RTP DesportoPortugal qualificado para `oitavos` do Europeu de voleibol após derrota de IsraelInquirerMarcos yet to decide on fuel excise tax suspension – Palaceוואלהבגלל תקלה באתר העירייה: המידע רפואי ונתוני הרווחה של תושבי בית שמש היו חשופים לציבורESPNFacts vs. Feelings: What eight notable Week 1 performances mean for Week 2The Jerusalem PostNetanyahu’s New York UN visit sees unusual US Secret Service security involvementESPN DeportesEl mayor éxito y la mayor decepción de los 30 equiposDaily MaverickGROUNDUP: The N1 town’s decade of decay — Beaufort WestBollywood HungamaThe Vvaan Trailer: Sidharth Malhotra and Tamannaah Bhatia starrer explores Indian folklore, supernatural elements and adventure; watchCollider‘Anaconda’ Meets ‘Jurassic Park’ in New Creature Feature With a Truly Gigantic Predator [Exclusive]SCMP ChinaChina uses 100,000 home-grown AI chips to build leading weather forecast systemDeadlineChris Harrison’s Dating Series ‘The Vow’ Sets Premiere On Fox Nation
The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, September 16, 2026

Cała Polska podnosi ceny? W ustawę o cenach paliw nie wierzą. "Jesteśmy już zajechani"

Translate

– Jeżeli diesel przekracza 9 zł za litr, handlowcy z całej Polski, którzy wcześniej odwiedzali nas prawie codziennie, ograniczają przyjazdy. Przyjeżdżają raz, dwa razy w tygodniu – mówi WP dr Michał Lesiak, szef Bazaru Głuchów w woj. łódzkim. - Na razie przedsiębiorcy tną koszty. Jeśli sytuacja się utrzyma, zapewne podniosą ceny. Tyle, ile można. Tyle, ile wytrzyma klient. Już słyszę rozmowy o podnoszeniu cen – komentuje przedsiębiorca.

"Już to widać i czuć". Handel zwalnia

Bazar w woj. łódzkim to tętniące życiem centrum małego biznesu. Przyjeżdżają tu kupcy z całej Polski, którzy kupują głównie tekstylia i rozprowadzają je później w Polsce powiatowej. To właśnie w takich miejscach szybko widać skutki drożejącego paliwa. – Już widać i czuć, jak handel powoli zwalnia. Zjawisko rozlewa się po Polsce lokalnej. Nasi handlowcy obsługują mniejsze miejscowości, a nie aglomeracje, jak Warszawa – mówi dalej Lesiak.

Wirtualna Polska sprawdza, kto i w jakich branżach już rozważa podniesienie cen. Okazuje się, że to jeden z najważniejszych tematów w rozmowach przedsiębiorców.

50, 100 zł za sam dojazd fachowca

– U mnie wartość usługi przeciętnej naprawy to 150-250 zł. Pracuję jako pogotowie i mam takich napraw po kilka, kilkanaście dziennie. Koszty dojazdu na miejsce mają ogromne znaczenie. Jeżdżę na LPG, ale i tak już widzę, że jeśli te ceny utrzymają się przez kilka tygodni, będę musiał je podnieść. Wprowadzę stawkę za dojazd – zwierza się Tomasz, elektryk ze Śląska.

Podobnie mówi Dariusz Wyrzykowski, hydraulik z Warszawy. On na razie nie chce przerzucać całego wzrostu kosztów na klientów. – Czasy są ciężkie. Uważam, że nie można od razu zrzucać wszystkiego na klienta. Owszem, spodziewam się, że na jesieni wszystko zdrożeje. Nie ma innej opcji. Na razie u mnie dojazd to około 10 proc. wartości usługi, czyli 50 zł przy typowej naprawie - mówi WP.

Cen paliw, zwłaszcza diesla, pilnuje w napięciu kierowniczka piekarni w woj. warmińsko-mazurskim. Piekarnia rozwozi towar, a droższe paliwo zjada marżę na bułkach. Podstawowa bułka poznańska kosztuje tu 1,40 zł. - To produkt świeży, a nie wypiekany z zamrażanego ciasta jak w markecie - tłumaczy kierowniczka.

– Podnieść ceny, łatwo się mówi. Obawiamy się, że klienci przestaną kupować nasze bułki, a wybiorą te z dyskontów. To ryzyko, można wyłożyć całą firmę. Tu w regionie nikt nie podnosi cen, najpierw sami zaciskamy pasa, potem zobaczymy – relacjonuje.

Kobieta podkreśla, że pieczywo to szczególnie wrażliwy produkt dla konsumentów. Na podstawie cen bułek czy chleba klient wyrabia sobie opinię, czy dany sklep jest drogi, czy umiarkowanie tani. – Stąd nasza ostrożność. Ja uważam, że na razie nie podnosimy, ale prezes całej firmy może mi powiedzieć, że jednak w górę – tłumaczy rozmówczyni.

Droższy dojazd uderza w firmy i pracowników

– Usługi takie jak dowóz i odbiór pojazdu, podstawienie auta zastępczego czy holowanie stają się coraz mniej opłacalne, a przecież są standardowym elementem obsługi klienta. Część tych kosztów możemy przerzucić na zleceniodawcę, ale tylko w określonych sytuacjach. Reszta zostaje po naszej stronie - mówi mgr inż. Łukasz Szarama, szef serwisu Bosch Car Service "Szarama" w Otyniu w woj. lubuskim.

Ten przedsiębiorca wskazuje, że droższe paliwo zaczyna też wpływać na koszty pracy. – Pracownicy coraz częściej domagają się rekompensaty za droższy dojazd do pracy. To dodatkowy koszt w momencie, gdy i tak brakuje na rynku wykwalifikowanych fachowców. Rosną koszty działalności, a jednocześnie musimy utrzymać konkurencyjne warunki zatrudnienia, żeby nie stracić ludzi – mówi dalej Szarama.

Jak dowiaduje się WP, wielu właścicieli firm przewozowych podniosło ceny biletów już wiosną, podczas pierwszej fali wzrostów cen paliw w lutym i marcu. – Przewoźnicy kupują paliwo w cenie netto, bo rozliczają VAT. Późniejsze obniżki VAT na paliwa nie rozwiązały więc ich problemu w taki sposób, jak w przypadku kierowców indywidualnych – usłyszeliśmy od przewoźnika z trasy w woj. mazowieckim.

Wprowadzony przez rządzących pakiet zmian podatkowych miał złagodzić skutki wysokich cen paliw, ale dla firm transportowych kluczowy pozostawał koszt paliwa netto. Dlatego część przewoźników już wtedy zdecydowała się podnieść ceny biletów, kiedy diesel kosztował 7,60 zł za litr. Od przedsiębiorców z tej branży usłyszeliśmy, że trwają kalkulacje nowych cen, gdy paliwo dojdzie do 10 zł.

Ustawa o zyskach Orlenu pomoże? "Szczyt populizmu"

Kinga, właścicielka firmy produkującej czekoladę i wyroby cukiernicze w woj. mazowieckim, już wie, że będzie musiała podnieść ceny. – Po prostu muszę. Mleko w proszku zdrożało z 10 do 14-15 zł za kilogram – mówi. Jak wskazuje, wzrost cen surowca to efekt rosnących kosztów energii, przede wszystkim gazu.

– Za chwilę zdrożeje cukier, bo zaczyna się kampania buraczana. Rolnicy muszą zatankować kombajny, traktory i samochody ciężarowe, które wożą buraki cukrowe do cukrowni. Wiem, co będzie – dodaje właścicielka firmy.

Na wysokie ceny paliw rząd odpowiada m.in. pomysłem opodatkowania nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Potocznie mówi się o "ustawie o zyskach Orlenu". Zebrane w ten sposób pieniądze miałyby pomóc obniżyć ceny paliwa na stacjach. Dla przedsiębiorców, z którymi rozmawiamy, takie rozwiązania nie zmieniają jednak podstawowego problemu: koszty prowadzenia firmy rosną tu i teraz. – Dla każdego, kto siedzi w biznesie, to szczyt populizmu. Problem jest znacznie bardziej skomplikowany, niż się politykom wydaje. Nie wystarczy uchwalić ustawę i liczyć, że wyborca podziękuje za tańsze paliwo - mówi.

– Polska jest krajem zadłużonym po uszy i spętanym biurokracją. Jesteśmy właściwie już zajechani. Co z tego, że coś wypracuję, skoro zaraz muszę płacić kolejne koszty? Nie tędy droga. Firmy produkcyjne w UE powinny być noszone na rękach, bo niedługo nie będzie czym handlować przez paczkomaty, skoro nie będzie się produkować w Polsce - podsumowuje.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.