Pobili się w parlamencie. Mamy nagranie z Armenii

W czwartek w armeńskim parlamencie doszło do bójki między przedstawicielami partii rządzącej a opozycją. Politycy rzucili się na siebie z pięściami, w ruch poszły nawet krzesła. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia. Całe zdarzenie zarejestrowały kamery transmitujące obrady.
W czwartek obrady Zgromadzenia Narodowego Armenii przerodziły się w bójkę między politykami rządzącej partii premiera Nikola Paszyniana (Umowa Obywatelska) a przedstawicielami opozycji.
Jak informuje armeński portal NEWS.am, do awantury doszło podczas debaty dotyczącej powołania nowego członka instytucji odpowiedzialnej za kontrolę finansów publicznych.
Konflikt rozpoczął się podczas wystąpienia Tarona Czachojana z rządzącej partii. Polityk odpowiedział na oskarżenia o korupcję wysuwane przez opozycję, zarzucając jej przedstawicielom hipokryzję. Deputowany z imienia i nazwiska wymieniał polityków opozycji i ich wykroczenia związane z korupcją i przywłaszczaniem dóbr publicznych.
Na nagraniach z obrad widać, jak politycy szarpią się, uderzają pięściami i kopią. Według NEWS.am wicemarszałek parlamentu Wahagn Aleksanian rzucił krzesłem w kierunku przedstawicieli opozycji. W wyniku starcia ucierpieli politycy Silnej Armenii. Jeden z nich krwawił z nosa, inny miał podarte ubranie.
Armenpress podał, że po zdarzeniu marszałek parlamentu skomentował sytuację. "Zdecydowanie potępiam zachowanie lidera frakcji Silna Armenia. Przypomnę, że obraził on posła przemawiającego z mównicy, a następnie wstał ze swojego miejsca, by go uderzyć. Zdecydowanie potępiam posła frakcji Silna Armenia Garnika Davtyana, którego pierwszy cios wywołał bójkę – powiedział Ruben Rubinyan.
Transmisja z parlamentu została wstrzymana, a narady odroczone na 10 minut. Potem posiedzenie odbyło się zgodnie z porządkiem obrad. Nie zakończyło to konfliktu. Według lokalnych mediów bójka przeniosła się na korytarz parlamentu, gdzie deputowani nadal się przepychali i wykrzykiwali pod swoim adresem obelgi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.