To on miał wysadzić Nord Stream. Prawnik zatrzymanego w Chorwacji Ukraińca zabrał głos

Opracowanie: Paweł Auguff Publikacja: Dzisiaj, 19 sierpnia (18:17)
Obrońca Wołodymyra Żurawlowa w polskim procesie mec. Tymoteusz Paprocki potwierdził w rozmowie z PAP, że zatrzymany w Chorwacji Ukrainiec, podejrzany w sprawie wysadzenia Nord Stream, to jego klient. Zdementował też plotki, że obywatel Ukrainy przebywał w tym kraju na wakacjach. „Mogę potwierdzić, że w dniu dzisiejszym mój klient w procesie w Polsce został zatrzymany w Chorwacji. Nie znam powodów, dla których tam się udał, ale zakładam, że musiały być one istotne i ważne” - powiedział prawnik.
Policja - zdj. ilustracyjne /Shutterstock
Prawnik Wołodymra Żurawlowa: Mój klient wiedział, jakie są konsekwencje ENA
Podkreślił, że jego klient wiedział, jakie są konsekwencje tego, że „europejski nakaz aresztowania dalej funkcjonuje i o ile w Polsce był jak najbardziej bezpieczny przed zarzutami i potencjalnym procesem ze strony Niemiec, o tyle w innych krajach europejskich, ENA był aktualny”.
Mogę zdementować plotki, które pojawiły się w przestrzeni, że przebywał (w Chorwacji - red.) na wakacjach. Nie jest to prawda. Jego rodzina przebywa w Polsce i również była zaskoczona faktem jego zatrzymania - dodał.
Chorwacja wyda go Niemcom?
Mec. Paprocki wyjaśnił też, że z prawnego punktu widzenia oznacza to, „że sąd chorwacki, mając na uwadze przepisy dotyczące ENA, jak również chorwackiego prawa krajowego”, będzie oceniał prawną dopuszczalność wydania Wołodymyra Żurawlowa do Niemiec.
Będzie to bardzo ciekawa i unikatowa sytuacja dotycząca procesu chorwackiego. Dlatego, że europejski nakaz aresztowania jest oparty na tych samych podstawach, które były rok temu, a zatem w sytuacji, w której sąd Polski mając na uwadze normy prawa, przede wszystkim międzynarodowego, orzekł o prawnej niedopuszczalności (ekstradycji Żurawlowa - red.). Mamy do czynienia z sytuacją, w której dwa sądy różnych krajów europejskich będą oceniały tę samą sytuację, na podstawie tych samych przesłanek - ocenił mec. Paprocki.
Zaznaczył, że nie będzie oceniał decyzji o wyjeździe jego klienta z Polski, czyli miejsca dla niego bezpiecznego. Natomiast z prawnego punktu widzenia tworzy to kolejny rozdział zmagań Wołodymyra z państwem niemieckim w kontekście zarzutów, które są wobec niego kierowane - dodał.
Wołodymyr Żurawlow był poszukiwany ENA
Prokuratura federalna Niemiec poinformowała, że w środę, w mieście Pula na zachodzie Chorwacji, został zatrzymany Ukrainiec podejrzany ws. wysadzenia gazociągów Nord Stream. To Wołodymyr Żurawlow, którego wydania niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości odmówił w październiku 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie, uchylając mu areszt i nakazując niezwłoczne zwolnienie go.
Mężczyzna był poszukiwany ENA wydanym przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe w związku z podejrzeniem sabotażu oraz zniszczenia Nord Stream. Zatrzymano go w końcu września 2025 roku w Polsce. Z kolei w lipcu niemiecka prokuratura federalna wniosła natomiast akt oskarżenia przeciwko Serhijowi K., obywatelowi Ukrainy, który podejrzany jest o przewodzenie grupie odpowiedzialnej za wysadzenie Nord Stream we wrześniu 2022 roku.
Serhij K., były wojskowy, został aresztowany w sierpniu 2025 roku we Włoszech, gdzie przebywał na wakacjach z rodziną. Twierdzi, że nie miał nic wspólnego z atakiem na gazociąg i że w czasie, gdy do niego doszło, przebywał w Ukrainie. Od czasu aresztowania przebywał w więzieniu we włoskiej Ferrarze, gdzie przez 11 dni prowadził strajk głodowy. Pod koniec listopada 2025 roku K. został przekazany stronie niemieckiej i osadzony w areszcie.
Eksplozje gazociągu Nord Stream
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 roku (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie) na głębokości około 80 metrów, na dnie Morza Bałtyckiego. Żurawlow twierdzi, że nie miał nic wspólnego z atakiem i że w czasie, gdy do niego doszło, przebywał w Ukrainie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.