"Prezydent nas staranował". Sędzia ujawnia kulisy spotkania z Nawrockim w Trybunale Konstytucyjnym
Anna Korwin-Piotrowska była gościem TVN24, gdzie przedstawiła swoją wersję wydarzeń związanych z zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Szczególną uwagę poświęciła wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w siedzibie TK. Jak relacjonowała, wcześniej uznała, że intencją głowy państwa jest opanowanie napiętej sytuacji przed budynkiem. Dlatego zdecydowała się na spotkanie.
"Prezydent nas staranował". Sędzia ujawnia kulisy spotkania z Nawrockim
- Uważałam, że intencją pana prezydenta jest zapanowanie nad tą sytuacją emocjonalną na zewnątrz Trybunału. Uznałam, że się spotkamy z panem prezydentem. W związku z tym kolumna pana prezydenta miała możliwość wjazdu na teren Trybunału. Wyszliśmy wszyscy przed boczne wejście, gdzie zawsze podjeżdżają samochody osób chronionych. Staliśmy przed drzwiami, w pewnym momencie dostrzegłam, że nadchodzi pan prezydent i szedł wśród wielu osób. Wygłosił stanowcze stwierdzenie, że idzie prezydent i dostrzegłam, że nie ma zamiaru się zatrzymać. Wręcz przeciwnie, z pewnością siebie i impetem starał się mnie staranować i całą grupę sędziów. Pierwsza próba staranowania mnie nie powiodła się, więc pan prezydent zaczął mnie odpychać rękami na bok - opowiadała sędzia na antenie TVN24.
Korwin-Piotrowska przekonywała, że prezydent nie był zainteresowany rozmową z sędziami. Według jej relacji po wejściu do budynku Nawrocki miał kwestionować ich status i prawo do przebywania w Trybunale.
- Nie było żadnej woli. Pan prezydent staranował nas, wszedł do holu, zaczął krzyczeć, że nie jesteśmy sędziami Trybunału, że nie mamy prawa tutaj przebywać i natychmiast wszyscy udali się schodami do góry. Nie było ze strony prezydenta woli, aby z nami porozmawiać - mówiła.
Sędzia podkreśliła też, że w sobotę, już po opadnięciu emocji po wydarzeniach z nocy, prezydent Nawrocki nie kontaktował się z nią.
Spięcie o klucze do gabinetów
Sędzia opowiedziała również o kolejnych wydarzeniach, do których doszło już wewnątrz budynku. Jak twierdziła, jedna z osób przedstawiających się jako pracownik Kancelarii Prezydenta próbowała uzyskać dostęp do kluczy.
- Osoba przedstawiająca się jako pracownik kancelarii zaczęła przeszukiwać klucze w miejscu, gdzie się je gromadzi. Uniemożliwiłam mu pobranie pliku kluczy. Powiedział mi, że nie jestem sędzią, że nie kieruję Trybunałem. Po chwili przyszedł asystent pana prezydenta, tak się przedstawił, wyrażał pretensje o to, dlaczego tutaj jestem. Jemu też nie pozwoliliśmy wejść - relacjonowała.
W budynku pojawił się też wiceprezes TK Bartłomiej Sochański. Korwin-Piotrowska opisała, że po dłuższej rozmowie zdecydowała się przekazać mu klucz do gabinetu.
- Po chwili przyszedł wiceprezes Sochański i zaczęliśmy rozmawiać na temat udostępnienia mu pokoju. Po dłuższej dyskusji, że porozmawiajmy, spotkajmy się, to stwierdziłam, że dam wiceprezesowi klucz do gabinetu. Było widać, że opada z sił i jest zmęczony. Prezes Sochański powiedział, że po chwili rozmowy zaprosi nas na spotkanie - mówiła.
Do porozumienia jednak nie doszło. Jak ujawniła sędzia, w gabinecie wiceprezesa znajdowali się również minister Marcin Bogucki oraz prezes Sądu Najwyższego.
- W gabinecie wiceprezesa przebywał minister Bogucki i prezes Sądu Najwyższego, ale nie mogło dojść do porozumienia o tyle, że mówił głównie minister Bogucki, informując nas co do swoich ocen prawnych, że nie jesteśmy sędziami Trybunału Konstytucyjnego, bo nie przyjęliśmy ślubowania wobec prezydenta - relacjonowała Korwin-Piotrowska.
Dlaczego wydano zarządzenie? Sędzia tłumaczy
W rozmowie z TVN24 Korwin-Piotrowska odniosła się także do decyzji dotyczącej zabezpieczenia budynku TK i powstrzymania pracowników od wykonywania obowiązków na miejscu. Jak tłumaczyła, powodem były wydarzenia przed siedzibą Trybunału, w tym uszkodzenie ogrodzenia.
- Wydanie tego zarządzenia wynika z sytuacji, która jest na zewnątrz Trybunału Konstytucyjnego, również przebiegu wydarzeń mających miejsce w nocy. Ogrodzenie Trybunału zostało uszkodzone i istnieje bardzo duże ryzyko, że demonstrujący, których prawo do demonstracji szanujemy - bo to jest zdobycz konstytucyjna - mogą wtargnąć do budynku - wyjaśniała.
Podkreśliła, że jej obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa osobom pracującym w Trybunale. - Powiem to z przykrością, że politycy eskalują ten konflikt. Przekształcają go w konflikt polityczny. Rozumiem emocje osób, które są na ulicy na Al. Szucha, ale jestem zobowiązana przepisami prawa, w tym Kodeksem Pracy, do zabezpieczenia Trybunału, aby to nie zagrażało zdrowiu i życiu pracowników - powiedziała.
Powołała się przy tym na art. 209² Kodeksu pracy, który - jak tłumaczyła - nakłada na nią określone obowiązki w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa zatrudnionych.
- Przepis art. 209 z indeksem 2 obliguje mnie do sytuacji, w której bezpieczeństwu pracowników zagraża sytuacja zewnętrzna, z jaką mamy do czynienia, zawiadomienie wszystkich pracowników o tej sytuacji i powstrzymanie ich od wykonywania pracy w tym miejscu. Dlatego wydałam takie zarządzenie i jesteśmy w kontakcie z pracownikami, którzy na moje zlecenie mogą przyjść tutaj i zapewnić funkcjonowanie Trybunału - wyjaśniała.
Korwin-Piotrowska zapowiedziała również bezpośredni kontakt z sędziami TK. Poinformowała, że zwołała zgromadzenie ogólne i zamierza zapewnić jego uczestnikom bezpieczne wejście do budynku.
- Będę kontaktować się z sędziami bezpośrednio. Zwołałam zgromadzenie ogólne, więc mają obowiązek przyjść na nie. Będzie zorganizowane bezpieczne wejście dla wszystkich sędziów na zgromadzenie-– zapowiedziała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.