Ta zbrodnia odciśnie się na Jarosławiu. "Myślę, że tu nie chodzi o narodowość". Arcybiskup z apelem
Pod pomnik ks. Jerzego Popiełuszki obok wejścia do kościoła przy Jarosławskim Opactwie co chwilę ktoś podchodzi i zostawia znicz. Ludzie przyklękają, niektórzy płaczą. Grupa kobiet zaczyna głośno odmawiać "Ojcze nasz". Na stojaku przed pomnikiem korkowa tablica, a na niej zdjęcie księdza Stanisława Zbojnowicza. Nad zdjęciem słowa: "Pamięć o Tobie pozostanie wśród nas". Ksiądz Stanisław zmarł w czwartek od ciosów nożem, jakie zadał mu 31-letni obywatel Ukrainy.
Księdza Stanisława każdy wspomina tu jako bardzo dobrego kapłana.
- Bardzo pobożny, gorliwy, zawsze usłużny, korzystałam często z sakramentu pojednania. Jeśli nie był przy ołtarzu, to często w konfesjonale - mówi WP Marta Cebulak, która w piątek rano przyjechała pod klasztor.
– Niestrudzony spowiednik. Taki oddany kapłan z wielką nabożnością odprawiał msze święte – opowiada kolejna kobieta, która przyszła się pomodlić za zmarłego.
Ona była tu także w czwartkowy poranek. Przyszła na mszę o godzinie 10, ale zanim weszła do świątyni, usiadła na ławce. Przez chwilę rozmawiała przez telefon.
– Nagle panie kucharki wybiegły z kuchni, że tam jakiś szaleniec biega z nożem. Potem on wypadł i biegł, tak ostrzem do przodu w stronę kościoła. Ze strachu schowałam się za tujami. On wpadł do kościoła, a ludzie za nim pobiegli, żeby go obezwładnić – relacjonuje kobieta.
– Ja siedziałam, jak wejście jest, to krata jest taka, którą ksiądz Stanisław otwierał zawsze, wpuszczając wiernych. Ja siedzę w pierwszej ławce za tą kratą. W pewnym momencie słyszę, takie straszne, jakby mi ta ławka przesuwała się, uderzenie okropne. Głowę podniosłam, zobaczyłam młodego mężczyznę. W prawej ręce trzymał nóż i tak siłował się, a tam ktoś leżał – relacjonuje Jadwiga Ostafiejczuk.
Ksiądz Stanisław w tamtej chwili był w konfesjonale, gdzie spowiadał. Wyszedł zobaczyć, co się dzieje.
– Po drugiej stronie małżeństwo siedziało i ta pani krzyczy: proszę księdza, proszę nie iść – relacjonuje pani Jadwiga.
WIDEO
Schowała się w konfesjonale. "To było polowanie na księży"
WIDEO
Kapłan jednak ruszył w kierunku mężczyzny. Wtedy otrzymał śmiertelne ciosy, ale pani Jadwiga już tego nie widziała. Razem z innymi ludźmi uciekła do bocznej nawy, gdzie ukryła się w konfesjonale.
– Tam się serdecznie modliliśmy za tych księży, ale nie widzieliśmy, co się dzieje na zewnątrz. Przy wejściu, tam zostawiłam swoją torbę, laskę. Poszedł ten pan, co był z nami ukryty, wziął te rzeczy i mówi: proszę pani, tam na tej ławce, gdzie pani siedziała, na siedzeniu pełno krwi – opowiada kobieta.
Jeden ze świadków czwartkowego zajścia do dziś nie może opanować emocji. Dzień wcześniej sam mógł stać się ofiarą agresora. Tego dnia, jak każdego innego, przyjechał na poranną mszę.
– Ja zawsze jak przyjeżdżam, to sobie tu najpierw siadam i papierosa palę. Już miałem wchodzić do kościoła, kiedy to wszystko się stało. Mówię panu, pięć sekund brakowało. A ja w kościele zawsze siedzę na przodzie, z boku, tuż przy wejściu. No i właśnie to tam się rozgrywało – opowiada drżącym głosem mężczyzna.
Dodaje, że nie wszedł do środka, tylko pozostał na zewnątrz.
– Ze środka było słychać te krzyki, nie wiem, czy to ten zabójca, czy ktoś inny krzyczał. Ten pan ranny, on zawsze w kościele za mną siedział i on jego dopadł. Jak go zabierali do karetki, to widziałem, jak miał nogę pociętą – relacjonuje w rozmowie z WP.
Na kostce brukowej przed wejściem do kościoła przy Jarosławskim Opactwie widać jeszcze ślady krwi. Poranne msze zostały odwołane, bo do środka nikt jeszcze nie może wchodzić.
"Myślę, że tu nie chodzi o narodowość"
Kiedy rozmawiamy o tragedii z mieszkańcami Jarosławia, nie brakuje opinii akcentujących narodowość sprawcy.
– No wie pan, historia się lubi powtarzać, ile tam ludzi wymordowali w czasie wojny na Wołyniu. Potomkowie zabójców są tu dalej – mówi starsza kobieta.
I ona jest daleka od tego, żeby winić wszystkich Ukraińców. – Nie, bo są i dobrzy ludzie. Tutaj też mieszkają dwaj panowie z Ukrainy, nie można uogólniać. To był szalony człowiek opętany przez szatana, inaczej nie można powiedzieć.
Pani Marta przyznaje, że ta zbrodnia bardzo mocno odciśnie się na lokalnej społeczności.
– Słyszy się ostatnio o tej zmianie nastawienia do ludności ukraińskiej, ale myślę, że tu nie chodzi o narodowość. Nie wiadomo, z czego to wynikało, czy z jakichś zaburzeń psychicznych. Nie powinniśmy postrzegać tej sprawy w takich kategoriach, że skoro to był Ukrainiec, to wszyscy Ukraińcy są winni. Nie uważam tak – dodaje Marta Cebulak.
Metropolita przemyski apeluje do wiernych i księży
W podobnym, nieeskalującym tonie specjalny komunikat do wiernych i księży wydał metropolita przemyski, abp. Adam Szal.
"Módlmy się w intencji zmarłego ks. Stanisława i rodziny pogrążonej w żałobie, polecajmy chorych przebywających w szpitalach, wszystkich poszkodowanych wraz z rodzinami oraz mieszkańców Jarosławia i okolic. Prośmy o dar pokoju, jedności i braterstwa, o opamiętanie dla tych, którzy zechcą wykorzystywać ludzkie dramaty dla własnych korzyści czy podżegają do nienawiści" – zaapelował arcybiskup.
Księży z całej archidiecezji poprosił, aby w sobotę "zgromadzili wiernych na modlitwie we wspólnotach parafialnych. Celebracje mogą mieć różną formę: modlitwy różańcowej, koronki do Bożego Miłosierdzia, adoracji Najświętszego Sakramentu czy Mszy świętej z odpowiednimi wezwaniami" – zaapelował abp Szal.
W intencji ofiar i poszkodowanych już w piątek odbędą się droga krzyżowa o godz. 17.30 oraz msza o 18 w kolegiacie w Jarosławiu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.