"Organizację ochlapało szambo". Rolnicy odwracają się od Kołodziejczaka
- Działacze Agrounii z całej Polski mówią w rozmowach z WP, że po aferze z taśmami ich ruch się skończył. Szyld jest dziś tak skompromitowany, że, jak przekonują, pod nim nic już dla rolników nie ugrają.
- Filip Pawlik, współzałożyciel Agrounii, przeprosił rolników za Kołodziejczaka już 7 sierpnia. Zapewnia, że nie wiedział wtedy o sprawach z nagrań, a gorzki wpis był reakcją na słowa byłego wiceministra o umowie UE–Mercosur.
- Rolnicy zapowiadają, że na zgliszczach Agrounii powstanie nowy ruch. Za początek końca uważają start Kołodziejczaka z list KO, a od kolejnego lidera oczekują "kręgosłupa moralnego".
Afera z Michałem Kołodziejczakiem wybuchła po tym, jak kilkanaście dni temu Kanał Zero opublikował taśmy obciążające byłego wiceministra rolnictwa. Nagrania dotyczą zażywania narkotyków, odurzania partnerek i przemocy wobec kobiet. Sprawa jest dziś szeroko komentowana w całym kraju, a zawieszony polityk Koalicji Obywatelskiej, który od wielu dni nie pokazuje się publicznie, stał się swoistym "człowiekiem-memem". Memów przybyło, gdy ogłosił, że przed skutkami afery będzie go bronił kontrowersyjny detektyw-celebryta Krzysztof Rutkowski.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
Wirtualna Polska zaprosiła Michała Kołodziejczaka do rozmowy. Do momentu publikacji tekstu nie odpowiedział.
Upadek Michała Kołodziejczaka to olbrzymi problem wizerunkowy dla Koalicji Obywatelskiej i premiera Donalda Tuska. To ten ostatni przyjął rolniczego działacza na listy i dał mu po wyborach stanowisko wiceministra. Po wybuchu narkotykowo-obyczajowej afery "sierotami" zostali jednak także rolnicy z całej Polski. To oni od 2018 r. tworzyli Agrounię i to oni wynieśli Kołodziejczaka na salony. Liczyli, że uda mu się coś dla branży w Warszawie ugrać.
Jeden z liderów Agrounii w województwie świętokrzyskim w rozmowie z WP nie kryje goryczy. Mówi, że czuje się przez Kołodziejczaka wykorzystany i jest przekonany, że Agrounia właśnie zakończyła swój żywot. – To logo jest teraz tak skompromitowane, że występując pod nim, nic już nie ugramy. Organizację ochlapało "szambo" – mówi rolnik. Podobne głosy słychać wśród innych działaczy Agrounii w całym kraju.
Szukał ludzi do zbioru cebuli. W komentarzach pytali o "kreskę"
Wirtualnej Polsce udało się namówić na rozmowę Filipa Pawlika. To on przez wiele lat był współliderem Agrounii, którą tworzył wraz z Kołodziejczakiem. Prowadzi on gospodarstwo specjalizujące się w uprawie warzyw w okolicach Środy Wielkopolskiej. Mężczyzna zgadza się porozmawiać z nami o przyszłości rolniczej formacji. Od razu zastrzega jednak, że nie chce komentować tego, co nazywa medialną nagonką na byłego wiceministra rolnictwa.
Filip Pawlik faktycznie przyznaje jednak, że Agrounia to projekt, który mocno ucierpiał przez ostatnie wydarzenia. Dlatego zastanawia się nad przyszłością formacji. Twierdzi, że choć dziś ewidentnie brakuje lidera prowadzącego rolników, to ma wątpliwości, czy w Polsce znaleźli się jeszcze rolnicy, którzy chcieliby się dalej jednoczyć pod szyldem "Agrounii".
– Jest ogromne rozczarowanie tym, w co zamienił się ten projekt przez działanie Michała. Ludzie kpią. Kpią nawet rolnicy. Podam przykład z życia – mówi WP Filip Pawlik. – Kilka dni temu na Facebooku swojego gospodarstwa szukałem pracowników na zbiory. Zamiast czytać zgłoszenia chętnych, musiałem kasować pod postem komentarze. Ktoś zapytał, czy na polu ludziom zbierającym cebulę będę dawał "po kresce". Autor tego wpisu nie był z miasta. Sprawdziłem jego profil i to był rolnik.
Pierwszy gwóźdź do trumny? Start z list Tuska
Zdaniem byłego współpracownika Michała Kołodziejczaka Agrounia na początku swojego istnienia, czyli w okolicach 2018 r., była czymś fajnym.
– Agrounia to oddolny ruch ambitnych rolników. Nie takich, którzy protestowali dla protestowania czy związkowych korzyści, tylko takich, którzy mieli konkretne postulaty do wprowadzenia w życie i walczyli o to, by były one realizowane przez rząd – mówi Filip Pawlik. – Z Kołodziejczakiem oraz innymi liderami naszych struktur w całej Polsce spędziliśmy setki godzin na protestach. Byliśmy w mediach, byliśmy pod marketami, organizowaliśmy różnego rodzaju happeningi. Jak trzeba było przywieźć warzywa, owoce, jaja do Warszawy, to się jechało raz rozdawać je mieszkańcom. Innego razu sypaliśmy zboże po ulicach miasta na znak naszego niezadowolenia z rządzących – dodaje.
Według słów Filipa Pawlika, takie działania sprawiły, że kilka lat temu o Agrounii usłyszał każdy Polak, a ówczesny rząd nie miał wyboru, musiał się z tą organizacją liczyć.
– To dzięki zaangażowaniu rolników, przedsiębiorców, liderów naszej organizacji twarz Michała stała się znana – komentuje Filip Pawlik.
Przed wyborami z 2023 r. Michał Kołodziejczak dostał propozycję startu do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej. Propozycję złożył mu sam Donald Tusk.
Zdaniem naszych rozmówców to mogło stać się pierwszym "gwoździem do trumny Agrounii". Jak przekonują, wielu rolników uznało pójście z Tuskiem za zdradę i odwróciło się wtedy od ruchu.
"Wierzyliśmy do końca"
– Najbardziej zaangażowani działacze zostali. Wierzyliśmy do końca. Michał miał w rządzie walczyć o nasze interesy i na początku musimy mu to oddać, faktycznie walczył – mówi rolnik spod Środy Wielkopolskiej. – (…) W pewnej chwili był naprawdę blisko tego, że sieci handlowe w Polsce zgodzą się na wprowadzenie prawa, które nakazywałoby im, by przynajmniej 50 proc. produktów pochodzenia rolniczego sprzedawanych w tych marketach pochodziło z Polski.
Negocjacji nie dokończono, bo Kołodziejczak podał się do dymisji. Nasz rozmówca zapisuje mu jeszcze na plus zmasowane kontrole żywności na granicy z Ukrainą, podczas których inspekcje wykrywały m.in. spleśniałe maliny.
– (…) Czy Kołodziejczak przysłużył się rolnikom, będąc wiceministrem w rządzie Tuska? Zdecydowanie tak! – twierdzi obecny lider Agrounii. To jednak ocena pierwszych miesięcy w ministerstwie. O późniejszym Kołodziejczaku Pawlik mówi już bez entuzjazmu.
Pawlik przyznaje, że pod koniec pracy w ministerstwie Kołodziejczak otaczał się nowymi doradcami, niekoniecznie fachowcami. Wkrótce potem niemal całkowicie stracił z nim kontakt, podobnie jak inni dawni współpracownicy. Dlatego, jak przekonują nasi rozmówcy z Agrounii, nie mieli jak zauważyć, co działo się wokół ich lidera.
Filip Pawlik z Michałem Kołodziejczakiem nie rozmawiał od roku. Na swoim byłym koledze postawił "symboliczny krzyżyk" dużo wcześniej, niż zrobiła to opinia publiczna w całej Polsce.
– Publicznie przeprosiłem za Michała już 7 sierpnia tego roku, publikując na Facebooku zdjęcie przy grobie śp. Andrzeja Leppera. Towarzyszył mu wpis – mówi Pawlik.
Wpis z 7 sierpnia faktycznie jest bardzo gorzki. Kołodziejczak nie jest tam wymieniony z nazwiska, ale jest niemal oczywiste, że post jest adresowany do niego. Filip Pawlik już wówczas sugeruje, że Agrounia się skończyła.
"Sześć lat ciężkiej społecznej pracy, organizacji strajków, happeningów, zebrań, wyjazdów, sądów, przesłuchań, wywiadów poszło jak kamień w wodę. Miała być reprezentacja i walka o nasze polskie rolnictwo z najwyższych politycznych pozycji, dając pełny mandat zaufanie jednej osobie. Jak widać, nie wszyscy nadają się do "rasowej" polityki, nie wszyscy potrafią utrzymać kręgosłup moralny. Dziś tym wszystkim rolnikom, konsumentom, którzy nam zaufali mówię: przepraszam! Za siebie również, bo nie potrafiłem "utrzymać" jednej osoby, która miała kontynuować politykę interesów polskiego rolnika"
- czytamy we wpisie Filipa Pawlika z 7 sierpnia.
Fragment o tym, że "nie wszyscy nadają się do »rasowej« polityki" i nie wszyscy potrafią "utrzymać kręgosłup moralny", po wybuchu afery Kołodziejczaka brzmi zupełnie inaczej niż w połowie wakacji.
Dlatego Filipa Pawlika jeszcze raz pytam, czy już wówczas wiedział o tym, że wokół lidera Agrounii może ciągnąć się "afera obyczajowo-narkotykowa". Nasz rozmówca zaprzecza. Twierdzi, że wpis był wywołany szokiem po tym, jak Kołodziejczak miał stwierdzić w jednym z wywiadów, że umowa UE-Mercosur i produkty rolne z krajów Mercosur nie zagrażają polskiemu rolnictwu.
– Dla opinii publicznej może to brzmieć banalnie, ale dla mnie, osoby, która ponad 6 lat poświęciła się pracy dla rolników, to już było jawne zaprzeczenie wszystkich ideałów, o które wspólnie wcześniej przez lata walczyliśmy. To ten wspomniany "kręgosłup moralny", który w przestrzeni politycznej został połamany – mówi współzałożyciel Agrounii.
– Jako człowiekowi życzę Michałowi jak najlepiej – kończy rozmowę Filip Pawlik.
Szyld spalony, lidera brak. Co po Agrounii?
Pozostaje pytanie: co dalej? Odpowiedzi nie mają nawet ci, którzy wciąż działają w Agrounii. Nikt nie mówi twardo "zmieniamy szyld i jedziemy dalej". Widać, że rolnicy aferę Michała Kołodziejczaka przeżyli naprawdę mocno. Wielu z nich będzie się zbierać po niej miesiącami. Zapewniają jednak, że kolejny rolniczy "ośrodek sprzeciwu" powstanie.
– To się musi stać, bo nasza branża naprawdę jest dziś w momencie, gdy albo się coś zmieni i przetrwamy, albo za 10 lat rolnictwa w Polsce wcale nie będzie – mówi jeden z działaczy Agrounii.
Inny dodaje: – Na zgliszczach Samoobrony wyrosła Agrounia, więc na jej zgliszczach musi wyrosnąć coś nowego. Obyśmy jednak tym razem wyciągnęli wnioski i na lidera wzięli kogoś z "kręgosłupem moralnym".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.