PunchEPL: Man City players should throw medals away, says KeaneCNN TürkTrump imzaladı: 'Yapay zeka'nın adı artık buESPNPadres pummel Cubs behind Tatis' leadoff blast, King's no-hit bid in Game 1Bollywood HungamaVimal Elaichi row: FDA commissioner says Shah Rukh Khan, Ajay Devgn, and Tiger Shroff have responded to notice; two hearings held한겨레한화오션 하청노조 ‘원청 단체교섭’ 요구하며 고공농성 돌입InquirerPalace unaware of Liza Marcos-Manibela deal after strike appealUOLGlobo produz documentário sobre guerra de audiência dos domingos entre Gugu e FaustãoSözcüAvrupa doğal gaza bağımlılığını bitiriyor: Yeni sistemle çareyi buldularRTL Boulevard'Luchtkwaliteit kelderde dit jaar door bosbranden en hittegolven'Daily MailGreggs is to close four manufacturing sites costing 740 jobs, the bakery chain announcesTVN24Rośnie liczba protestujących w Hiszpanii. "Nie mamy gdzie mieszkać"ХабрКрон три дня писал «код 0» и ничего не делал: пять форм тихого отказа в автоматизации
The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, September 30, 2026

Sąd o sprawie dzieci z Białołęki. Mamy uzasadnienie decyzji

Translate
Monika Horna-Cieślak

Sprawa odebrania dzieci z Białołęki. TVN24 dotarła do uzasadnienia decyzji sądu rodzinnego

Źródło wideo: TVN24

Źródło zdj. gł.: Piotr Nowak/PAP

Sąd zdecydował, że nie było przesłanek uzasadniających umieszczenie dzieci w pieczy zastępczej - mówi Mariusz Jabłoński, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, komentując sprawę odebrania dzieci z Białołęki. TVN24 dotarła do uzasadnienia decyzji sądu. W dokumencie mowa jest między innymi o niepokoju związanym z osobistym zaangażowaniem w sytuację rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Materiał Anny Wilczyńskiej z magazynu "Polska i Świat".

Sprawa dotyczy wydarzenia z 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce. To wtedy rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak zauważyła scenę, która ją zaniepokoiła. - Jak każdy obywatel czekałam na przystanku autobusowym na autobus i byłam świadkiem tego, jak matka wyzywa dziecko od "k….", szarpie tym dzieckiem i jaka jest agresywna - relacjonowała w Polsacie. 

Inaczej sytuację przedstawia matka, która twierdzi, że wulgaryzmy były, ale skierowane w stronę rzeczniczki, a nie dziecka. Kobieta miała tłumaczyć, że zdenerwowała się po tym, jak dziecko wybiegło na ulicę. Sprawę jako pierwszy opisał portal zero.pl. 

Horna-Cieślak zaalarmowała o zdarzeniu służby. Policja sprawdziła sytuację rodziny i uznała, że nie dzieje się tam nic, co miałoby ich na tym etapie skłaniać do natychmiastowej interwencji. Sprawa trafiła następnie do sądu rodzinnego. Redakcja "Polska i Świat" TVN24 dotarła do uzasadnienia jego decyzji.

Uzasadnienie

Sąd zdecydował, by nie wydawać w trybie natychmiastowym zarządzeń dotyczących odebrania dzieci [w rodzinie wychowuje się dwójka dzieci w wieku 3 i 4 lata - red.] spod pieczy rodziców i zlecił w trybie pilnym kuratorowi przeprowadzenie w dniu następnym wywiadu środowiskowego w rodzinie na okoliczność aktualnej sytuacji opiekuńczo wychowawczej dzieci, a policję poprosi o kontrolę środowiska w tym i następnym dniu

czytamy w uzasadnieniu sądu, do którego dotarła TVN24.

Jak wynika z dokumentu, jeszcze tego samego dnia wieczorem Rzeczniczka Praw Dziecka dzwoniła do sądu, próbując przekonać, że dzieci z rodziny trzeba odebrać.

Sąd: nie było przesłanek do umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej

Dziennikarze TVN24 wielokrotnie próbowali skontaktować się z rzeczniczką z prośbą o komentarz, ale nie znalazła czasu na rozmowę. Tak tłumaczyła w Polsacie powody, dla których zaniepokoiła ją sytuacja rodziny: - Cały materiał dowodowy mówi o tym, że ta rodzina była już znana służbom. Była wcześniej procedura Niebieskiej Karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury domowe. 

Według sądu rodzinnego 15 sierpnia miało się odbyć spotkanie w Komendzie Stołecznej Policji, w którym wzięła udział Rzeczniczka. Policja wydała wobec rodziców zakaz zbliżania się do dzieci, a w efekcie dzieci trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Po weekendzie - 17 sierpnia sąd rodzinny ponownie ocenił sprawę. 

- Sąd zdecydował, że nie było przesłanek uzasadniających umieszczenie dzieci w pieczy zastępczej, dlatego zadecydował o tym, żeby dzieci wróciły do rodziców - mówi Mariusz Jabłoński, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. 

Sąd o "nagannym" zachowaniu matki

Sąd ocenia zachowanie matki jako "naganne", ale też uznaje, że życie i zdrowie dzieci nie było zagrożone. Zobowiązał rodziców do stałej współpracy z asystentem rodziny, kuratorem sądowym i przedszkolem małoletnich, a także nakazał ojcu podjęcie terapii psychologicznej ukierunkowanej na panowanie nad emocjami.

W dokumencie, do którego dotarliśmy, sąd pisze, że kryminalna przeszłość ojca jednego z dzieci nie ma wpływu na sytuację rodzinną, ale nie porusza wątku Niebieskiej Karty. Wiadomo, że taka procedura została uruchomiona co najmniej dwa razy. Z naszych informacji wynika, że sąd był tego świadomy.

Matka dzieci mówi, że Niebieska Karta została uruchomiona w czasach, gdy nie mieszkała jeszcze ze swoim obecnym partnerem i ojcem jednego z dzieci. - Niebieska Karta była u mnie z powodów mieszkaniowych, bo warunki mieszkaniowe były zbyt złe, żeby dzieci się tam wychowywały, rozwijały i przebywały - tłumaczyła w rozmowie z zero.pl.

Jak podkreśliła, było to, zanim zamieszkała z obecnym partnerem. - Mieszkałam w domu z babcią i z moim bratem. Tam nie było warunków, żeby dzieci się rozwijały - twierdzi matka dzieci. Przepisy mówią, że wszczęcie procedury Niebieskiej Karty ma miejsce w przypadku uzasadnionego podejrzenia stosowania przemocy domowej lub zgłoszenia dokonanego przez świadka przemocy domowej. 

- Same warunki mieszkaniowe nie są przesłanką, żeby uruchamiać procedurę Niebieskiej Karty, niemniej jednak warto pamiętać, że jedną z form przemocy jest zaniedbanie, szczególnie wobec osób, które są zależne wobec osoby, która stosuje przemoc. I wtedy możemy mówić, że warunki, w których żyją dzieci, nie pozwalają na ich prawidłowy rozwój - ocenia Justyna Antolak-Szymańska ze Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia". 

Czy to częsta praktyka? - Raczej nie zdarza się, by w procedurze Niebieskiej Karty chodziło tylko o warunki mieszkaniowe - odpowiada ekspertka. 

Sąd o "osobistym zaangażowaniu" rzeczniczki

W ocenie sądu "całokształt przebiegu zdarzeń, mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej wobec tej rodziny" oraz "machina państwowa i urzędowa została tu, zdaniem sądu, uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".

Niepokój sądu wzbudził osobisty udział RPD we wszystkich czynnościach. 

W konsekwencji Sąd żywi ogromne obawy, czy w sytuacji tak głębokiego, osobistego zaangażowania (…) oraz generowania tak potężnego nacisku na tę rodzinę, dalsza praca opiekuńczo-wychowawcza i terapeutyczna z nią będzie w ogóle skuteczna. Sąd realnie obawia się, że Ci prości, zagubieni ludzie, w starciu z tak potężną machiną urzędniczą oraz przy tak bezwzględnym, osobistym zaangażowaniu (...) zwyczajnie nie podołają nałożonym na nich obowiązkom

uzasadnia sąd.

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez RPD przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia w związku z interwencją na Białołęce. 

Do sprawy kilka dni temu włączyła się ministra do spraw równości i pełniąca funkcję Krajowego Koordynatora Realizacji Rządowego Programu Przeciwdziałania Przemocy Domowej Katarzyna Kotula. - Nie wiemy i nie chcę dzisiaj oceniać, czy działania rzeczniczki były adekwatne, natomiast chciałabym powiedzieć, że zawsze na przemoc trzeba reagować; mamy wszyscy ustawowy obowiązek reakcji na przemoc - oceniła Kotula.

View the original on TVN24 →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.