Polska rajem dla oszustów. Waldemar Żurek ujawnia, co go spotkało
Rok temu pani Mirosława skorzystała z usług firmy budowlanej Mateusza M., który miał wykonać remont jej domu. Mężczyzna wziął za to około 70 tys. zł., zdemolował podwórko kobiety i zniknął. Ta relacjonuje, że początkowo na miejsce prac przyjeżdżało ok. 15 osób, ale z czasem było ich coraz mniej.
Pani Mirosława była jedną z ponad stu osób potraktowanych w podobny sposób przez Mateusza M. W reportażu "Raj dla oszustów" ujawniamy fragment rozmowy z jednym klientów, podczas której Mateusz M. w serii wulgaryzmów i gróźb domaga się zapłaty za pracę, która jeszcze nie została wykonana.
WIDEO: Polsat News Ujawnia. Reportaż "Raj dla oszustów"
Mimo wszystko prokuratura nie uznała, że Mateusz M. jest oszustem. Zapytana o to, jak się poczuła, gdy się o tym dowiedziała, pani Mirosława stwierdziła że czuje jakby to był "chory kraj".
- Panuje przyzwolenie dla takich ludzi, czyli oszustów, naciągaczy. To jest raj dla nich - stwierdziła.
Wykonawca okazał się oszustem. "Kazał przyjeżdżać pracownikom na godzinę, dwie i 'pościemniać'"
Inni bohaterowie reportażu to pani Małgorzata i jej mąż. Pięć lat temu postanowili zbudować dom, znaleźli firmę Marcina M. z Suchej Beskidzkiej, który miał zrealizować ich marzenie. Przekazali mu na ten cel oszczędności całego życia.
- Sprawiał wrażenie człowieka bardzo znającego się na rzeczy. No i termin miał dobry. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę - mówi pani Małgorzata w rozmowie z Janem Kasią.
Bardzo szybko okazało się, że Marcin M. wcale nie zamierza wywiązać się ze zlecenia, za które wziął pieniądze. Kobieta znalazła też inne osoby, które są się w takiej sytuacji jak ona. O tym, że padła ofiarą oszusta, zorientowała się po tygodniu.
ZOBACZ: Ilu mamy lekarzy-milionerów w Polsce? Pierwsze takie dziennikarskie śledztwo
- Jego pracownicy mi powiedzieli, że jest oszustem, że każe im przyjeżdżać na godzinę, dwie i "pościemniać". Jeździli po budowach. Zaczęłam szukać w internecie, ktoś założył forum, z którego dowiedziałam się o innych poszkodowanych. Wymienialiśmy się telefonami no i już mówiłam, że nie wierzę w nic. Jak już go podałam na policję, to wydzwaniał, pisał, że na pewno to zrobi, żebym tylko to wycofała, że on nie jest taki - wspomina.
Mimo zgłoszenia i przedstawienia listy osób oszukanych wraz z numerami telefonów do nich, prokurator odmówił wszczęcia postępowania. Sytuacja pani Małgorzaty wcale nie jest wyjątkiem. Bo mimo że prokurator wiedział, że Marcin M. najprawdopodobniej oszukał wiele osób, to i tak nie dopatrzył się oszustwa w jego działaniu. Cztery lata temu Marcin M. tak tłumaczył nam swoje postępowanie.
- To jest w trakcie wszystko. Problem był taki, że dość mocno choruję, no i firma się rozleciała. W zasadzie od kilku tygodni działamy tak, że zacząłem spłacać takie poważne kwoty. Część ugód już mam, jestem w trakcie zawierania kolejnych - przekonywał.
Zapytany o to, czy to się uda, odparł że "to nie może się nie udać".
- Temat jest prosty, ja mam za to sprawy karne, więc tutaj muszę to skończyć i nie ma innej opcji - dodał.
"Raj dla oszustów". Tylko 10 proc. aktów oskarżenia
Marcin M. do dziś nie poniósł konsekwencji. Pokrzywdzonych przez niego jest kilkadziesiąt osób. Wśród nich pani Małgorzata, która nie odzyskała od mężczyzny ani grosza. Dlaczego więc prokuratura nie była w stanie jej pomóc?
Dotarliśmy do statystyk z ostatnich trzech lat dotyczących skuteczności w ściganiu oszustów. W skali całego kraju prowadzono ponad pół miliona takich postępowań. Jednak zaledwie 10 proc. z nich zakończyło się skierowaniem aktu oskarżenia. W pozostałych przypadkach śledczy odmówili wszczęcia postępowania albo je umorzyli. W przeszło 200 tys. postępowań nie udało się ustalić sprawcy oszustwa.
ZOBACZ: "Nie mam czasu, Polska wzywa". Sejmowi rekordziści bez usprawiedliwienia
Jak przekazał prokurator Mateusz Nowak z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, ten odsetek jest bardzo niski, gdyż przestępstwo oszustwa jest trudne w udowodnieniu.
- Wynika to przede wszystkim z tego, że my musimy udowodnić sprawcy przestępstwa zamiar jego popełnienia, czyli od samego początku wiedzę i chęć popełnienia tego przestępstwa - tłumaczy.
- Trzeba udowodnić zamiar oszukańczy, trzeba udowodnić, że ktoś ma zamiar niewywiązania się z zobowiązania i doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Natomiast w każdym przypadku jest to inaczej oceniane - dodaje prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Sędzia Sądu Najwyższego prof. Włodzimierz Wróbel zwraca uwagę, że pojęcie oszustwa w prawie karnym różni się od jego potocznego rozumienia.
- Nie każde nadużycie czyjegoś zaufania, nie każde wprowadzenie w błąd, nie każda transakcja, która nam się wydaje niekorzystna, jest oszustwem. I tu często jest powód, dla którego wiele zgłoszeń związanych z oszustwami siłą rzeczy nie może prowadzić potem do aktu oskarżenia, bo to się nie mieści w znamionach. Oczywiście, można zadawać pytanie czy w takim razie przepis w Kodeksie karnym opisuje rzeczywistość. Ludzie domagają się sprawiedliwości, a jej nie otrzymują, bo prawo nie przewiduje sankcji karnych i odsyła na drogę postępowania cywilnego, czyli te środki przed sądem cywilnym są możliwe do realizacji. Czy skutecznie, czy nie, to jest inna sprawa - wyjaśnia prof. Wróbel.
Hodowcy drobiu stracili ok. 5 milionów. Nie wierzą w odzyskanie pieniędzy
Kolejnym przykładem jest grupa hodowców drobiu ze wschodniej Polski. Oni również najprawdopodobniej padli ofiarą oszustwa. Łączna wartość strat to ok. 5 mln zł. Przez brak zapłaty, wielu z nich nie może prowadzić swojej działalności.
- To bardzo dużo nas kosztowało łez, nerwów, obgryzionych paznokci, także nawet gdyby zapłacił, to się nie da cofnąć pewnych emocji, pewnych chwil i sytuacji, które potem następowały jedna po drugiej - stwierdza Marta Grabińska. Dodała, że nie wierzy w odzyskanie pieniędzy.
W tym przypadku prokurator wszczął postępowanie. Jednak na skierowanie aktu oskarżenia jest statystycznie zaledwie 10 proc. szans. Udaje nam się porozmawiać z właścicielem ubojni.
- Myślę, że dywagowanie, czy to jest przestępstwo, czy to jest oszustwo, do tego jest zamiar oszustwa? Trzeba udowodnić 286 (art. Kodeksu karnego - red), trzeba udowodnić zamiar oszustwa. Z góry powzięta, niejako zasadność, że chce się tego człowieka oszukać. Takiego czegoś nie było w żadnym momencie - odpiera zarzuty.
ZOBACZ: Sprawa Izy Zabłockiej pozostawała tajemnicą przez 15 lat. Czy wszystkich osądzono?
Jeżeli mężczyzna powie prokuraturze to samo, co powiedział Polsat News Ujawnia, to postępowanie w jego sprawie najprawdopodobniej zostanie umorzone. Nie sposób bowiem będzie udowodnić mu zamiaru oszukania kogokolwiek.
- Osoby, które są brane pod uwagę jako potencjalni sprawcy, to są osoby po pierwsze inteligentne, doświadczone i bezczelne. System jest taki, jaki jest. Trzeba komuś udowodnić winę. To nie jest tak, że ktoś z urzędu zostanie uznany za oszusta, bo nie wypełnił zobowiązania. My to musimy przeanalizować, jego sytuację na czas zawierania zobowiązania, na czas wzięcia tych środków, tego towaru - tłumaczy prok. Skiba.
- Niestety zdarza się tak, że my mamy podejrzenie. graniczące wręcz z pewnością, że dana osoba popełniła przestępstwo, ale my nie mamy dowodów, bądź te dowody są tak miałkie i słabe, że wiemy, że skierowanie aktu oskarżenia w sądzie, mówiąc kolokwialnie, polegnie. Dowody, które wskazują na popełnienie przestępstwa muszą być tak silne, żebyśmy zdecydowali się skierować akt oskarżenia, bądź też muszą tworzyć ciąg nierozerwalnych poszlak, które wskazywałyby, że jednak do tego przestępstwa po stronie danego sprawcy doszło - argumentuje prok. Nowak.
Minister Żurek padł ofiarą oszustwa. "Zostałem naciągnięty"
O działaniach państwa w walce z oszustami mówił nam szef resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek.
- Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale chciałbym to poznać, czy rzeczywiście prokuratorzy boją się wnosić takie akty oskarżenia, żeby sądy - jak to mówimy w żargonie - "nie strzeliły im gola". Jak udowodnić zamiar? Mamy zasady logicznego rozumowania, logika prawnicza jest na studiach podstawą. Nie będzie tak, że oszust się przyzna, że on miał taki zamiar. My musimy z okoliczności sprawy wnioskować, że on miał rzeczywiście taki zamiar. Musimy przejść na te zasady logiki prawniczej: jeżeli zrobiłeś to w taki sposób, to znaczy, że przewidywałeś wcześniej i o to ci chodziło. Czyli ten zamiar był w momencie, kiedy dokonywałeś tego, a nie był to przypadek - tłumaczy minister.
ZOBACZ: Ojciec Mai z Mławy: Ochrona zupełnie niewystarczająca
Działanie oszustów ma to do siebie, że każdy z nas, bez wyjątku, może stać się ich ofiarą. Minister Żurek opowiada nam również o swoich doświadczeniach sprzed kilku lat, w czasie, gdy był sędzią.
- Widzę w internecie przedmiot, który mnie interesuje, jest ciekawy, ma dobrą, rynkową cenę. Ten przedmiot kolekcjonerski jest w kręgu mojego zainteresowania, więc ja go kupuję przez internetowy portal, który służy do zakupów. Dostaję numer konta, komunikuję się z tym, który mi to oferuję, to jest żywy człowiek, nie jakiś bot. Wysyłam pieniądze, cisza. Mijają najpierw dni, później tygodnie, później już miesiące. Moje ponawiania do niczego nie prowadzą, składam doniesienie do prokuratury - mówił o swojej sprawie.
Po złożeniu zawiadomienia, osoba która miała wysłać Żurkowi wskazany przedmiot, wysłała mu trzy inne, bezwartościowe przedmioty, wyglądające jak "wyciągnięte ze złomowiska".
- W trakcie, kiedy już jest przesłuchiwana przez prokuraturę, ja dostaję tę paczkę, a później umorzenie sprawy, bo "coś dostałem". A ponieważ nie odpowiada to zawarciu umowy, polecono mi żebym "szedł" do postępowania cywilnego. Ja się odwołuję od tego do sądu i mówię: Nie o to chodzi, zupełnie - argumentował.
- Tu nie chodzi o proces cywilny, który mógłbym oczywiście wygrać i odzyskać te środki, dlatego że umiem się poruszać w postępowaniach cywilnych. Ale ja zostałem naciągnięty. Gdyby nie było postępowania karnego, pewnie nie dostałbym tych złomowanych przedmiotów, które od razu mogłem wyrzucić do śmieci. To było takie tworzenie alibi, "coś ci jednak wysłałem, tak naprawdę to nie dogadaliśmy tego... umowę źle zawarliśmy...". Nie, to było ewidentnie wyłudzenie, ten człowiek, który wyłudzał, był przygotowany na takie działanie. Widać, że przetestował to na wielu. Co więcej, sąd powiedział: Idźcie do postępowania cywilnego i podtrzymał umorzenie - wskazywał.
Na koniec minister stwierdził, że "system w Polsce nie działa, on po prostu premiuje oszustów". - Nikt mnie nawet nie przesłuchał jako potencjalnego pokrzywdzonego, żebym mógł opowiedzieć i pokazać: Patrzcie, mam zdjęcie, to kupowałem, w trakcie postępowania karnego dostałem zupełnie inne przedmioty - zakończył Żurek.
Polsat News Ujawnia. "Miesięcznie spłaca po 50 zł długu"
Problem z oszustwami jest więc widoczny gołym okiem i z każdej perspektywy. A jeśli nawet uda się kogoś prawomocnie skazać, to naprawienie szkód materialnych, wyrządzonych przez oszusta, właściwie się nie zdarza.
- Cały problem polega na tym, że często pieniądze które są uzyskiwane przez sprawcę, przez oszusta, mówimy o masowym oszuście. On po pierwsze, musi z czegoś żyć, po drugie te pieniądze są po to, żeby je szybko wydać, ewentualnie szybko gdzieś ukryć. Natomiast uwiarygadniać też trzeba swoje działania wobec innych pokrzywdzonych pokazując, że "jestem bogaty, mam pieniądze, jestem wypłacalny". Tak naprawdę, te pieniądze są "zjadane" w trakcie popełniania innych przestępstw, na rzecz innych osób i tak naprawdę to stałe źródło zarobku, funkcjonowania i utrzymania na bardzo wysokim poziomie - mówił o problemach ze ściganiem oszustów prok. Skiba.
Dopytywany przez Jana Kasię o to, dlaczego sądy nie wykorzystują możliwości zabezpieczania majątków, Skiba odpowiedział, że problemem jest to, że nie mają one majątku lub jest on ukryty.
ZOBACZ: Policjanci nie planowali zatrzymać Katarzyny G. Nastąpił nagły zwrot
O nieskuteczności wymiaru sprawiedliwości wobec oszustów, opowiada również historia pana Józefa z Krakowa, który walczył w sądach o swoje pieniądze z nieuczciwym inwestorem przez ponad 10 lat i wygrał. Oszust Andrzej W., z którym pan Józef podpisał umowę o roboty budowlane, został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz otrzymał obowiązek naprawienia szkody w całości. Z tego obowiązku wywiązał się w dość osobliwy sposób. Jolanta Kasicka, żona pana Józefa tłumaczyła, że skazany zaczął spłacać po 50 zł.
- Przyszły mi jakieś pieniądze z sądu z Krakowa, z jakiejś masy upadłościowej, przyszło 20 czy 21 tysięcy i od tego momentu przychodziło mi po 50 zł co miesiąc - mówił pan Józef.
W związku z takim obrotem spraw pan Józef wystąpił o odwieszenie wyroku oszustowi. Sąd Okręgowy w Krakowie jednak ten wniosek odrzucił - jak przekazał rzecznik Maciej Czajka stwierdzono, że skazany nie uchyla się od wykonywania tego obowiązku.
- Obowiązek naprawienia szkody jest przez niego wykonywany, rzeczywiście w niewielkim zakresie, ale to wynika z tego faktu, jak sąd ustalił na posiedzeniu, że faktycznie nie ma możliwości wykonywania go w większym wymiarze. Więc sąd przyjął, że nie uchyla się od wykonania tego wyroku i dlatego taka decyzja zapadła - argumentował sędzia Czajka.
Reportaż Polsat News Ujawnia. Żurek obiecuje zareagować
Waldemar Żurek obiecał nam baczniej przyjrzeć się skuteczności w ściganiu oszustw, a w razie potrzeby dokonać zmian, które pozwolą skuteczniej ścigać sprawców.
- Mam Departament Prawa Karnego w ministerstwie, mam też Komisję Kodyfikacyjną ds. Prawa Karnego, więc możemy się umówić, że zainspirowany tym pana programem przyjrzę się temu. Rzeczywiście, mam dużo takich tematów, które krok po kroku rozwiązujemy i później one przynoszą pozytywny efekt - zapewnił.
ZOBACZ: "Wiesz, mój tata zabił mamę". Skala przemocy domowej w Polsce poraża
- W tym przypadku, którego sam doświadczyłem wiele lat temu, to według mnie praktyka była zła. Wystarczyło wysłuchać mnie, zobaczyć ten przedmiot, który ja kupiłem, zrobić oględziny z tych przedmiotów, które dostałem i zapytać tego człowieka, który mi je wcisnął: "Czy miałeś ten przedmiot, który był na zdjęciu opisany? Jeżeli go nie miałeś, bądź się go pozbyłeś, to ty chciałeś wyłudzić pieniądze od tego człowieka". To było takie proste, a jednak nikt tego nie wykonał wtedy - podsumował.
Prokuratorzy wskazują przyczynę problemu. Żurek: Musimy to ruszyć
Piotr Antoni Skiba zapewnił, że przed rozmową z "PNU" rozmawiał z prokuratorami o problemach z oszustami.
- Wszyscy śledczy powiedzieli, że przepisy innych ustaw niż prawo karne, niż procedura karna, z których my korzystamy, nie nadążają za pomysłowością i zmieniającym się światem - relacjonował.
Przypomnijmy - w ostatnich trzech latach wszczęto ponad pół miliona postępowań dotyczących oszustw. Zaledwie dziesięć procent z nich skończyło się aktem oskarżenia.
- Myślę, że musimy to ruszyć, bo skala tego jest bardzo duża i rzeczywiście z tego co wiem, wzrasta. Obiecuję państwu, że to będzie kolejna rzecz, którą postawię sobie jako cel do załatwienia - składa obietnicę minister Żurek.
Będziemy bacznie przyglądać się działaniom rządzących. Miejmy nadzieję, że uda się doprowadzić do poprawienia sytuacji osób dotkniętych przestępstwem oszustwa. Że nie będzie w przyszłości dochodzić do sytuacji tak kuriozalnych jak ta sprzed 6 lat, na Śląsku. Oszust – Wojciech C. wyłudzał wówczas z wypożyczalni sprzęt budowlany a następnie sprzedawał go w lombardach. Żył z tego procederu przez wiele lat. Aż do momentu, kiedy pewnego dnia został schwytany. Nie przez rzekomo szukającą go policję, ale przez osoby przez niego pokrzywdzone.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.