Rzecznik Praw Dziecka pisała ustawy dla Ziobry. Ekspert mówi wprost

Profesor Sławomir Sowiński skomentował ustalenia Wirtualnej Polski dotyczące współpracy Rzecznik Praw Dziecka ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry. Ekspert zaleca ostrożność w ferowaniu wyroków. - Nie widzę niczego szczególnie złego w tym, że prawnik pisze ekspertyzy dla urzędników - ocenił politolog.
W piątek Wirtualna Polska ujawniła, że obecna Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak współpracowała w przeszłości ze Zbigniewem Ziobrą i poszukiwanym Marcinem Romanowskim. Prawniczka pisała dla nich projekty ustaw z pominięciem standardowego procesu legislacyjnego. O sprawę zapytano w programie "Newsroom WP" profesora Sławomira Sowińskiego z UKSW.
- Ja bym tu zachował daleko idącą ostrożność. Fakt, że politycy korzystają z usług, z pomocy różnego rodzaju ekspertów, także przy pisaniu ustaw, nie jest niczym nowym ani chyba jakoś szczególnie nagannym, bo i tak na końcu to politycy podpisują się pod tymi aktami - ocenił politolog.
- Trudno z dzisiejszej perspektywy oceniać fakt, że kilka lat temu, kiedy Zbigniew Ziobro czy pan Romanowski byli urzędnikami, zamawiali jakieś ekspertyzy. Nie widzę niczego szczególnie złego w tym, że prawnik czy jakiś inny ekspert po prostu pisze ekspertyzy dla urzędników, dla osób, które wtedy pełniły konkretny urząd - dodał ekspert.
Profesor Sowiński podkreślił, że przygotowujący opinie prawnik nie analizuje, gdzie dana osoba będzie znajdować się za kilka lat i z jakimi reperkusjami politycznymi będzie się to wiązać.
- Oczywiście dobrze, że dziennikarze swoją pracę wykonują w tej sprawie i prześwietlają polityków. Ale ja tutaj powiem szczerze, jakiegoś wielkiego problemu, na tyle, na ile tę sytuację widzę, nie widzę - podsumował ustalenia portalu.
Interwencja RPD i brak politycznych konsekwencji
- Nie mam wrażenia, żeby ta sytuacja jakoś bardzo głęboko ten lęk w tej chwili obudziła, tak głęboko, żeby doszło do jakiejś istotnej konsekwencji politycznej. Donald Tusk pokazał w gruncie rzeczy, że myśli w tej chwili bardzo pragmatycznie i nie będzie legitymizował niczego, co budziłoby w tym konserwatywnym sektorze jakiegoś lęku. Pamiętajmy, że mamy w koalicji rządzącej PSL, który też pilnuje tej konserwatywnej flanki - wyjaśnił politolog.
- Ta sprawa wymaga dogłębnego wyjaśnienia. Wszystkie zarzuty, zwłaszcza takie proceduralne, kto do kogo dzwonił, muszą być wyjaśnione, ale nie sądzę, żeby to się odbiło jakimś szerszym echem politycznym - skwitował profesor z UKSW.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.