Bollywood HungamaRanbir Kapoor leases Pune apartment for Rs 4.63 lakh monthly rent: ReportThe Jerusalem PostJewish Democrats launch ad blitz blasting Young Republicans for praising HitlerRTP DesportoRui Jorge lamenta forma como saiu dos sub-21 e critica atitude de ProençaPunchAnthropic proposes AI safety bill to US lawmakersInquirerNorthern Samar leads Eastern Visayas in economic growth at 4.6%ZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioSouth China Morning PostAbby Choi’s partner tells murder trial she hid ex-in-laws’ financial reliance on her매일경제“내가 다 민망하네”…공연 중 정치인 소개에 마이크 뺏긴 여가수CNN BrasilPolíticos influenciadores mantêm conexão diária com suas bases, diz DolciDigital SpyHollyoaks reveals full details of special Cindy and Imran flashback episodeCumhuriyetAntik dünyanın 7 harikasından biri ayaklarınızın altında: Bodrum'un 3 bin yıllık tarihi...HipertextualLos 11 atajos de la tecla Windows que todo el mundo debería usar
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, October 17, 2026

"Nigdy się nie przyznawaj!". To tu trafiają złapani za jazdę pod wpływem

Translate

Godz. 9:05. Pod gabinetem czeka pięciu mężczyzn i dwie kobiety. Ta najbliżej drzwi nerwowo, rytmicznie rusza lewą nogą. Mężczyzna za nią oparty głową o ścianę głęboko oddycha i wachluje się dokumentami. Ten naprzeciwko obgryza paznokcie. Dwóch szeptem wymienia się pomysłami, co powiedzieć lekarzowi, który przyjmuje za drzwiami:

– Nigdy się nie przyznawaj. Nigdy!

– A jak ma to w dokumentach?

– Lekarz nie ma żadnych szczegółów. Wie tyle, ile ty mu powiesz.

Leszek też czeka w kolejce. 46 lat. Oczy podkrążone. Do Torunia przyjechał wczoraj wieczorem, ale spał niewiele. Przez stres. Spędził ponad sześć godzin w pociągu, ale podobno warto. Wynajął hotel niedaleko dworca. Rano wsiadł w taksówkę i teraz czeka na wizytę w wojewódzkim ośrodku medycyny pracy.

Trafiają tu kierowcy, którzy za prowadzenie samochodu po alkoholu stracili prawo jazdy i chcą je odzyskać. Aby odzyskać uprawnienia, muszą zrobić kurs reedukacyjny z profilaktyki alkoholowej, przejść badania w jednym z wojewódzkich ośrodków medycyny pracy oraz ponownie zdać egzamin na prawo jazdy.

WIDEO

Pijani kierowcy na ulicach Chorzowa. Wpadli w kilka sekund

"Tylko Toronto"

Cztery miesiące temu Leszek dostał ze starostwa na południu Polski informację, że aby odzyskać uprawnienia do kierowania samochodem, musi wykonać badania w wojewódzkim ośrodku medycyny pracy. Znajomi radzili: "Tylko nie w naszym. Tu wszystkich wysyłają na terapię dla uzależnionych". Zaczął szukać w internecie. Trafił na grupę dla osób w potrzebie. Zapytał, gdzie jechać na badania.

"Tylko Toronto".

"W Toronto najmniejsza szansa na negata" – piszą użytkownicy. "Toronto" to w ich żargonie wojewódzki ośrodek medycyny pracy w Toruniu. "Negat" – negatywna decyzja lekarza orzecznika w sprawie odzyskania prawa jazdy.

"Dlaczego?"

"Nie ma prób wątrobowych. Jak dalej pijesz, to tylko tam cię lekarz przepuści".

"Najlepiej przed badaniami zrób sobie prywatnie próby wątrobowe. Jak wyjdą źle, to łykaj... (tu pada nazwa leku wspomagającego wątrobę)".

"No i wytrzymaj chociaż kilka tygodni bez alko".

Leszek nie potrafi wytrzymać. Jak nie pije dłużej niż tydzień, ręce tak mu się trzęsą, że każdy lekarz by zauważył. Przed badaniem nie robi prób wątrobowych. Nie chce się dodatkowo stresować. Kupuje za to polecone tabletki i łyka przez trzy tygodnie. Aż do dnia badania.

"Mów, że alkohol to zło"

Na korytarzu pod gabinetem Leszek obserwuje innych. Udaje, że nie, ale jednak przysłuchuje się rozmowie dwóch mężczyzn. Może i jemu to pomoże.

– A jak dostanę negata?

– Nie dostaniesz. Tu z negatem wychodzą tylko ci, co przyjdą pod wpływem – dwaj mężczyźni kontynuują rozmowę.

– Mów, że od momentu zatrzymania nic nie pijesz. Że wiesz, że popełniłeś błąd. Straciłeś przez to robotę, w domu też się popsuło, więc już nie sięgasz po kieliszek i próbujesz wszystko naprawić. Alkohol to zło. Nawet piwo.

– Zapraszam do gabinetu – lekarz wyczytuje godzinę wizyty Leszka.

Leszek wspomina przebieg wizyty. Przed wejściem do gabinetu obiecał sobie, że nie będzie kłamał, ale na korytarzu się nasłuchał.

– Od momentu zatrzymania nie wypiłem ani kropli. Nauczka na całe życie. Wszystko mi się posypało. Do teraz to naprawiam. Nawet piwa nie powąchałem – przekonuje lekarza.

Ten sprawdza wyniki badań. Każe stanąć prosto z zamkniętymi oczami i dotknąć palcami wskazującymi nosa. Potem maszerowanie w miejscu. Wodzenie oczami za palcem.

– Pozytyw! – mówi zadowolony Leszek, gdy, wychodząc z gabinetu, widzi pytające spojrzenia.

– Czyli prób wątrobowych nie było – szepczą dwaj mężczyźni czekający w kolejce.

Czerwona lampka

Leszek siada zrelaksowany w domowym fotelu. Po pozytywnej opinii lekarza dokumenty trafiły z powrotem do starostwa. Wystarczyło jeszcze zdać egzamin na prawo jazdy i Leszek znów siada za kółkiem. Zapewnia, że mi powie wszystko, jak na spowiedzi. Dużo nakłamał, dlatego teraz chce to z siebie wyrzucić. Jest po pracy, otwiera piwo. – Przecież to nie alkohol – śmieje się. – Ale lekarzowi tego nie powiedziałem. Na grupie czytałem, że lekarze podchodzą do tego poważnie.

W domu wszyscy pili. Nawet prababka, co już prawie z łóżka nie wstawała, nie odmawiała kieliszka przy okazji urodzin czy imienin. I jeszcze przypominała na koniec, żeby rozchodniaka wychylić. Jak Leszek był mały, podpatrywał, co i jak się pije. Że jak ojciec wracał po robocie, to od razu otwierał piwo. Jak coś świętowali, to na stole obowiązkowo wódka. Gdy zapraszali gości na komunię Leszka, to matka mówiła, że bez alkoholu, a ojciec puszczał do wujków oko, a potem w kuchni za drzwiami polewał każdemu chętnemu. Ale tylko czystą, bo od kolorowych to głowa rano boli.

Jak Leszek zaczął pracować, a mieszkał jeszcze z rodzicami, to po powrocie do domu ojciec sam otwierał mu piwo, a na imprezach kazał polewać sobie i innym. I tak Leszkowi zostało. Powrót z pracy. Piwo. Potem kolejne. Jak swojemu dziecku wyprawiał komunię, to też z alkoholem pod stołem.

We wtorek po świętach wielkanocnych do pracy miał dopiero na 11:00. Wcześniej musiał odebrać córkę od dziadków i zawieźć do szkoły. Wsiadł za kółko. Przejechał może sto metrów. "Dzień dobry, rutynowa kontrola trzeźwości. Proszę dmuchnąć". Na żółtym alkomacie zapaliła się czerwona lampka.

– Nie działa? – łudził się jeszcze Leszek.

– Pan nie działa. Ma pan powyżej 0,50 mg/l.

– Czyli nie ma żadnych promili?

– 0,5 mg to ponad promil. Proszę wysiąść. Jedziemy na badanie krwi.

– Ja tylko przestawiałem samochód. Mieszkam tu obok, ta zielona brama – tłumaczył Leszek.

Policjanci kiwają głowami. – Co drugi tak się tłumaczy – słyszy od nich mężczyzna.

Sądu też nie przekonał. Stracił prawo jazdy na trzy lata. Po córkę pojechała żona. Teraz Leszek znów może ją wozić. – Czy to była nauczka? Może i była, żeby po weekendzie żona dzieci rozwoziła. A tak serio, to mniej piję, jeśli następnego dnia mam robotę. Przynajmniej się staram, ale jak to w życiu – raz wychodzi, a raz gorzej.

W 2025 r. policja przeprowadziła 17,9 mln kontroli stanu trzeźwości kierowców. Ponad 92 tysiące osób spośród badanych prowadziło samochód pod wpływem alkoholu. W okresie wiosenno-letnim każdego dnia funkcjonariusze zatrzymują 200-300 osób, które kierują po spożyciu alkoholu. Zimą – 100-200 osób. Liczby te rosną w weekendy i poniedziałki, a zwłaszcza po świętach i długich weekendach, kiedy jest najwięcej kontroli.

1 sierpnia 2026 r., w sobotę, zatrzymano 352 osoby prowadzące samochód po alkoholu. 18 lipca w sobotę – 479; 8 czerwca w poniedziałek po długim weekendzie – 560; 4 maja 624; 7 kwietnia, wtorek po świętach wielkanocnych – 518.

Przychodzą nawet pijani

Dr Paweł Talarek od 15 lat bada kierowców, którzy chcą odzyskać prawo jazdy. Zanim taka osoba trafi do jego gabinetu w Kujawsko-Pomorskim Ośrodku Medycyny Pracy w Toruniu, najpierw ma robione badania diagnostyczne – badanie wzroku, EKG, badanie słuchu, poziom glukozy. Kierowcy złapani za jazdę pod wpływem narkotyków dodatkowo przechodzą badania toksykologiczne. Część odpada w ich trakcie.

Tak jak pewien mężczyzna, który na badania o ósmej rano przyszedł pijany. I nie jest to wyjątek. Lekarz od razu sięgnął po alkomat. "Wczoraj coś tam wypiłem" – pacjent nawet nie udawał, że walczy o trzeźwość. A skoro tak, to stracił szansę na odzyskanie prawa jazdy. Wyszedł z "negatem". Może wrócić za co najmniej rok z zaświadczeniem, że ukończył roczną terapię leczenia uzależnień.

Dr Talarek jest zaskoczony, gdy słyszy, że ośrodek, którego jest wicedyrektorem, jest uznawany przez kierowców za najłagodniejszy. – Nie wiem, jak się do tego odnieść. Nie potrafię powiedzieć, jak wypadamy na tle innych ośrodków. Badamy wszystkich szczegółowo.

– Nie każdego kierujemy na próby wątrobowe, ponieważ mogą być podwyższone nie tylko w czasie nadużywania czy uzależnienia od alkoholu, ale także ze 120 innych przyczyn. Na naszą ocenę składa się wywiad i różne badania, nie tylko krwi. Patrzymy na cały obraz. Jeśli ktoś budzi nasze wątpliwości, mamy podejrzenie, że nie mówi prawdy; wtedy dostaje skierowanie na próby.

I dodaje: – Żadne przepisy nie określają zestawu badań, jakie mamy wykonać u kierowcy, który stracił prawo jazdy z powodu alkoholu i chce je odzyskać. Różne ośrodki mają różne zestawy diagnostyczne. My wykonujemy te, które uważamy za potrzebne.

Kłamią prawie wszyscy: "Od czasu zatrzymania przez policję nie piję ani kropli", "Alkohol to mój wróg", "Nie mam problemu z piciem. Napiłem się ten jeden raz i akurat mnie złapali", "To było tylko jedno piwo".

Czasem żadne kłamstwo nie pomoże. Jeśli lekarz już na wejściu widzi przekrwione oczy, zapuchniętą twarz i charakterystyczne drżenie rąk, a pacjent twierdzi, że nie pije od pół roku, to ma w zanadrzu jeszcze jeden test. Specjalistyczne badanie włosa pozwala wykryć, czy w ciągu ostatnich trzech miesięcy dana osoba spożywała alkohol. Jeśli okaże się, że pacjent kłamał, nie ma co liczyć na "pozytyw". W zamian dostanie skierowanie na terapię.

Jednak w kwestii tego, ile kierowca miał alkoholu we krwi w chwili zatrzymania, lekarz musi polegać wyłącznie na słowie badanego. Mimo że ma zdecydować, czy dana osoba nie stanowi już zagrożenia na drodze dla siebie i innych, nie ma dostępu do informacji o tym, co wykazało badanie krwi przez policję, ani o tym, jaki wyrok wydał sąd. Nie zna żadnych okoliczności sprawy.

– Te informacje są jedynie w wyroku. Jeśli ktoś bardzo plącze się w czasie wywiadu, to czasem proszę, by wrócił z jego odpisem z sądu. Ale zazwyczaj wnioski mogę wyciągnąć jedynie z tego, co powie pacjent – mówi dr Talarek. Jak wynika z jego doświadczenia, kierowcy w rozmowie z lekarzem często wyraźnie obniżają poziom alkoholu we krwi, jaki u nich stwierdzono.

W tym roku dr Talarek przebadał już ponad 800 osób, które starały się o odzyskanie prawa jazdy. Drugi lekarz z tego samego ośrodka – ponad 900. Liczba pacjentów cały czas rośnie. Czy dlatego, że ośrodek w Toruniu kierowcy uważają za najłagodniejszy?

W grudniu 2022 r. zmieniono przepisy i zlikwidowano rejonizację. A to oznacza, że kierowcy mogą się udać na badania nawet na drugi koniec Polski.

"Zdążę jeszcze nie pić"

Rafał stracił prawko na pięć lat.

Wszystko przez żonę. Miała na grilla kupić tyle butelek, żeby wystarczyło do rana. Oczywiście zabrakło w środku nocy. Rafał się nie zastanawiał. Stacja benzynowa była może kilometr od domu. Wziął kluczyki, wsiadł do auta.

Gdy wychodził z reklamówką butelek, tankująca para zauważyła jego chwiejny krok. Gdy wsiadł za kierownicę, podeszli i wyrwali mu kluczyki. Wezwana policja zrobiła resztę.

Wtedy sobie postanowił: zrobiłem głupotę, złapali mnie, ukarali, koniec z piciem. Po kilku dniach przyszła jednak refleksja: "Jak tu się nie napić w tym stresie? Mam pięć lat. Zdążę jeszcze nie pić".

Nie zdążył. W ciągu pięciu lat zakazu najdłużej nie pił pięć dni. I tylko dlatego, że w czasie wczasów w Egipcie dopadła go klątwa faraona. Najpierw myślał, że to kac. Leczył się więc tym, czym się rzekomo struł. Tak się przez to odwodnił, że trafił do szpitala. A tam – mimo wykupionego all inclusive – alkoholu nie podawali.

Pod koniec zakazu sięgnął po dokumenty, które otrzymał ze starostwa z informacją o badaniach w ośrodku medycyny pracy. Poza badaniami w wojewódzkim ośrodku medycyny pracy (WOMP) musiał też iść na kurs reedukacyjny z zakresu profilaktyki alkoholowej. W czasie dwóch dni zajęć nasłuchał się rad od innych uczestników, co zrobić, by przejść badania w WOMP-ie.

– W ośrodku medycyny pracy trzeba zrobić badania, pójść do psychologa, na koniec lekarz orzecznik podejmuje decyzję. Jeśli w trakcie badań okaże się, że coś wyszło bardzo nie tak, wystarczy ich nie dokończyć i po prostu wyjść. Potem trzeba się zapisać do ośrodka w innym mieście i spróbować raz jeszcze – Rafał powtarza to, co usłyszał na kursie.

Wszystko dzięki zniesieniu rejonizacji. Wcześniej kierowca otrzymywał skierowanie do konkretnego ośrodka i tylko tam mógł wykonać badania. Przepisy jednak zmieniono, tłumacząc to tym, że trzeba odciążyć WOMP-y, które są słabiej obsadzone przez lekarzy i czasem kierowcy musieli w nich czekać na badania nawet rok. Zmianę wykorzystali ci, którzy mają trudności z przejściem procedury. Szybko odkryli, że w jednych ośrodkach trudno ją przejść, a w innych to niemal formalność.

– Rzeczywiście, jak coś nie wyjdzie w trakcie badań, to bez problemu można zmienić WOMP. Nawet kilka razy. Nie dostajemy informacji z innych ośrodków, że ktoś już u nich był na badaniach i coś wyszło nie tak – przyznaje dr Paweł Talarek.

Rafał poszedł na badania w piątek rano. W czwartek oglądał mecz. Coś tam wypił, no bo jak oglądać mecz bez piwa. W WOMP-ie dostał karteczkę z listą badań. Gdy wszedł do punktu pobrań i podwinął rękaw, zaczął się pocić.

– Nie lubi pan widoku krwi? – zapytała pielęgniarka.

– Źle się poczułem – odparł, gdy uświadomił sobie, że ma pewnie jeszcze alkohol we krwi. Po pobraniu wybiegł z ośrodka i już do niego nie wrócił. Po kilku tygodniach zapisał się do WOMP-u polecanego na kursie. Na dwa dni odstawił alkohol i "zdał" bez problemu. Nikt nie zadawał trudnych pytań.

Kłamią prawie wszyscy

Natasza Bobowska jest psychologiem transportu i kierowniczką pracowni psychologicznej w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy w Zielonej Górze. Gdy na wizytę przychodzi pacjent, który stracił uprawnienia za jazdę pod wpływem, staje się bardziej czujna. Wie, że taka osoba powie niemal wszystko, by odzyskać prawo jazdy, a przy tym wiele zatai. Poza tym u pacjentów uruchamia się często mechanizm iluzji i zaprzeczeń, np. "przecież wszyscy piją", "to tylko piwo".

Najczęściej słyszy: "Ja tylko przestawiałem samochód". Czasem nawet kilka osób jednego dnia przekonuje: "Zjadłem Pawełka". Psycholożka obala mit, że zjedzenie popularnego batonika prowadzi do takiego stężenia alkoholu, żeby wykrył je alkomat. Co najwyżej w ustach można czuć charakterystyczny zapach alkoholu, ale znika on w ciągu kilku chwil.

Bez kontroli

Do gabinetu wchodzi mężczyzna metr dziewięćdziesiąt. Mówi, że jechał rano do pracy i złapała go policja. Wydmuchał 0,8.

– Ile pan wypił? – pyta psycholożka.

– Dzień wcześniej dwa piwa.

– Szkoda czasu na taką rozmowę. Wiem, ile trawi się alkohol.

– No dobra, trzy piwa.

– Ta rozmowa naprawdę nie ma sensu.

– Pięć piw, drinka i coś tam jeszcze.

Natasza Bobowska opowiada: – Jeśli pacjent ze świadomością, że w poniedziałek rano jedzie do pracy, spożywa alkohol w piątek, sobotę i niedzielę, to znaczy, że nie ma kontroli nad ilością wypijanego alkoholu. Moim zadaniem jest pogłębienie wywiadu i analiza wyników badań pod kątem występowania tendencji do podejmowania podobnych zachowań ryzykownych w przyszłości. Czy jeśli wsiądzie za kierownicę, to będzie prowadził bezpiecznie dla siebie i innych?

Dlatego – jak podkreśla Bobowska – tak ważny jest szczegółowy wywiad.

– Kiedy ostatnio pił? Dlaczego sięga po alkohol? Ile wypija zazwyczaj? W jakich okolicznościach sięga po alkohol? A może bez okazji? Polska kultura picia jest taka, że pijemy, kiedy świętujemy – urodziny, Sylwester, jakaś rocznica, ale niestety coraz częściej pijemy z powodu złego dnia, stresu czy po prostu bez okazji. Samotnie. Alkohol pomaga regulować emocje – mówi.

"Piłem, jak zmieniałem koło w garażu."

"Piłam, jak sprzątałam dom."

"Usiadłem na kanapie, żeby odpocząć po pracy, to się napiłem."

"Bo nie miałam nic do roboty."

Nic ich nie powstrzyma

– Picie alkoholu jest normą. Wiele osób po niego sięga. Wszyscy wiemy, że za jazdę pod wpływem grożą wysokie kary, kto więc wsiądzie do samochodu po spożyciu? Kto, wiedząc, że rano jedzie do pracy, podejmie ryzyko i napije się wieczorem? Jedna lampka jest w porządku, ale jeśli pojawia się druga, trzecia, czwarta, mocniejszy alkohol, to znaczy, że nie ma kontroli nad piciem, a to może być niebezpieczne. Żadna kara tu nie zadziała odstraszająco. Potrzebna jest terapia – uważa psycholożka transportu.

Dr Talarek: – Coraz częstsze kontrole policji i podwyższanie kar to dobry kierunek. Ale ten, kto chce się napić i tak się napije i pojedzie. Nic go nie powstrzyma. Żadna wizja kary. I nie ma tu żadnej zasady. Pod gabinetem czekają obok siebie ludzie niewykształceni, nauczyciele, prawnicy. W każdym wieku.

Ministerstwo Zdrowia: Obecnie nie jest rozważane uregulowanie listy badań, jakie powinny przejść osoby, które straciły prawo jazdy z powodu jazdy pod wpływem alkoholu.

Chcesz się skontaktować z autorką? Napisz: magda.miesnik@grupawp.pl

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.