InquirerAngara visits South Cotabato’s Banga school a day after deadly shootingESPN DeportesLa Novena: Dodgers lustran su dinastía: 24 títulos divisionales y dominio históricoCNN TürkKasapoğlu: İzmir'de nadir hastalıklar ve otizm için uluslararası bir merkez hedefliyoruzESPNYanks' Boone 'not going to predict anything' as Judge (calf) returns to ILPunchVIDEO: Kanayo O. Kanayo pays tribute to Olu Jacobs, recalls his impact on NollywoodRTP DesportoSporting quer regressar às vitórias diante do Aroucaוואלהגבר בן 24 נפצע באירוע אלימות בטייבהThe Jerusalem Post'Zoti': Fun vibe in Tel Aviv - restaurant reviewComplete SportsEuromatch NPFL: Plateau Govt Buys Free Match Tickets For Supporters Ahead Of Shooting Stars ShowdownBBC عربيصبي كان لا يملك صوتاً، أصبح يساعد الآخرين على إيجاد أصواتهمTVN24Rolnik w środku miastaسكاي نيوز عربيةبمليارات الدولارات.. صفقة أميركية لحماية سماء أوكرانيا
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 19, 2026

Konfederacja. Nadzieja prawicy i rafy realnej polityki [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Choć Konfederacja Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena na dobre zagościła na sondażowym podium i jest dziś traktowana jako nieusuwalny składnik każdej przyszłej prawicowej koalicji, to pierwsze tygodnie nowego politycznego sezonu nie należą w jej przypadku do szczególnie udanych. Co więcej, zarówno afera Zondacrypto jak i fiasko rejestracji kandydata Konfederacji w przedterminowych wyborach w Krakowie pokazują głębsze, strukturalne wyzwania i bariery, które ograniczają ciągle drogę tej nowej nadziei polskiej prawicy do władzy i prawdziwej politycznej gry.

DLA CIEBIE

30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii

Dmowski i Smith w jednym stali domu?

Sprawa pierwsza, na którą warto zwrócić uwagę, to personalne, ale przede wszystkim ideowe napięcia między skrzydłem narodowym a wolnorynkowym Konfederacji. Fakt, że pod jednym prawicowym sztandarem udało się zgromadzić narodowców i gospodarczych liberałów, uczniów Romana Dmowskiego i Adama Smitha, interpretowany był przez lata - nie bez racji - jako przykład synergii, która stworzyła na polskiej scenie politycznej nową, ciekawą ideową jakość.

Jednak to, co świeżo, oryginalnie i ciekawie brzmi na papierze w politycznej retoryce nie zawsze potwierdza złożona polityczna praktyka. I taką właśnie kłopotliwą dla Konfederatów rzeczywistością polityczną okazała się afera związana z rynkiem kryptowalut.

Nie chodzi tu nawet o wizerunkowy kłopot z przelewem dla Fundacji posła Wiplera, ale problem znacznie szerszy. Konfederaccy narodowcy od Krzysztofa Bosaka na pierwszym miejscu swego credo stawiają bowiem narodową suwerenność, której oczywistym filarem jest także narodowa waluta. Konfederaccy zaś wolnorynkowcy z okolic Sławomira Mentzena, wierząc w wolny rynek i kreatywność jednostki, nieraz głosili pochwałę rozwijającego się w ostatnich latach rynku kryptowalut, który jest wszak suwerenności państwa narodowego oczywistym ograniczeniem. Większym jeszcze bodaj niż wspólna europejska waluta - euro.

Przez lata nie zwracaliśmy na tę sprzeczność szczególnej uwagi. Ale dziś, po wybuchu afery Zondacrypto, sprawa ta odbija się ideową czkawką, także Konfederatom. I stawia z całą ostrością pytanie, czy uczniowie Dmowskiego i Smitha będą mogli razem rządzić Polską, podejmując wspólnie i spójnie trudne decyzje dotyczące choćby polityki migracyjnej, służby zdrowia czy polityki socjalnej. A także pytanie zupełnie polityczne: czy możliwe jest skuteczne kierowanie partią w politycznym duecie, jaki próbują tworzyć dziś Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen?

Debiutanci czy (niedoświadczeni) nowicjusze?

Drugi istotny kłopot, czy kwadraturę koła, Konfederatów przypomniał opinii publicznej głośny epizod niezarejestrowania jej kandydata w przedterminowych wyborach prezydenckich w Krakowie.

Sam ten przypadek jest zapewne dość złożony. Niezależnie jednak od tego, stał się on politycznie głośny. Szeroka opinia publiczna otrzymała za jego sprawą komunikat, że pretendujące do władzy ważne środowisko polityczne - które chce wziąć odpowiedzialność za Polskę - nie potrafi przeprowadzić procedury rejestracyjnej, wymagającej zebrania w wielkim mieście 3 tys. podpisów. Sztuki, która udała się ośmiu innym komitetom wyborczym.

Za kilka miesięcy nikt nie będzie zapewne sprawy tej specjalnie rozpamiętywał. Niemniej jednak dobrze ilustruje ona szerszy dylemat, z którym za rok stanie przed urną jakaś część potencjalnych wyborców Konfederacji: czy można oddać Polskę w ręce polityków, którzy nigdy niczym jeszcze na poważnie nie rządzili i nie dźwigali ciężkiego brzemienia władzy.

Stawiając ten problem, nie można rzecz jasna deprecjonować potencjału politycznego debiutu i świeżości, który niesie dziś Konfederatów, ani sprzyjającego im rosnącegо zmęczenia duopolem PiS-KO, które dało przecież sukces Trzeciej Drodze w roku 2023. Rzecz jednak w tym, że aby popłynąć w kierunku poparcia przekraczającego 20 proc., czy trwale zdystansować PiS, musieliby Konfederaci uzupełnić swe polityczne portfolio o dowód na sprawność i doświadczenie w praktycznym rządzeniu.

A do tego prowadzą dwie tylko, bardzo ryzykowne polityczne drogi. Jedna to brać na pokład - jak u ich źródeł PiS i PO - polityków z władzą już obytych, ryzykując jednak tym samym kapitałem politycznej świeżości. Druga to sygnalizować gotowość współrządzenia z partiami już doświadczonymi, z podobnym jednak jak wyżej ryzykiem.

Rebelianci na salonach. A co z tą Unią, co z Rosją, co z AfD i co z Braunem?

Z tym wiąże się także Konfederatów kłopot trzeci, sprzeczność między rebeliancką czy antysystemową, by tak rzec, ich tożsamością, a drogą do wielkiej polityki, która wiedzie przez polityczny gabinet i salon.

Teoretycznie to problem pozorny. Każdy, kto śledzi bowiem polityczną drogę Krzysztofa Bosaka, rozpoznać w niej może niemal epicką historię młodego narodowca, który dzięki wytrwałości, pracy i samorozwojowi przeszedł imponującą drogę. Od Marszu Niepodległości i rozmaitych prawicowych zadym na salony polskiej polityki, na których może być dziś dla innych wzorem erudycji, elegancji i retorycznej zręczności. Podobną, choć może mniej spektakularną, drogą idą dziś na polityczne salony także Sławomir Mentzen i inni Konfederaci.

Problem, który tu sygnalizujemy, jest jednak realny. Niezależnie bowiem od ich marszu ku centrum, tożsamość i biografia Konfederatów po pierwsze silnie budowały się w oparciu o krytykę Unii Europejskiej, a po drugie, w różnych sprawach, splatały się z radykalizmem politycznym Grzegorza Brauna, którego legitymizowali przecież Konfederaci, tworząc z nim do roku 2025 jedną - przynajmniej formalnie - partię.

Stając zatem tu i teraz u wrót wielkiej polityki i odpowiedzialności za Polskę, stają też Konfederaci przed wielkim dylematem. Przepraszać się powoli z Unią Europejską i zrywać polityczne linki z prorosyjskimi kręgami wokół Grzegorza Brauna, ryzykując tym samym utratą wyrazistości, a może i części elektoratu? Czy też trwać w eurosceptycznym bastionie z widokiem na współpracę z Grzegorzem Braunem i niemiecką AfD, co w realiach geopolitycznych Polski, a zwłaszcza wobec zagrożenia ze strony Rosji, właściwie zamyka drogę do politycznego centrum? Nie mówiąc o salonach.

Od tego, czy i kiedy Konfederaci - trochę jak Giorgia Meloni - znajdą przynajmniej namiastkę rozwiązań tych dylematów, zależy w jakimś sensie przyszłość całej polskiej sceny politycznej.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.