The Jerusalem PostUnwanted endorsement: Political ad causes uproar at Jerusalem's Lev Academic Center - opinionPunchTope Alabi threatens legal action over Toluwanisings’ death claimsCNN TürkSavaşta sona doğru mu? İkinci perdede Trump'tan kritik adım!Daily MaverickResponse to sardine mortality must be grounded in science and evidenceESPNUpsets and chaos reign supreme in college football's Week 8한겨레잠수교, 50년만에 보행전용교로…26일 0시부터 차량 통행 금지ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFCumhuriyetRAMS Park'a gidecek mi? Aziz Yıldırım, derbi için kararını verdiRapplerWhat schools will do amid intense heat during El NiñoTRT HaberTürkçülük fikrinin mimarı: Ziya GökalpCNN بالعربيةمن يقطينتين إلى 400.. كيف حوّل هذا الرجل منزله إلى مزار للهالوين؟Lenta.ruБывший военный предрек поражение Зеленскому
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 25, 2026

Między dronami a bubble tea. "Kiedy syn idzie do szkoły, jestem jak kontroler ruchu na lotnisku"

Translate

Kiedy Nazar wychodzi z domu, Mariczka śledzi w telefonie ruch dronów nad stolicą. Lekcje odbywają się w schronach, a powroty do domu są planowane niczym operacje specjalne. Życie w Kijowie coraz bardziej przypomina codzienność strefy przyfrontowej. Przed najcięższą zimą część mieszkańców opuszcza stolicę. Inni decydują się zostać, choć płacą za to wysoką cenę.

Dochodziła dziewiąta, kiedy na smartfonie pojawił się komunikat: alarm przeciwlotniczy odwołany. Jechor złapał plecak i wyszedł z domu. Śpieszył się. Chciał dotrzeć do szkoły, zanim zacznie się kolejny alarm.

Ale syreny zawyły gdzieś w połowie drogi. Jechor przyśpieszył kroku. Wchodząc na szkolny dziedziniec, nagle usłyszał buczenie. Jakby nad głową przelatywał samolot. Potem świst. Chwilę później na niebie pojawił się czarny trójkąt.

Spadał prosto na szkołę. Z oszałamiającą prędkością.

W szkole właśnie dobiegała końca pierwsza lekcja. Dzieci, które zdążyły dotrzeć przed rozpoczęciem alarmu, teraz zeszły do schronu, gdzie nauczyciele kontynuowali zajęcia.

WIDEO

Atak na most w Kijowie. Rosja uderzyła, gdy był spory ruch. Nagranie:

Ludmyła Samojlenko prowadziła tam lekcję historii dla dziewiątej klasy, kiedy rozległ się huk i całym budynkiem zatrzęsło. Chwilę później zgasło światło i pomieszczenie spowiła ciemność. Ludmyła próbowała zachować zimną krew, ale część dzieci wybuchła płaczem. Inne świeciły latarkami telefonów, by rozświetlić mrok piwnicy. Próbowały dodzwonić się do rodziców.

Coraz mocniej czuć było swąd spalenizny.

– Wtedy ktoś wszedł do klasy i powiedział, że musimy natychmiast opuścić schron – mówi Ludmyła.

Nad szkołą unosił się czarny dym. Wokół stały wozy strażackie. Ratownicy szybko wyprowadzali kolejne klasy ze schronu. Drony nadal krążyły nad Kijowem. W każdej chwili mogło dojść do powtórnego ataku – to stała taktyka Rosji.

– Tego dnia niewiele zabrakło do tragedii – myśli teraz Ludmyła.

Kijów pod ostrzałem
Dzieciństwo w ostrzeliwanym Kijówie © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Rozminowanie po tym, jak Rosjanie trafili w magazyn amunicji pod Kijowem © WP | Maciej Stanik

Rosyjski dron odrzutowy Gerań-4 uderzył między drugim a trzecim piętrem. Przebił ścianę, ale tylko cudem nie eksplodował. Głowica wyposażona w 50-kilogramowy ładunek wybuchowy utknęła na szkolnym korytarzu.

– Gdyby wybuchła, zmiotłoby połowę budynku – mówi Ludmyła.

Nikt ze 104 uczniów i 60 pracowników szkoły nie ucierpiał. Skończyło się na strachu. Jednak wielu mieszkańców Kijowa odebrało atak na szkołę nr 12 jako przekroczenie czerwonej linii.

W przeszłości Rosjanie wielokrotnie atakowali szkoły i przedszkola. Ale nigdy w Kijowie i podczas godzin lekcyjnych, kiedy w środku były dzieci. Dla mieszkańców ukraińskiej stolicy był to wyraźny sygnał: Rosja zdjęła wszelkie ograniczenia. Nadchodząca zima nie będzie po prostu "najtrudniejszą". Ona otworzy nowy etap – wojny totalnej przeciwko cywilom.

Rodziny z dziećmi stanęły przed dylematem: zostać, mierząc się z ryzykiem śmierci, lub wyjechać, porzucając dom i dotychczasowe życie.

Kijów pod ostrzałem
Zniszczone centrum handlowe obok metra Łukjaniwka © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Łukjaniwka jest jedną z najczęściej ostrzeliwanych dzielnic Kijowa © WP | Maciej Stanik

Bubble tea i drony

Jak będzie wyglądać rok szkolny, mieszkańcy Kijowa poczuli już 1 września. Nieliczne szkoły, które zdecydowały się zorganizować uroczystości, w pośpiechu ewakuowały dzieci do schronów. Wyły alarmy, a w całym mieście słychać było eksplozje.

Poczynając od sierpnia, kiedy Rosja zaczęła używać do zmasowanych ataków dronów Shahed z odrzutowym napędem, Kijów, choć oddalony o setki kilometrów od pola walki, zaczął funkcjonować jak inne miasta przyfrontowe. Alarmy, które paraliżowały całą stolicę, ogłaszano kilkanaście razy dziennie.

Ukraina okazała się kompletnie nieprzygotowana na nową rosyjską broń. Dane wywiadu sugerowały, że Rosjanie pracują nad dronami z odrzutowym napędem, ale nikt nie zakładał, że będą osiągać 600–700 km na godzinę i wzbijać się na wysokość ponad dziesięciu kilometrów.

W ciągu sierpnia i września Rosjanie zniszczyli praktycznie wszystkie wielkopowierzchniowe magazyny w Kijowie. Były w nich żywność, leki, materiały budowlane, książki i podręczniki. Atakowano fabryki farmaceutyczne, centra handlowe, mosty oraz infrastrukturę energetyczną i wodociągową.

Niebo stało się nieustannym polem bitwy. Odłamki zestrzeliwanych dronów spadały we wszystkich dzielnicach i zmuszały mieszkańców Kijowa do ograniczenia do minimum przemieszczania się po mieście.

Kijów pod ostrzałem
Mariczka i jej syn Nazar w hotelowym schronie © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Od sierpnia Rosjanie ostrzeliwują Kijów codziennie © WP | Maciej Stanik

– Wcześniej informacja o zmasowanych atakach pojawiała się nawet z kilkugodzinnym wyprzedzeniem. To dawało poczucie kontroli. Mogliśmy się przygotować, pójść na noc do metra – mówi Mariczka Warenikowa, dziennikarka i mama 16-letniego Nazara.

Ale w ostatnich miesiącach Rosja dramatycznie zmieniła taktykę ataków. Ostrzały stały się chaotyczne. Informacje o atakach rakietowych, jeśli nadchodzą, to na pięć-sześć minut przed uderzeniem. Drony krążą w powietrzu niemal przez całą dobę, a celem ataku może stać się wszystko – supermarket, stacja benzynowa, dworzec kolejowy. Zdaniem Mariczki Rosja dąży do tego, by życie w Kijowie stało się nie do wytrzymania.

Ona już drugi miesiąc wynajmuje w hotelu pokój bez okien.

– W razie ataku do metra nie zdążymy dobiec, a w korytarzu nie czujemy się bezpiecznie – wyjaśnia.

Po tym, jak rok temu Shahed spadł na podwórko koło bloku Mariczki, jej syn Nazar zaczął mieć ataki paniki oraz lunatykować.

– Musiałam stworzyć dla syna bezpieczną przestrzeń. W ciągu dnia, jeśli nie ma alarmu, spędzamy czas w pokoju. Ale na noc schodzimy do schronu – mówi Mariczka.

Problem zaczyna się rano. – Nazar chce jechać do szkoły na deskorolce. Wstąpić po drodze po kawę do ulubionej kawiarni, gdzie wszyscy go znają. To jego rutyna. Daje mu siły wstawać – wyjaśnia.

Ale kiedy Nazar wychodzi z domu, Mariczka staje się kontrolerem ruchu na lotnisku. – Siedzę z telefonem w ręku i monitoruję, gdzie lecą drony. Jeśli zbliżają się do naszej dzielnicy, proszę Nazara, żeby natychmiast wszedł do jakiegoś pomieszczenia – mówi Mariczka.

I dodaje: – Życie z nastolatkiem w Kijowie stało się wyzwaniem, jak kupić bubble tea i nie trafić pod atak dronów.

Kijów pod ostrzałem
Skutki uderzenia rosyjskiego drona © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Kijowskie metro w nocy zamienia się w schron © WP | Maciej Stanik

Podziemne życie podstawówki

W domu Oleny Tokowej wieczory zaczynają się tak samo: trzeba wyciągnąć z łóżek córek materace, rozłożyć pościel, poduszki, kołdry. Jeszcze tylko pluszaki i legowisko w korytarzu gotowe.

Rano trzeba wnieść wszystko z powrotem.

– Córki już od kilku lat nie śpią w swoim pokoju. Dla nich normą jest, że korytarz to sypialnia – przyznaje Olena.

Kiedy zaczyna się zmasowany atak rakietowy, Olena bierze koce, poduszki, kołdry, pluszaki, książeczki i schodzi z dwudziestego piętra na parking. W bagażniku rodzinnego SUV-a akurat wystarcza miejsca dla dziewczynek.

– One zasypiają, a my scrollujemy. Gdzie lecą rakiety? Co atakują? Nad ranem wracamy na górę, trochę pospać. Dzień spisany na straty.

Na początku lata Olena zastanawiała się nad wyborem podstawówki dla najmłodszej córki. Bała się, że podejmuje decyzję lekkomyślnie.

– Nie dociekałam, jak będzie wyglądać nauczanie. Zobaczyłam tylko, że szkoła ma prawdziwy schron. Zbudowany po II wojnie światowej, w dodatku ładnie wyremontowany. Nic więcej mnie nie interesowało – mówi.

Kijów pod ostrzałem
W Kijowie i okolicy Rosja zbombardowała wszystkie wielkopowierzchniowe magazyny © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Celem Rosjan jest sprawić, żeby życie w Kijowie było nie do zniesienia © WP | Maciej Stanik

Od września jej najmłodsza córka spędza w schronie większość dnia. Póki na niebie toczy się walka na śmierć i życie, pod ziemią trwają lekcje.

– Teraz są coraz dłuższe przerwy w dostawach prądu. Kupiłam córce latarkę i lampkę na baterie, żeby miała własną na szkolnym biurku – mówi Olena.

Spełniające warunki bezpieczeństwa i wyremontowane schrony mają jednak nie wszystkie szkoły w Kijowie. Często są to zawilgocone piwnice z kiepską wentylacją i słabym oświetleniem. A nawet w takich warunkach brakuje miejsca dla wszystkich uczniów. Niektóre szkoły są zmuszone wprowadzać poranne i popołudniowe zmiany oraz nauczanie hybrydowe.

– Do liceum starszej córki chodzi ponad tysiąc dzieci. Schron jest za mały. Dyrekcja postanowiła więc, że stacjonarnie będą uczyć się tylko pierwsza i ostatnia klasa. Reszta dzieci się rotuje – wyjaśnia Olena.

Jej starsza córka większość czasu spędza w domu. Część przyjaciół wyjechała z Ukrainy. Jej największe hobby – zajęcia z akrobatycznego rock’n’rolla są odwoływane. Trenerzy nie mogą znaleźć schronu z odpowiednią salą.

– Córka czuje się samotna – mówi.

Olena, jak każdy mieszkaniec Kijowa, martwi się nadchodzącą zimą. Według Serhija Koreckiego, premiera Ukrainy, od połowy lipca Rosja przeprowadziła ponad dwa tysiące ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Im bliżej zimy, tym ostrzały stają się cięższe.

– Możemy w każdej chwili wyjechać do rodziców na wieś, ale nie chcę tego robić. Kocham Kijów, kocham nasze mieszkanie. Nie chcę żyć, jak nasi znajomi, którzy wyjechali. Są w bezpiecznym miejscu, ale dobija ich zawieszenie i tymczasowość. Popadają w depresję – mówi Olena. – Tu spadają rakiety i drony, ale nadal żyjemy własnym życiem.

Kijów pod ostrzałem
W pewnym momencie przesuwanie się po mieście stało się niebezpieczne © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Chaotyczne ataki i spadające odłamki dronów we wszystkich dzielnicach sprawiły, że mieszkańcy miasta ograniczyli do minimum wychodzenie z domu © WP | Maciej Stanik

Noc w metrze

Koło dziesiątej wieczorem na stacji metra Nywky zaczyna gromadzić się tłum. Zwinięte karimaty pod pachą, wypchane plastikowe torby. W środku – poduszki, koce, śpiwory. Na zewnątrz gąszcz blokowisk i dzielnica Swiatoszyn, która obrywa niemal każdej nocy.

Dziś w Telegramie krążyło ostrzeżenie o zmasowanym ataku. A to oznacza, że w metrze będzie tłum, więc lepiej szybciej zająć upatrzone miejsce. Najlepiej na środku peronu, gdzie najmniejszy przeciąg.

Kateryna wie to lepiej niż ktokolwiek inny. Wraz z 8-letnim synem każdej nocy przychodzi do metra.

– W odległości kilkuset metrów od naszego bloku rosyjskie rakiety zniszczyły dwa domy. Już nie czuję się w mieszkaniu bezpiecznie. Nie potrafię zasnąć we własnym łóżku – mówi.

Syn Kateryny odwraca wzrok, wyraźnie niezadowolony. Czeka, aż matka rozłoży materac, żeby schować się za telefonem.

Na chwilę stację wypełnia kakofonia syczących pompek do dmuchanych materacy. Koło jedenastej na stację wjeżdża ostatni pociąg. Ludzie spieszą się do domu, omijając tych, którzy już ułożyli się do snu.

Kijów pod ostrzałem
Karimaty, poduszki i śpiwory, ludzie szykują się na nocny ostrzał © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Ci, którzy nie zdążyli zająć miejsce na peronie, nocują w przejściu podziemnym © WP | Maciej Stanik

Kiedyś Iryna, mama 9-letniej Milki, zabierała ze sobą namiot. Było wygodniej, bardziej intymnie. Ale chętnych do nocowania w metrze jest zbyt wielu, a namiot zajmuje dużo miejsca. Został więc wymieniony na łóżka polowe.

– Córka nie protestuje, kiedy idziemy spać do metra. Wie, że następnego dnia pozwolę jej nie iść do szkoły. Nie da się tu wyspać – mówi Iryna, a w oku Milki pojawia się błysk.

Pierwsza klasa podstawówki była dla niej świetną przygodą, ale od tego roku szkoła stała się dla Milki męczarnią. Schron jest mały, ciasny, duszny i bardzo głośny. Po zakończeniu alarmu dzieci wracają do klas. Po kilkunastu minutach znowu schodzą pod ziemię.

– Ciężko jej się skupić na nauce. Pod koniec tygodnia widzę, że jest już wykończona. Znowu pozwalam jej zostać – mówi Iryna. – To wszystko ma swoją cenę. Zamiast usamodzielniać się, córka ma regres. Boi się zostawać sama, chce spędzać czas ze mną.

Milka naciąga opaskę na oczy i mości się na łóżku polowym. Wie dokładnie, jak będzie wyglądać noc. Światło będzie razić, sąsiad chrapać, łóżko skrzypieć, a mały pies ujadać bez powodu.

Iryna bierze głęboki wdech.

– Nie planujemy wyjeżdżać z Kijowa. Tylko w razie katastrofy. Jeśli się poddamy, oni dostaną, co chcieli.

Kijów pod ostrzałem
Milka, córka Iryny rozmawia z ojcem © WP | Maciej Stanik
Kijów pod ostrzałem
Wiele osób przychodzi nocować do metra tylko kiedy jest ostrzeżenie przed zmasowanym atakiem © WP | Maciej Stanik

Umrzeć razem

– Nie widzę w Kijowie paniki przed nadchodzącą zimą. Ale jest przewlekłe i narastające zmęczenie – mówi Mariczka Warenikowa.

Ci, którzy postanowili pozostać, kupują generatory prądu, baterie, turystyczne butle gazowe. Załatwiają leki uspokajające dla siebie i zwierząt domowych. Ktoś montuje w garażu ToiToi na wypadek, gdyby Rosjanie zniszczyli infrastrukturę wodną. Ludzie złoszczą się na Witalija Kliczkę, mera Kijowa, który ostatnio zaapelował do mieszkańców, by wyjechali z miasta na okres zimy.

Część Kijowian jednak już to zrobiła albo przygotowuje się do wyjazdu. Waleria Burlakowa, mama 8-latka, przyznaje, że ma traumę po poprzedniej zimie. Kiedy temperatura na zewnątrz spadła poniżej -20 stopni, Rosjanie zaciekle atakowali ukraińską infrastrukturę energetyczną. Kaloryfery były zimne, a przerwy w dostawach prądu trwały po kilkanaście godzin dziennie. W końcu temperatura w mieszkaniu spadła do kilku stopni.

Ostatnią kroplą, która zaważyła na decyzji, stał się jednak atak drona w pobliżu szkoły jej syna.

– Jechałam go odebrać i patrzyłam, jak wokół szkoły unoszą się słupy czarnego dymu. Zrozumiałam wtedy, że już nie daję rady – mówi Waleria.

Od tego czasu syn uczył się zdalnie.

– W domu było spokojniej. Ale pewnej nocy, kiedy zasypialiśmy w korytarzu, syn nagle powiedział: jeśli dron uderzy w nasz dom, mam nadzieję, że zginiemy razem. Rano spakowałam walizkę.

Teraz Burlakowa i jej syn mieszkają w Iwano-Frankiwsku na zachodzie Ukrainy.

– Syn poszedł tu do szkoły. Ja pracuję zdalnie – mówi Burlakowa. – Ostatnio w naszym budynku włączyli ogrzewanie. Ciągle dotykam kaloryferów z niedowierzaniem. Ciepłe! Daje mi to poczucie bezpieczeństwa.

W ostatnich tygodniach sytuacja w Kijowie trochę się poprawiła. Ukraińskie firmy już opracowały cztery rodzaje interceptorów (drony przechwytujące). Co najmniej połowa odrzutowych Shahedów jest zestrzeliwana.

Nikt nie ma jednak wątpliwości, że jest to krótki oddech przed nadchodzącą zimą. Wraz z obniżeniem temperatur, Rosjanie zintensyfikują ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Mają zapas rakiet balistycznych, a Kijów nie ma ani pocisków do systemów Patriot, ani pewności, czy USA nadal będą przekazywać dane wywiadowcze o nadchodzących zmasowanych atakach.

Olena Tokowa uważa, że Rosja z wściekłością będzie atakować Kijów, żeby miasto przestało nadawać się do życia. Wątpi jednak, by w ten sposób udało się wymusić na Ukrainie kapitulację.

– Życie w Kijowie dziś przypomina grę komputerową. Ciągle wchodzisz na nowy poziom i nie wiesz, co cię tam czeka.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.

Między dronami a bubble tea. "Kiedy syn idzie do szkoły, jestem jak kontroler ruchu na lotnisku" — KioskNews