetowe w zakresie waloryzacji płac. Zandberg wskazał, że zmiana wskaźników oznacza w praktyce wzrost stawki godzinowej o 90 groszy, co przy obecnym poziomie inflacji doprowadzi do spadku realnych dochodów pracowników.
Odpowiadając na te zarzuty, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przedstawiła bilans dotychczasowych działań rządu, przypominając o przeprowadzeniu reformy Państwowej Inspekcji Pracy oraz wdrożeniu programu osłonowego "Ceny paliwa niżej" (CPN), finansowanego z opodatkowania koncernów energetycznych.
Zwracając się bezpośrednio do posłów Partii Razem, minister powiedziała:
"Wracając do pracowników, powiem, partio Razem, że wasza obecność w tych ławach poselskich polskiemu pracownikowi nie przynosi dokładnie nic. Od wielu lat, każdego miesiąca każdy z was pobiera kilkanaście tysięcy złotych i z tych pieniędzy polski pracownik nie ma dokładnie nic. Powiedzmy sobie szczerze: jedyne miejsca pracy i jedyne wynagrodzenia, które was, partio Razem, obchodzą, to są wasze wynagrodzenia. Z tych wynagrodzeń polski pracownik ma okrągłe zero. Dlatego w imieniu milionów ciężko pracujących ludzi w Polsce mam dla was jeden komunikat: Do roboty!".
Konflikt Nowa Lewica - Razem. Działacze zapowiadają konfrontację
Zastrzeżenia i odmienne stanowiska dotyczą również strategii na nadchodzące lata oraz ewentualnego wspólnego startu w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Działacze Nowej Lewicy podkreślają, w rozmowie z dziennikarzami "Newsweeka", że nie zamierzają dłużej unikać polemiki.
- Podjęliśmy decyzję, że nie będziemy ich zaczepiać. Tylko jak oni nas dźgają, to będziemy odpowiadać. Oko za oko - wyjaśnia jeden z rozmówców.
Działacz, komentując nastroje wewnątrz partii po ostatniej radzie krajowej, zaznaczył, że "już naprawdę nie było cierpliwości do tego nadstawiania policzka w imię potencjalnej, przyszłej koalicji. Oni zarabiają na tym, że wiecznie po nas jadą, a my co? Siedzimy jak te pipy i boimy się ich obrazić, bo może nie zechcą pójść z nami do wyborów. Dość tego".
Cytowany przez "Gazetę Wyborczą" inny poseł Nowej Lewicy przyznaje, że ugrupowanie zmienia swoją strategię polityczną wobec niedawnych sojuszników.
- Nie będziemy już pokornie znosić ataków ze strony Razem. Dość walenia nas po głowach. Ile można? - pyta wyraźnie wzburzony.
Sojusz Nowej Lewicy i partii Razem? "Żadnej wspólnej listy nie będzie"
Z kolei poseł Partii Razem Maciej Konieczny zadeklarował w niedawnym wywiadzie dla Onet Rano gotowość do podejmowania rozmów koalicyjnych.
- W tej kadencji od naszych głosów nie zależała większość sejmowa, dlatego nie weszliśmy do rządu, bo było jasne, że nic nie wywalczymy, ale jeśli w przyszłym Sejmie będzie nas więcej, to będziemy mieć większą siłę negocjacyjną i będziemy mogli wymóc nasze koncepcje - podkreślił.
Wiele wskazuje jednak na to, że o wspólnej liście można zapomnieć, co podkreśla rozmówca "Gazety Wyborczej" z Nowej Lewicy. - No teraz już na pewno żadnej wspólnej listy do Sejmu nie będzie - stwierdził, komentując na gorąco wystąpienie Dziemianowicz-Bąk.
W sejmowych kuluarach posłowie tego ugrupowania podkreślają, że polityczni koledzy z Razem za bardzo wierzą w kampanijną sprawność swojego lidera i na podstawie wyborów w Krakowie nabrali przekonania o swojej sile, która pozwoli im samodzielnie przekroczyć próg wyborczy.
Lewica wraca do tematu aborcji
Równolegle z polemiką parlamentarną Nowa Lewica podjęła kroki w zakresie realizacji własnych postulatów programowych, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii światopoglądowych.
Posłanki tego ugrupowania doprowadziły do wznowienia prac nad projektami dotyczącymi liberalizacji prawa aborcyjnego w komisjach sejmowych, sygnalizując gotowość do złożenia poselskiego projektu ustawy zezwalającego na przerwanie ciąży do 12. tygodnia w przypadku braku postępu w rozmowach koalicyjnych.
Jedna z parlamentarzystek opisała, w rozmowie z Dominiką Długosz, wywartą presję słowami: "To był szantaż. Ale naprawdę nie dało się inaczej nacisnąć na naszych liderów. Znowu faceci nad naszymi głowami decydują o naszych sprawach. Czas to skończyć".
Niemal pewnym jest, że projekt nie zyska akceptacji prezydenta Karola Nawrockiego. To jednak, jak zapewniają posłanki, nie jest dla nich problemem. - Ale przynajmniej nasi wyborcy będą wiedzieć, że nie zostawiliśmy tej sprawy i nie udajemy, że nigdy jej nie było - twierdzą.
Mimo braku pewności co do ostatecznego kształtu ustawodawczego ze względu na stanowisko pozostałych partnerów koalicyjnych oraz ewentualne weto prezydenckie, przedstawicielki formacji podkreślają potrzebę jednoznacznego zademonstrowania realizacji zobowiązań wobec wyborców.
Aktualne badania opinii publicznej wskazują poparcie dla Nowej Lewicy na poziomie od 5 do 9 procent, podczas gdy Partia Razem notuje wyniki w granicach od 1,9 do 4,9 procent.
Wspólny start i szybki rozpad. Lewica w rozsypce
W wyborach parlamentarnych w 2023 roku środowiska lewicowe startowały ze wspólnej listy. W skład koalicji wchodziły: Nowa Lewica, Partia Razem, Polska Partia Socjalistyczna i Unia Pracy.
Ugrupowania uzyskały wynik 8,61 proc. Przełożyło się to na 26 mandatów w Sejmie oraz dziewięć w Senacie.
Niedługo po rozpoczęciu prac sejmowych doszło do rozłamu, którego główną osią był stosunek do rządu Donalda Tuska. Nowa Lewica zdecydowała o wejściu do koalicji rządzącej i objęła teki ministerialne. Partia Razem zdecydowała o poparciu powołania rządu, ale nie weszła w jego skład.
W październiku 2024 roku w partii Razem doszło do wewnętrznego referendum, w którym 48 proc. głosujących opowiedziało się za utworzeniem samodzielnego koła parlamentarnego.
Niemal w tym samym czasie z partii wystąpiły posłanki: Daria Gosek-Popiołek, Dorota Olko, Joanna Wicha i senatorki Magdalena Biejat i Anna Górska. Wszystkie pozostały w koalicyjnym Klubie Parlamentarnym Lewicy.
Obecnie klub Lewicy składa się z 21 posłów i ośmioro senatorów, zaś koło Razem to czworo posłów.
"Polityczny WF": Tajemnicze spotkanie. O czym Trump rozmawiał z Kosiniakiem?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.