Sąsiadka o sprawcy ataku w Krakowie. "Cichy, wycofany, mało rozmowny"
Reporter Wirtualnej Polski Paweł Buczkowski dotarł do sąsiadki zamachowca z Krakowa, który zabił swoich bliskich w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zdaniem kobiety nic nie zwiastowało tak gigantycznej tragedii. - To była bezkonfliktowa rodzina. Sam chłopak był troszkę cichy i wycofany - opowiada WP.
Zamach na rynku w Krakowie. Śledź relację na żywo
W Ostrowcu Świętokrzyskim służby odnalazły ciała trzech osób, które okazały się najbliższymi członkami rodziny sprawcy krakowskiego zamachu. Reporter Wirtualnej Polski Paweł Buczkowski pojawił się na miejscu i porozmawiał z sąsiadką zmarłych, która mieszkała obok nich od ponad dekady. Kobieta nie ukrywa szoku wywołanego makabrycznym odkryciem służb.
- Porządna rodzina, bezkonfliktowa. To byli po prostu dobrzy sąsiedzi - mówi z niedowierzaniem sąsiadka w rozmowie z reporterem WP.
Zapytana o samego 24-letniego Michała O., wskazała na jego zamkniętą naturę, która jednak nie budziła dotychczas żadnych podejrzeń u okolicznych mieszkańców. - Chłopak był grzeczny. Mówił dzień dobry, ale bywał z natury troszkę cichy, wycofany i mało rozmowny - wspomina mieszkanka Ostrowca.
Kobieta przyznaje, że relacje miedzy sąsiadami opierały się na zwykłej uprzejmości. O samym sprawcy niewiele wiedziała, poza tym, że podobno ukończył lokalną "samochodówkę" i pracował w warsztacie. - Kiedyś dawno temu poprosiłam, żeby pomógł mi zreperować lampkę. Chętnie to zrobił i przyniósł naprawioną z powrotem - relacjonuje nasza rozmówczyni.
Młodsza siostra studiowała w Krakowie
Zamordowani rodzice uchodzili na osiedlu za pracowitych ludzi. Kobieta wylicza, że matka chłopaka pracowała na co dzień w dyskoncie, natomiast ojciec był elektrykiem. Mężczyzna często wyjeżdżał do pracy, a sąsiadom zwykł przywozić wiejskie jajka. Najmłodsza w tym gronie była córka, którą napastnik również zastrzelił.
- Młodsza siostra Michała studiowała w Krakowie na Akademii Sztuk Pięknych. To była bardzo zdolna dziewczyna - podkreśla wstrząśnięta sąsiadka.
Wspomina również, że w mieszkaniu obok nigdy nie dochodziło do policyjnych interwencji ani domowych kłótni.
- Nie było tam nigdy żadnych krzyków ani awantur. Nasza klatka była naprawdę wyjątkowa. To dla nas ogromne zaskoczenie, do tej pory nie mogę sobie uprzytomnić, że ich już nie ma - przyznaje kobieta w rozmowie z naszym dziennikarzem.
Mundurowi potwierdzili tożsamość ofiar
Słowa o tragicznych losach bliskich zamachowca potwierdzają oficjalnie służby. Policja poinformowała o identyfikacji wywiezionych z budynku ciał, które odnaleziono jeszcze podczas trwania sobotnich konferencji prasowych. Głos w sprawie ofiar zabrał podinspektor Andrzej Fijołek, rzecznik Komendanta Głównego Policji.
- Dzisiaj możemy z całą pewnością potwierdzić. To jest 53-letni ojciec, matka w wieku 52 lat oraz 20-letnia siostra. Ofiary mają obrażenia od kul, więc zginęły najprawdopodobniej po strzałach - powiedział podinspektor Fijołek na antenie stacji TVN24.
Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że zaraz po dokonaniu morderstw we własnym domu, zamaskowany 24-latek udał się samochodem do Krakowa. W sobotę po godzinie 15 wjechał na płytę Rynku Głównego i zaczął strzelać z broni palnej do przypadkowych osób. Mężczyzna miał pozwolenie na broń, nie był wcześniej karany ani notowany. W wyniku jego ataku śmierć poniosło sześć osób, a kilkanaście zostało rannych, w tym interweniujący ostatecznie funkcjonariusze policji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.