The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, August 16, 2026

Chroniczny brak ludzi. Ukryta, ale szykowana mobilizacja?

Translate

Rosja zaczęła szukać ludzi do pracy w komisjach zajmujących się ewidencją wojskową i mobilizacją. W ciągu zaledwie tygodnia na największym rosyjskim portalu z ofertami pracy HeadHunter pojawiło się około 1300 nowych ogłoszeń dotyczących pracy w komisjach wojskowych. Łącznie takich ofert jest już ponad 2500. Tylko w Moskwie w ciągu tygodnia pojawiło się ich około 350.

"Rozum nakazuje współpracę, ale serce nam odebraliście". Siemoniak o relacjach z Ukrainą

Sam wzrost zatrudnienia nie oznacza jeszcze decyzji o mobilizacji, ale trudno uznać go za przypadek. W takiej sytuacji przypadków nie ma. Jeżeli państwo zwiększa liczbę ludzi zajmujących się ewidencją wojskową, robi to dlatego, że ma coraz więcej pracy z osobami podlegającymi obowiązkowi wojskowemu.

Zresztą rosyjskie media społecznościowe od kilku tygodni żyją potencjalną mobilizacją. Według Rosjan najpewniejszy scenariusz jest taki, że po wyborach do Dumy zostanie ogłoszona mobilizacja. W części rosyjskich kanałów pojawiają się już twierdzenia, że jeżeli Jedna Rosja utrzyma władzę, Kreml przestanie przejmować się reakcją społeczną i zacznie masowo powoływać mężczyzn do wojska. I te obawy nie biorą się znikąd.

Wybory odbędą się w weekend 18-20 września. Przed nimi Putin ma bardzo dobry powód, żeby nie ogłaszać kolejnej mobilizacji. Poprzednia, rozpoczęta we wrześniu 2022 r., była jednym z najbardziej niepopularnych posunięć władz od początku wojny. Objęła 300 tys. rezerwistów i wywołała panikę, masowe wyjazdy z kraju i tysiące prób uniknięcia służby. Kreml od tamtej pory konsekwentnie unika powtórzenia tego scenariusza, twierdząc, że żadnej powszechnej mobilizacji nie będzie. Tak naprawdę jest ukryta.

Mobilizacja za pieniądze

Regiony prześcigają się w wysokości premii za podpisanie kontraktu, a łączna kwota wypłacana nowemu żołnierzowi może sięgać kilku milionów rubli. Problem polega na tym, że ceny rosną, a liczba chętnych nie rośnie wystarczająco szybko. Rosja zakłada, że w 2026 r. pozyska ok. 409 tys. żołnierzy kontraktowych. To ponad 34 tys. ludzi miesięcznie. Do początku lipca kontrakty podpisało około 195 tys. osób. Jeżeli tempo nie wzrośnie, wykonanie całego planu będzie trudne.

Jeszcze gorzej wygląda to, gdy zestawimy rekrutację ze stratami. Według szacunków Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie (CSIS) Rosja traci obecnie ok. 30-34 tys. ludzi miesięcznie, podczas gdy pozyskuje około 27 tys. nowych żołnierzy. W ciągu roku daje to potencjalny brak od ok. 36 do ponad 80 tys. ludzi tylko po to, żeby utrzymać obecny stan. A obecnie putinowcom wciąż brakuje ludzi, aby ruszyć z jakąkolwiek większą operacją.

Rosja ma oczywiście jeszcze rezerwy. Nie oznacza to jednak, że można je po prostu jutro wysłać na front. Ludzi trzeba znaleźć, wezwać, przebadać, przeszkolić i wyposażyć. I tym właśnie mają się zająć dodatkowe osoby zatrudnione w komisjach, biurach werbunkowych i oddziałach gospodarczych.

Jeżeli Kreml zdecyduje się na mobilizację, administracja musi być gotowa do obsłużenia setek tysięcy ludzi. W 2022 r. system miał z tym poważne problemy. Zwyczajnie brakowało ludzi. Teraz Rosja ma znacznie bardziej rozbudowaną elektroniczną ewidencję wojskową. Od 2026 r. pobór prowadzony jest przez cały rok. Wezwania mogą być przekazywane elektronicznie, a osoba, która ich nie respektuje, może zostać objęta kolejnymi ograniczeniami. Państwo ma więc znacznie większą kontrolę nad potencjalnymi rekrutami niż cztery lata temu.

To samo dotyczy paszportów. W rosyjskim internecie pojawiają się informacje, że Kreml zaczął ograniczać ich wydawanie w ramach przygotowań do nowej mobilizacji. Rosja już w 2022 r. wprowadziła możliwość odmowy wydania paszportu osobom objętym mobilizacją lub wezwanym do służby. W kolejnych latach ograniczenia dotyczące dokumentów rozszerzano również na Rosjan przebywających za granicą. Teraz, wedle Rosjan, coraz trudniej otrzymać paszport zagraniczny.

Chroniczny brak ludzi

Najważniejsza pozostaje jednak sytuacja na froncie. Rosjanie potrzebują nowych żołnierzy nie dlatego, że ktoś w Moskwie lubi duże armie. Potrzebują ich dlatego, że wojna pochłania ludzi w tempie, którego nie da się łatwo zmniejszyć bez ograniczenia działań bojowych. Według CSIS rosyjskie straty od początku pełnoskalowej wojny wynoszą ok. 1,4 mln zabitych, rannych i zaginionych. Liczba zabitych jest szacowana na 400-450 tys. W 2026 r. rosyjska armia ma tracić w zabitych, rannych i zaginionych ponad 30 tys. ludzi miesięcznie. Przy tym średnie tempo natarcia wynosi ok. 70 m dziennie. Jest to najgorszy wynik w historii wojen.

Dlatego pytanie o mobilizację jest zasadne. Putin jednak nadal ma kilka możliwości, zanim ogłosi mobilizację. Może zwiększać premie za kontrakty. Może pozwalać regionom na jeszcze większe wydatki. Może zwiększać nacisk na administrację i przedsiębiorstwa. Może też ograniczyć skalę działań ofensywnych. Dopiero kiedy te rozwiązania przestaną wystarczać, mobilizacja stanie się koniecznością.

Jeżeli Jedna Rosja utrzyma przewagę w Dumie, Putin nie będzie musiał obawiać się, że decyzja o powołaniu kolejnych dziesiątek czy setek tysięcy ludzi zmieni układ we władzach. Dlatego po wrześniowych wyborach warto patrzeć nie na deklaracje ministerstwa, a na faktyczne działania.

Jeżeli nadal będzie przybywać ofert pracy w komisjach wojskowych, jeżeli państwo zacznie zwiększać zatrudnienie przy ewidencji, jeżeli rekrutacja kontraktowa spadnie poniżej poziomu strat, a jednocześnie pojawią się nowe ograniczenia dla rezerwistów, będziemy mieli coraz więcej powodów, żeby poważnie myśleć o możliwych przygotowaniach do mobilizacji. Na razie pojawiły się jedynie pierwsze znaki.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.