Serhij T. skazany za zabicie żony i dwóch córek. "Dopuścił się każdej z przypisanych mu zbrodni"
Serhij T.: powiedziałem, że to zrobiłem ja, bo nie widziałem sensu, by dalej żyć
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Serhij T. brutalnie zabił swoją żonę, a potem dwie małe córki. 42-latek chciał uciec, ale ostatecznie sam oddał się w ręce policji. Miał problemy z hazardem i długi, a żona miała o to pretensje. Jak to określił w śledztwie zabił, bo "chciał pozbyć się problemu".
Podczas procesu Serhij T. nie podtrzymał jednak swoich wcześniejszych zeznań. Na sali sądowej odtworzono filmy z eksperymentu procesowego z udziałem oskarżonego. Na nagraniach widać jak T. pokazywał, jak wyglądał dzień, w którym miał zabić żonę oraz dzieci. Potem wszystkiego się wyparł.
- Fakty mieszały się z pewnymi zdarzeniami nieprawdziwymi, czyli przebieg dnia mógł być prawdziwy, ale sam sposób zabójstwa on opisywał w sposób diametralnie różny od tego, co ustalili biegli. To też pokazuje, że on wiedzy na temat tego, jak przebiegało zabójstwo, nie miał. Mógł się domyślać, jak to wygląda. Nie wiem, jak było naprawdę - przekonywał mecenas Jacek Bigajczyk, obrońca.
Serhij T. na sali sądowej
Źródło zdjęcia: TVN24
"Mniej więcej rozumiałem jak zaochowywał się sprawca"
W mowach końcowych Serhij T. potwierdził, że początkowo się przyznał do zabójstwa. - Powiedziałem, że to zrobiłem ja, bo nie widziałem sensu, by dalej żyć - tłumaczył.
Jak dodał, po roku w areszcie zmienił swoje zeznania i - jak podkreślał - dopiero wtedy powiedział prawdę. - Kiedy moje dziewczyny były zabite, kilka razy wchodziłem do góry zobaczyć jak leżą. Mniej więcej rozumiałem jak zachowywał się sprawca, co zrobił, jak mógł wejść i wyjść. Pracowałem jako szef kuchni, mam wyobraźnię i mogłem odtworzyć sobie jak to wszystko mogło wyglądać - przekonywał. Jednocześnie wskazał jako zabójcę inną osobę i dziwił się, że nie pobrano od niego DNA
Jego obrońca wnosił uniewinnienie. Prokuratura domagała się kary dożywotniego więzienia za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Decyzją sądu oskarżony został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Może ubiegać się o zwolnienie nie wcześniej niż po 35 latach. Wyrok nie jest prawomocny. W uzasadnieniu sędzia podkreślił, że sąd ma kategoryczne przekonanie, że to oskarżony jest sprawcą zabójstwa.
Skazany na dożywocie
Do zbrodni doszło w listopadzie 2023 roku. Wówczas w jednym z domów w Puszczykowie śledczy znaleźli zwłoki kobiety oraz dwóch dziewczynek w wieku 4,5 lat i 1,5 roku. Dzieci pozbawiono życia ze szczególnym okrucieństwem. Po kilku dniach od śmierci kobiety i dzieci 42-letni wtedy Serhij T. sam zgłosił się do pracownika ochrony centrum handlowego w Poznaniu i oświadczył, że zabił swą żonę i dwie córki. Zatrzymała go policja.
Po zatrzymaniu Serhij T. opisał przebieg zdarzenia. Jak zeznawał, w dniu zabójstwa był pijany. Wcześniej pokłócił się z żoną, doszło do przepychanki. Ona poszła kąpać dzieci. Gdy żona i córki zasnęły, po godzinie, dwóch, poszedł na górę i udusił żonę i córki. Potem zszedł na dół. - Kiedy zobaczyłem to, co zrobiłem, zacząłem płakać – mówił. W momencie zbrodni w domu był jeszcze nastoletni syn kobiety z poprzedniego związku. Spał w swoim pokoju, na parterze. Oskarżony miał mu powiedzieć, że jego matka i siostry są w szpitalu. Po kilku dniach mężczyzna zadecydował, że odda się w ręce policji.
W pierwszej instancji proces również ruszył przed poznańskim sądem okręgowym. Było to 21 maja 2024 r. W marcu 2025 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Serhija T. na dożywocie. Apelacje od tego wyroku skierowała prokuratura, a także obrońca, który wskazał m.in. na udział w składzie sądu I instancji tzw. neosędziego. Wyrok wydał sędzia Daniel Jurkiewicz, były prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu i "neosędzia".
Pod koniec października 2025 r. sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Poznaniu i ograniczył rozpoznanie wyłącznie do tzw. bezwzględnej przesłanki odwoławczej, czyli udziału w składzie sędziego Jurkiewicza. Po naradzie sąd uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.
Sąd nie chciał, ale musiał, bo zarzut był "w pełni trafny"
Uzasadniając wyrok sądu apelacyjnego, przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Henryk Komisarski podkreślił, że zarzut dotyczący nieodpowiedniej obsady sądu "jest w pełni trafny". Zaznaczył jednak, że sąd " z wielkim ubolewaniem i żalem stwierdza, że w tak poważnej sprawie, gdzie doszło do zabójstwa trzech osób, sąd apelacyjny jest zmuszony uchylić zaskarżony wyrok, czego nie chciałby absolutnie czynić". - Mamy jednak do czynienia z bezwzględną przyczyną odwoławczą, nienależytym składem sądu i sąd apelacyjny nie miał wyboru, musiał taką decyzję podjąć, niestety. Rzecz w tym, że sędzia Daniel Jurkiewicz uzyskał nominację do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Okręgowego w Poznaniu na wniosek KRS, która w przekonaniu sądu apelacyjnego ukształtowana jest, w części tak zwanej sędziowskiej, niezgodnie z Konstytucją - podkreślił sędzia.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Dodał, że oczywiście "nie każdy sędzia powołany przez prezydenta RP do pełnienia urzędu sędziowskiego w różnych sądach na wniosek KRS ukształtowanej w taki sposób od 8 grudnia 2017 roku jest sędzią, którego udział w danym składzie skutkuje uznaniem nienależnej obsady i bezwzględnej przyczyny odwoławczej - tak nie jest". Po tym rozstrzygnięciu sędzia Komisarski stał się obiektem ataku niektórych mediów i obraźliwych wypowiedzi niektórych polityków.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.