W razie wojny będziemy musieli oddać auto na rzecz armii? Wojskowy tłumaczy, jak to działa

Opracowanie: Paweł Auguff Publikacja: Dzisiaj, 20 września (16:31)
Rosjanie kontynuują eskalację działań zbrojnych wymierzonych w Ukrainę. W ostatnich dniach Moskwa szczególnie zintensyfikowała uderzenia na zachodzie kraju, niebezpiecznie zbliżając się do granicy Polski. Choć perspektywa konfliktu z Rosją na terytorium Polski wciąż jest odległa, to należy brać pod uwagę różne scenariusze rozwoju sytuacji. Co w razie ogłoszenie stanu wojennego w Polsce? Okazuje się, że wojsko mogłoby wówczas zarekwirować cywilne auta. Decydować o tym może mechanizm świadczeń rzeczowych na rzecz obronności, który jest stałym elementem polskiego systemu prawnego.
Zdjęcie poglądowe /Shutterstock
Kwestie potencjalnego zarekwirowania auta przez mundurowych w obliczu konfliktu zbrojnego tłumaczy rzecznik Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, kpt. Michał Gełej. Podkreśla, że „takie sytuacje mogą dotyczyć systemowego gromadzenia zasobów informacyjnych, planowanych manewrów, a także zwalczania klęsk żywiołowych i likwidacji ich skutków”.
„Armia szuka pojazdów o konkretnej specyfikacji”
Kluczowym terminem jest tutaj ewidencja przedmiotów świadczeń rzeczowych, która służy wojsku do zachowania rozeznania w zasobach dostępnych na wypadek realnego konfliktu lub kryzysu - stwierdził, dodając, że „wbrew powszechnym obawom, nie mamy tutaj do czynienia z konfiskatą, czyli trwałym odebraniem mienia bez odszkodowania”.
Jest to raczej forma przymusowego najmu, realizowana w sytuacjach szczególnych. Armia najczęściej szuka pojazdów o konkretnej specyfikacji, które mogą wesprzeć logistykę lub transport w trudnym terenie - stwierdził rzecznik Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji.
Portal biznesinfo.pl, który opisuje sprawę, zwraca uwagę na to, że rejestracja auta w wojskowej bazie nie oznacza, że następnego dnia przed domem pojawi się oficer z kluczykami w dłoni. Powoduje natomiast, że na właściciela nałożone są konkretne obowiązki informacyjne. To m.in. konieczność powiadomienia organów o sprzedaży pojazdu, jak również jego trwałym uszkodzeniu.
Oznacza to, że cywilna mobilność staje się w momentach krytycznych „integralną częścią systemu obrony państwa”.
Rozporządzenie MON
Portal powołując się treść rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej wskazuje na istotną zmianę, jaka została wprowadzona w tym roku. Zarekwirowane może być 192 samochodów, 26 naczep oraz 15 maszyn. Warto zwrócić uwagę na to, że cztery razy więcej niż w poprzednim roku. Nie ma tu jednak mowy o tendencji wzrostowej, charakterystycznej dla symetrycznej reakcji na wzrost zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.
Biznesinfo.pl przypomina bowiem, że jeszcze w 2024 roku limit wynosił aż 570 pojazdów. Co więcej, decyzja o udostępnieniu pojazdów armii nie odbywa się na zasadzie: wojsko wydaje rozkaz, obywatel musi go wykonać. „Decyzja o przeznaczeniu samochodu na cele obronne wydawana jest przez organ administracji samorządowej – wójta, burmistrza lub prezydenta miasta” - pisze portal. Ale i wtedy posiadaczowi auta wytypowanego do zarekwirowania przysługuje odwołanie, na które ma 14 dni.
Choć w obliczu eskalacji konfliktu na Wschodzie może się wydawać, że perspektywa przekazania pojazdu na użytek armii zyskuje w skali prawdopodobieństwa, to należy pamiętać, że tego typu sytuację są rzadkością.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.