"Mam za to przeżyć?". Nauczycielka pokazała, ile zarabia
Manifestację 31 sierpnia zorganizował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Protestujący chcą przede wszystkim trwałego mechanizmu wzrostu wynagrodzeń. ZNP postuluje powiązanie pensji nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce, tak aby ich płace nie zależały co roku od decyzji politycznych.
Związkowcy sprzeciwiają się także 3-procentowej waloryzacji wynagrodzeń na 2027 r. i wskazują na problem spłaszczania pensji między nauczycielami na różnych stopniach awansu.
Czytaj nas częściej w Google
"Za to przeżyć?"
Wśród protestujących była Zofia Pękała, nauczycielka z Radzynia Podlaskiego. Jak mówiła, nie ukrywa wysokości swojej pensji. — Dostaję na rękę 4300, jestem nauczycielem mianowanym. To jest tak dużo? Czy to jest dużo, drodzy państwo? Za to przeżyć? — pytała.
Przyznała, że kiedyś zrezygnowała z pracy nauczycielki i zatrudniła się na recepcji w salonie kosmetycznym w Warszawie. Powód był prosty: zarabiała tam więcej.
Do szkoły wróciła, bo — jak podkreśla — kocha swój zawód. Chce jednak, by pasja szła w parze z godnym wynagrodzeniem.
"Pracujemy ponad normę"
Nauczyciele podczas protestu mówili także o rosnącej liczbie obowiązków i brakach kadrowych.
Katarzyna, nauczycielka z Olsztyna, zwracała uwagę, że nauczyciele przejmują dodatkowe zajęcia, m.in. indywidualne nauczanie. Jej zdaniem często nie ma komu ich przekazać. — Pracujemy ponad normę — mówiła. Jak dodała, dodatkowe godziny sprawiają, że część nauczycieli wpada w drugi próg podatkowy.
Justyna z Ostrołęki, nauczycielka z 25-letnim stażem, zwracała z kolei uwagę na pracę wykonywaną poza szkołą. — My pracujemy tak naprawdę 24 godz. na dobę. Jesteśmy pod telefonem, w kontakcie z rodzicami — mówiła.
Na argument, że nauczyciele mają dwa miesiące wakacji i wiele dni wolnych, odpowiadała krótko: "Proszę zostać nauczycielem. Po prostu".
Uczniowie stanęli po stronie nauczycieli
Protestujących wsparli także uczniowie. Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej, przekonywał, że problemy nauczycieli są jednocześnie problemami całej szkoły. — Edukacja i polska szkoła nie istnieje bez nauczycieli i bez uczniów — mówił.
Wskazywał również na problemy, z którymi mierzą się dzieci i młodzież: ubóstwo, wykluczenie komunikacyjne czy brak praktycznego przygotowania do dorosłego życia.
Protestujący zwracali uwagę także na liczebność klas i warunki pracy. Natalia Janowska, nauczycielka z Poznania, przekonywała, że mniejsze klasy pozwoliłyby lepiej odpowiadać na potrzeby uczniów. — Chcemy głośno powiedzieć, że tego nie chcemy — mówiła o obecnej sytuacji nauczycieli.
"My ich tworzymy"
W proteście uczestniczyli również pracownicy szkół, którzy nie są nauczycielami. Halina z Piły, pracująca w szkole od 20 lat, apelowała, by w rozmowie o podwyżkach pamiętać również o administracji i obsłudze.
Nauczyciele podkreślają, że walka o wynagrodzenia jest jednocześnie walką o przyszłość zawodu. Katarzyna mówiła o odpowiedzialności za kolejne pokolenia. — Wszyscy chcą mieć dobrych lekarzy, dobrych prawników, inżynierów. Oni nie rodzą się na pniu. My ich tworzymy — podkreślała.
ZNP zapowiada, że poniedziałkowa manifestacja jest początkiem akcji protestacyjnej. Jeśli rząd nie podejmie konkretnych działań, związek nie wyklucza jej rozszerzenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.