Tańczą z kośćmi bliskich i płacą za to majątek. Kulisy niezwykłego rytuału

Kiedy na Madagaskarze kończy się czerwiec, a natura daje odetchnąć mieszkańcom od ulewnych deszczy, wyspiarze wychodzą na spotkanie swoim bliskim. Nie jest to jednak beztroski czas przy wspólnym posiłku, lecz odwiedziny… zmarłych.
Środek madagaskarskiej zimy to okres Famadihany, czyli tzw. obrzędu przewijania zwłok. Co pięć lat Malgasze otwierają grobowce, wyjmują szczątki tych, którzy wyprzedzili ich w drodze do wieczności, i dumnym krokiem wyprowadzają je na światło dzienne.
Towarzyszą temu tańce, wspólny śpiew, a nawet uroczysta przemowa (kabary). W zamożniejszych rodzinach praktykowana jest zmiana całunu na nowy, a celebracja Famadihany może trwać nawet tyle, ile porządne góralskie wesele - trzy dni.
Funeralna biesiada i czyste kości przepustką do nieba
Famadihana to jedna z najstarszych malgalskich tradycji. Jest praktykowana głównie w środkowej części wyspy i ma służyć zarówno zmarłym, jak i żyjącym.
Malgasze przyjmują istnienie jedynego, wszechmocnego i wszechobecnego bóstwa - nie jest to jednak Bóg chrześcijański. Wierzą, że bóstwo jest dalekie i tylko zmarli, poprzez przejście ze świata ludzkiej egzystencji do egzystencji wyższej, mogą pośredniczyć w kontaktach z nim. A egzystencja wyższa to nic innego jak świat przodków (razana), którego zmarły staje się częścią.
Tak więc bliscy nieboszczyka organizują mu powtórny pogrzeb, aby za jego pośrednictwem zaskarbić sobie przychylność i pomoc bóstwa.
Famadihana jest również oddaniem czci i szacunku zmarłemu. Jego potomkowie oczyszczają szczątki, bo wierzą, że tylko tzw. "białe kości" są przepustką do nieba. Zabijają zebu, bydło domowe będące symbolem bogactwa, siły i kultury Madagaskaru. Następnie spożywają je w towarzystwie zaproszonych gości i lejącego się strumieniami rumu.
Na drugi pogrzeb tylko z pełnymi rękami
Pierwsza Famadihana odbywa się siedem lat po śmierci. Jeśli przez ten czas wybudowano nowy grobowiec, nieboszczyk zostaje do niego przeniesiony. W ceremonii bierze udział duża liczba gości, którzy mają za zadanie przyjść nie tylko w dobrym humorze, ale też z rękami pełnymi darów dla zmarłego.
Podarki trafiają ostatecznie do potomków głównego bohatera imprezy. Nic zatem dziwnego, że przy zapraszaniu najważniejszą zasadą jest - im więcej biesiadników, tym lepiej.
Warto dodać, że data ponownego pogrzebu nie jest przypadkowa. Rodzina czeka na nadprzyrodzony znak, np. pojawienie się przodka we śnie. Wówczas potomkowie konsultują się z wróżbiarzem (mpanandro) w celu ustalenia (wraz z astrologami!) najkorzystniejszej daty na otwarcie grobowca.
Na głównym planie, zaraz po zmarłym, są oczywiście jego krewni. Wróżbiarz wybiera dla nich kolor ubrań, wyróżniający ich spośród pozostałych uczestników, w którym tańczą i proszą swojego przodka o wstawiennictwo oraz wszelkie łaski. Zamiast smętnych jeremiad są tu wesołe okrzyki, a żal ustępuje miejsca radosnej zabawie.
I tak oto Malgasze wprowadzają w czyn to, w co wierzą i co od wieków przekazują z pokolenia na pokolenie: Zmarli nie umarli zupełnie, jeśli żyjący nie zapomnieli o nich (przysłowie malgalskie).
"Polityczny WF": Nowa zagrywka Tuska. Tak chce zgrillować prawicęINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.