PunchArmy sends 600 soldiers to India for trainingESPNWhat worked -- and what didn't -- in 12 NBA season debutsInquirerLOOK: Paolo Duterte files libel raps vs Matibag, GMAESPN DeportesMaxey y Sixers remontan 29 puntos para vencer a CavaliersBollywood HungamaZee Studios sets February 5, 2027 release for Omung Kumar’s Silaa, starring Harshvardhan RaneThe Jerusalem PostIDF soldier indicted for firing on Palestinian vehicle, seriously wounding 18-year-old womanDaily MaverickBHEKISISA: SA’s regulators are struggling to keep up with black market weight-loss jabsZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFVariety‘Big Boys Don’t Cry’ Review: Masculinity and Its Constructs Are Explored in a Revealing Docu-Fiction Study of Egyptian BodybuildersRolling StoneLos Tigres del Norte to Headline Voto Latino’s Rally in Texas Ahead of Midterm ElectionsSCMP ChinaWhat Beijing’s two-to-one shipbuilding lead means for the US in war over TaiwanThe Straits TimesSingapore needs 3,000 more volunteers by 2030 as roles expand
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 23, 2026

Polska idiokracja, czyli Andziaks narzeka na podatki [OPINIA]

Translate

Mówimy o osobie, która kupiła sztuczną dynię do dekoracji domu za niemal 10 tysięcy złotych. Która zapłaciła 200 tysięcy złotych za kwiaty na swoim weselu. Mówimy o osobie, która z bycia bogatą i szastania pieniędzmi na prawo i lewo zrobiła swoją markę osobistą. I właśnie ta osoba publicznie narzeka, że państwo zabiera jej za dużo pieniędzy.

Ale najlepsze dopiero przed nami.

DLA CIEBIE

Fiat na targach - przegląd modeli i nowości

Z publicznego rejestru wynika, że spółka Twinkle Candle, której właścicielką jest Andziaks, w latach 2023–2026 korzystała z pomocy publicznej o wykazanej łącznej wartości 399 300 złotych.

Nie były to dotacje w gotówce, lecz państwowe gwarancje Banku Gospodarstwa Krajowego, czyli publiczne zabezpieczenie finansowania przedsiębiorstwa. Ale to nadal forma wsparcia państwa, z którego usług podobno Andziaks nie korzysta.

I teraz robi się jeszcze ciekawiej.

W 2025 roku jej spółka osiągnęła 12,2 miliona złotych przychodów i niemal 2,85 miliona złotych zysku brutto. Wiecie, ile podatku od zysku wykazała w sprawozdaniu finansowym? Zaledwie 26 125 złotych. Niecały jeden procent! Rok wcześniej wykazała 572 tysiące złotych podatku. Skąd taka zmiana?

Jednym z możliwych wyjaśnień jest przejście na tzw. estoński CIT, czyli system pozwalający odroczyć opodatkowanie zysków zatrzymanych w spółce. Firma może więc zarabiać miliony, nie płacąc na bieżąco CIT od całego wypracowanego zysku. To też dobre narzędzie do dalszego obniżania podatków w dłuższym terminie. 

Właścicielka milionowego biznesu narzeka publicznie na gigantyczne podatki, podczas gdy jej firma wykazuje podatek dochodowy wynoszący zaledwie 0,9 proc. zysku brutto!

Kiedy państwo pomaga w finansowaniu biznesu, odracza i optymalizuje podatki, wszystko jest w porządku. Kiedy państwo oczekuje solidarnego finansowania wspólnych potrzeb, nagle okazuje się nieznośnym ciężarem.

Andziaks tłumaczy też, że nie korzysta z państwowych usług, bo leczy się prywatnie. Naprawdę?

A drogi, po których codziennie jeździ? A woda w jej kranie? A policja, straż pożarna, wojsko sądy, system prawny, szkoły, transport i cała infrastruktura, dzięki którym funkcjonują miasta, pracownicy, dostawcy i przedsiębiorstwa? Kto by kupował jej świeczki i oglądał jej idiotyzmy w sieci, gdyby nie państwo? Może niech szuka widzów i klientów w Dubaju, jeśli Polska tak bardzo jej ciąży.

Jeszcze bardziej absurdalny jest argument, że wysokie podatki bardziej bolą ludzi bogatych, bo oddają oni większe kwoty. W ekonomii istnieje coś takiego jak malejąca użyteczność krańcowa pieniądza.

Tysiąc złotych zabrany człowiekowi zarabiającemu cztery tysiące może oznaczać niezapłacony czynsz albo rezygnację z leczenia. Sto tysięcy podatku od czterystu tysięcy dochodu pozostawia trzysta tysięcy. Może gdyby Andziaks rzeczywiście płaciła sprawiedliwe podatki, następnym razem po prostu nie kupiłaby sztucznej dyni za równowartość niemal trzech minimalnych pensji na rękę?

I tutaj dochodzimy do jeszcze większego absurdu polskiego systemu podatkowego.

Sprzątaczka zatrudniona na etacie płaci podatki i obowiązkowe składki od swojej pracy. Nie może sobie wybrać estońskiego CIT-u. Nie może odroczyć płacenia podatków i dostać gwarancji państwa na kredyt. Czyja praca jest bardziej użyteczna dla społeczeństwa? Influencerki czy kogoś, kto sprawia, że nie toniemy w śmieciach? 

I właśnie dlatego uważam, że najwyższe dochody powinny być znacznie bardziej progresywnie opodatkowane. Trzeba ograniczyć przywileje podatkowe dostępne najbogatszym i przestać przerzucać ciężar utrzymywania państwa na zwykłych pracowników. Mogłoby to pomóc sfinansować lepszą ochronę zdrowia, edukację, mieszkania publiczne i usługi, z których korzysta całe społeczeństwo. I z których koniec końców korzysta też Andziaks.

Najbardziej przerażające jest coś innego. Andziaks jest symbolem kultury, w której można stać się niezwykle bogatym i popularnym przede wszystkim dzięki nieustannemu pokazywaniu własnej konsumpcji. Znana z tego, że jest znana i bogata. Z konsumpcji zrobiliśmy złotego cielca, a z influencerów jego kapłanów.

I przypomina się stare powiedzenie: tragedią naszego kraju nie jest to, że nie możemy nakarmić biednych, ale to, że bogaci nie mogą się nażreć.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.