Zapytał o szklankę wody, potem chwycił za nóż. Kulisy ataku w klasztorze w Jarosławiu

Opracowanie: Piotr Gądek Publikacja: Wczoraj, 24 września (21:46)
Świadkiem krwawego ataku w jarosławskim klasztorze, była pracująca tam 40-letnia Ukrainka. Jak opowiada, napastnik najpierw wszedł do kuchni, a gdy jeden z księży zwrócił mu uwagę, że tylko pracownicy mogą tam przebywać, mężczyzna chwycił za nóż i zaatakował. 31-letni Ukrainiec ranił w sumie pięć osób: jedna z nich zmarła.
Śledczy w miejscu ataku nożownika na terenie Jarosławskiego Opactwa przy ulicy Benedyktyńskiej w Jarosławiu. Fot. Piotr Polak. /PAP
Ukrainka Katia przyjechała do Jarosławia (woj. podkarpackie) wraz z synkiem, dziś 11-letnim, cztery lata temu. Wówczas w klasztorze funkcjonował ośrodek pomagający uchodźcom wojennym z Ukrainy. Większość już wyjechała na Zachód Europy albo wróciła do Ukrainy. Kobieta nie chce wracać, bo tam, gdzie mieszka, codziennie spadają rosyjskie bomby. Została w Jarosławiu, tak jak kilka innych osób, i dostała pracę w klasztorze.
Jak mówiła PAP, w opactwie zatrzymują się różne grupy osób z Ukrainy lub przyjeżdżają na różne wydarzenia organizowane przez siostry zakonne.
Chciał szklankę wody
Z jej relacji wynika, że w czwartek rano do klasztornej kuchni przyszedł mężczyzna, którego żadna ze znajdujących się tam osób nie znała. Chciał szklankę wody.
Kiedy jeden z księży zwrócił mu uwagę, że w kuchni mogą przebywać tylko pracownicy, wziął nóż i zaatakował księdza – powiedziała Katia.
Na pomoc przybiegły kolejne osoby, które 31-latek atakował. Według kobiety mężczyzna nie atakował w kościele.
40-latka przyznała, że ta tragedia może wpłynąć na stosunek Polaków do Ukraińców. Jak powiedziała, już w czwartek syn jej koleżanki, która również pracuje w klasztorze, usłyszał od rówieśników kilka przykrych słów.
Już zapowiedziałam swojemu synowi, że on nie pójdzie do szkoły przez kilka najbliższych dni – dodała.
Znicze przy klasztorze
Najbliższe otoczenie klasztoru jeszcze w czwartek późnym wieczorem było ogrodzone policyjną taśmą, a na miejscu pracowali technicy kryminalni.
Przy bramie klasztornej pojawiła się tablica z informacją, że modlitwa w intencji ofiar i poszkodowanych w jarosławskim opactwie zostanie odprawiona w jarosławskiej kolegiacie. Również wszystkie zaplanowane na czwartek nabożeństwa z klasztoru zostały przeniesione do kolegiaty.
Przy klasztorze palą się znicze, zbierają się osoby, które rozmawiają o wydarzeniach, które rozegrały się rano. Niektóre się modlą i wspominają księdza, który zmarł.
31-letni Ukrainiec zaatakował na terenie klasztoru w sumie pięć osób. Jeden z zaatakowanych księży zmarł. Dwie lżej ranne osoby zostały przetransportowane do szpitali w Przeworsku i Przemyślu. Jedna z nich, która była na leczeniu w przemyskim szpitalu, w czwartek wieczorem wróciła do klasztoru w Jarosławiu, czego świadkiem byli przebywający na miejscu dziennikarze.
Informację tę potwierdziła na wieczornym briefingu prokurator Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Dodała, że jest to ksiądz i będzie przesłuchany przez śledczych.
Jak powiedziała, dwie najciężej ranne osoby znajdują się w Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Najciężej poszkodowany pacjent przeszedł dwie operacje ratujące życie, a jego stan określono jako ciężki, lecz stabilny. Z kolei jeden z pokrzywdzonych duchownych opuścił już placówkę medyczną i powrócił do swojego miejsca zamieszkania – powiedziała prokurator.
Wcześniej pytana o tożsamość rannych, przedstawicielka przemyskiej prokuratury doprecyzowała, że wśród pięciu osób poszkodowanych trzy osoby były to osoby duchowne i dwie osoby świeckie, mężczyzna i kobieta.
Sprawca ataku zatrzymany
Sprawca ataku – obywatel Ukrainy – został zatrzymany. Po udzieleniu mu pomocy na szpitalnym oddziale ratunkowym przewieziono go do Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu. Mężczyzna w trakcie zdarzenia sam doznał obrażeń, m.in. dłoni. Przeprowadzone badanie alkomatem dało wynik 0,0 promila, a do dalszych analiz pobrano od niego krew na obecność środków odurzających.
Jak wynika z ustaleń śledczych, podejrzany wjechał do Polski w nocy z Niemiec i podróżował samochodem na przejście graniczne w Korczowej. Ta granica nie została przekroczona najprawdopodobniej z tego powodu, że było czasowe zamknięcie tego przejścia granicznego. Później wiemy, że z jakichś powodów udał się do Jarosławia – powiedziała prokurator.
Narzędziem napaści był nóż zabrany najprawdopodobniej z klasztornej kuchni. Śledczy na tym etapie nie znają motywów działania sprawcy. Decyzja o przeprowadzeniu przesłuchania i formalnych czynności procesowych zależy od opinii lekarzy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.