Świat ścigał widmo, Mengele spokojnie dożył swoich dni. Szokujące kulisy nieudanej obławy
Szwajcarska Federalna Służba Wywiadu udostępniła w internecie akta dotyczące Josefa Mengelego, niemieckiego zbrodniarza, lekarza SS, który w nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau przeprowadzał eksperymenty na więźniach, w tym na dzieciach. Opublikowane dokumenty liczą 217 stron.
Mit multimilionera z Paragwaju
Jednym z głównych elementów "legendy Mengelego" było przekonanie, że poszukiwany nazista żyje w absolutnym luksusie, chroniony przez potężne siły polityczne. W 1977 roku słynny łowca nazistów Simon Wiesenthal publicznie twierdził: "Mengele żyje jako multimilioner w Paragwaju i posiada obywatelstwo tego południowoamerykańskiego kraju".
Według tych samych doniesień, były lekarz SS miał podróżować po Paragwaju "z jednej niemieckiej kolonii do drugiej", nieustannie zmieniając miejsca pobytu i korzystając z sieci wpływowych popleczników. Taki obraz potężnego zbrodniarza, który kpi ze sprawiedliwości w otoczeniu ochroniarzy i luksusu, pobudzał wyobraźnię opinii publicznej i generował kolejne, coraz bardziej fantastyczne zgłoszenia.
Tajemniczy farmer w Irlandii i zamordowana piekarka w Argentynie
Rozgłos wokół poszukiwań sprawiał, że ludzie zaczęli dostrzegać Mengelego w każdym podejrzanie zachowującym się starszym mężczyźnie mówiącym po niemiecku. W 1985 roku do policji zgłosiła się kobieta, która zeznała, że latem 1980 lub 1981 roku spotkała na odludnej farmie w irlandzkim hrabstwie Wicklow starego człowieka podpisującego się nazwiskiem "Braendle".
Nie było żadnych dowodów na to, że mężczyzna z hrabstwa Wicklow to "Anioł Śmierci" z Auschwitz. Mimo to doniesienie potraktowano poważnie. Funkcjonariusz przyjmujący zgłoszenie zapisał w notatce: "Kobieta jest przekonana, że samotny stary farmer — nawet gdyby nie był Mengelem — jest poszukiwany przez policję".
Jak czytamy w aktach, równie sensacyjne i mroczne doniesienia napływały z Ameryki Południowej. Jeden z informatorów przekazał służbom mrożącą krew w żyłach, lecz zasłyszaną historię z argentyńskich miejscowości Esquel i San Carlos de Bariloche. Według tej opowieści, pewna niemiecka piekarka mieszkająca w Esquel miała rozpoznać w jednym z klientów Josefa Mengelego.
Niedługo po tym odkryciu kobieta została rzekomo zamordowana, co miało dowodzić, że zbrodniarz bezwzględnie likwiduje świadków. Weryfikacja tego tropu szybko jednak utknęła w martwym punkcie. Sam zgłaszający musiał przyznać w raporcie: "Dalsze szczegóły tego wydarzenia nie są mi osobiście znane". Chociaż policja oceniła, że informator działał w dobrej wierze i był uczciwy, samej historii o morderstwie piekarki nigdy nie udało się potwierdzić.
Szwajcarskie iluzje i "bujna wyobraźnia" świadków
Szwajcarskie akta obfitują w fałszywe alarmy z terytorium samego państwa Helwetów. Gdy tylko w prasie pojawiały się artykuły o ucieczce nazistów, natychmiast znajdowali się naoczni świadkowie.
W styczniu 1967 roku dwoje mieszkańców Lozanny zasygnalizowało obecność Mengelego na lokalnej wystawie budowlanej. Świadkowie byli przekonani, że widzieli starszego, niemieckojęzycznego mężczyznę, który idealnie pasował do rysopisu. Uruchomiono machinę śledczą. Szwajcarska policja przeprowadziła dochodzenie, które zakończyło się kompromitacją zgłaszających.
Ustalono, że podejrzanym "zbrodniarzem" był w rzeczywistości Friedrich Guillermo Prochelle – chilijski przemysłowiec, nie mający z Mengelem nic wspólnego. O jednym z kluczowych świadków, Philippie Rücklaenderze, oficer śledczy napisał z irytacją: "Ma bujną wyobraźnię i nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi do jego oświadczeń".
Nawet w połowie lat 80., kiedy (jak się później okazało) Mengele już od kilku lat nie żył, napływały kolejne zgłoszenia. W kwietniu 1985 roku pewien informator sam połączył kwestię lokowania paragwajskich pieniędzy w Szwajcarii z możliwością ukrywania tam nazisty. Wskazał konkretnego biznesmena o nazwisku Villiger i jego odosobnioną posiadłość.
Policja kantonu Zug podjęła dyskretną obserwację i sprawdzenie wskazanej osoby. Działania te skwitowano krótkim raportem: "Nie udało się stwierdzić, czy jakiś starszy mężczyzna — Mengele — wchodzi do domu rodziny i z niego wychodzi. W takiej obecności osoba ta nigdy dotąd nie była widziana we wsi".
Cena legendy
Fałszywe tropy z Lozanny, irlandzkich farm, argentyńskich piekarń czy szwajcarskich wsi nie były tylko nieszkodliwymi anegdotami. Każde takie zgłoszenie wymagało policyjnych środków, wymiany depesz dyplomatycznych i weryfikacji.
Jak pokazują zgromadzone materiały, przez dekady organy ścigania goniły za cieniem, zbudowanym z plotek, histerii i "bujnej wyobraźni" świadków. Mit Mengelego jako uchwytnego, podróżującego multimilionera okazał się niezwykle użyteczną zasłoną dymną. Podczas gdy służby całego świata analizowały opowieści o zmarłych piekarkach i paragwajskich fortunach, prawdziwy Josef Mengele spędzał ostatnie lata życia w Brazylii pod nazwiskiem Wolfganga Gerharda, gdzie zmarł podczas kąpieli w morzu w 1979 roku – całkowicie unikając sprawiedliwości.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.