"Nie sprawdziłam". Barbara Mróz-Gorgoń o kulisach afery wokół raportu

Barbara Mróz-Gorgoń wyjaśniła, że publikacja raportu "Polaków portret własny" była skutkiem pomyłki przy wysyłaniu e-maila, nie sprawdziła załącznika i przeprosiła za błąd.
Była pełnomocniczka rządu do spraw promocji marki Polski podkreśliła, że nie przywłaszczyła publicznych pieniędzy, a zarzuty dotyczące kradzieży są nieprawdziwe.
Raport zawierał liczne błędy merytoryczne, a do ich powstania przyczyniło się też wykorzystanie sztucznej inteligencji bez odpowiedniej weryfikacji treści.
Barbara Mróz-Gorgoń, była pełnomocniczka rządu do spraw promocji marki Polska, w wywiadzie dla Onetu odniosła się do kontrowersji wokół raportu "Polaków portret własny". Dokument wywołał krytykę z powodu licznych błędów i wykorzystania sztucznej inteligencji. Była urzędniczka przekonuje, że opracowanie nie powinno zostać opublikowane, a jego udostępnienie było skutkiem pomyłki.
W wywiadzie była pełnomocniczka przedstawiła własną wersję wydarzeń. Zapytana, dlaczego zdecydowała się na rozmowę, odpowiedziała: - Żeby móc dalej żyć.
Dziennikarka Magdalena Rigamonti zwróciła uwagę, że wywiad może być próbą poprawy wizerunku po kryzysie. Mróz-Gorgoń przekonywała jednak, że w przestrzeni publicznej pojawiły się nieprawdziwe informacje, które zaszkodziły jej reputacji.
- Prawda jest jedna. Została sfalsyfikowana wielokrotnie. Mówienie, że np. ukradłam 200 tys. zł, to falsyfikacja. Nic nie przywłaszczyłam ani nic nie ukradłam. Kiedy ma się 20 lat dorobku naukowego, pracowało się na coś bardzo ciężko i w ciągu dwóch dni reputacja została zupełnie zniwelowana i sprowadzona właśnie do tego… - mówiła. Jak zaznaczyła, za ponad pół roku pracy otrzymała dwie transze po 30 tys. zł brutto.
Mróz-Gorgoń: Nie zostałam zwolniona, podałam się do dymisji
Barbara Mróz-Gorgoń złożyła dymisję z funkcji pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polska po zaledwie 22 dniach od objęcia stanowiska.
- Nie zostałam zwolniona, podałam się do dymisji. Dymisja została przyjęta - zaznaczyła w wywiadzie dla Onetu.
Dopytywana, czy została poproszona o rezygnację, odpowiedziała, że na szczeblu rządowym w takich sytuacjach prowadzone są rozmowy, ale to ona złożyła dymisję.
Przypomnijmy, że decyzja ta była następstwem kontrowersji wokół raportu "Polaków portret własny - Część I. Raport o DNA marki Polska - perspektywa wewnętrzna", przygotowanego przez Fundację Marka Polska Think Tank.
Opracowanie miało przedstawiać polską tożsamość, wartości i potencjał kraju. Szybko jednak zwróciło uwagę mediów z powodu licznych błędów merytorycznych. W dokumencie znalazły się między innymi informacje, że młode pokolenie Polaków płynnie mówi po mandaryńsku, a także nieprawdziwe dane dotyczące liczby polskich noblistów i położenia Katowic.
Kontrowersje wzbudziło również wykorzystanie sztucznej inteligencji przy przygotowaniu materiału.
Mróz-Gorgoń przyznała w programie "Punkt widzenia Jankowskiego" na antenie Polsat News, że korzystała z AI. Tłumaczyła zarazem, że opublikowany dokument nie był ostateczną wersją opracowania.
Afera wokół raportu "Polaków portret własny". "Ten dokument nie powinien był ujrzeć światła dziennego"
Jednym z wątków rozmowy były okoliczności publikacji raportu. Mróz-Gorgoń przekonywała, że dokument nie był przeznaczony do publicznego udostępnienia.
- Pani redaktor, ten dokument nie powinien był nigdy ujrzeć światła dziennego. Podkreślam i prostuję: on nie był częścią zamówionej pracy, którą wykonałam razem z zespołem dla Ministerstwa Sportu i za którą otrzymałam wynagrodzenie ze środków publicznych. Przypomnę - dwa razy po 30 tys. zł brutto - za ponad pół roku pracy. Ogromnie mi zależy, by raz jeszcze to podkreślić, bo wciąż opinia publiczna tkwi w przekonaniu, że "ukradłam 200 tys. zł". To musi wybrzmieć. Bardzo o to proszę… - powiedziała, odnosząc się do 25-stronicowego opracowania, w którym znalazły się między innymi błędne informacje dotyczące Polaków.
Według relacji do publikacji doszło wskutek pomyłki przy wysyłaniu wiadomości e-mail. Zamiast właściwego dokumentu miał zostać załączony plik roboczy.
Dziennikarka zwróciła uwagę, że dokument pozostawał dostępny w internecie przez dłuższy czas, a na kolejnych etapach nikt nie wychwycił zawartych w nim błędów. Pytała również, dlaczego sama autorka nie sprawdziła pliku przed wysłaniem.
Mróz-Gorgoń przyznała, że nie zweryfikowała załącznika i że był to jej błąd. - Niedopatrzeniem było załączenie przeze mnie niewłaściwego pliku do e-maila - tłumaczyła.
- Wiem, że wszyscy teraz prezentują się jako nieomylni, że nikomu się nie zdarzyło załączyć złego pliku do ważnego e-maila. Bardzo przepraszam, nie sprawdziłam. Nie unikam odpowiedzialności. Zapłaciłam bardzo wysoką cenę za ten błąd - powiedziała.
Błędy i sztuczna inteligencja w raporcie. Była urzędniczka tłumaczy się z afery
W rozmowie poruszono również kwestię odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji. Błędy zawarte w raporcie wzbudziły pytania o to, czy treści generowane przez AI były odpowiednio sprawdzane przed ich udostępnieniem.
Dziennikarka Onetu przypomniała, że Mróz-Gorgoń od 20 lat pracuje ze studentami, którzy również korzystają z nowoczesnych narzędzi. Zapytała, jak mają oni rozumieć sytuację, w której profesorka nie sprawdziła dokumentu przygotowanego z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.
Była pełnomocniczka przyznała, że doświadczenie to może stać się dla niej lekcją.
- Ucząc studentów mogę pokazać, czego sama doświadczyłam - powiedziała.
Zapytana, czy czuje się ofiarą AI, czy lenistwa, odpowiedziała: - Na pewno nie lenistwa. Jestem ofiarą zbytniego zaufania do szybkości wykonywanych działań.
W rozmowie z Onetem Mróz-Gorgoń podkreślała, że kryzys odbił się na jej życiu osobistym. Mówiła o hejcie i obelgach. Liczy też na to, że przy ocenie całej sprawy uwzględniony zostanie jej dotychczasowy dorobek naukowy.
- Te działania, które w tej chwili podejmuję, mają wyjaśnić do końca, co się stało. Chcę jeszcze raz powiedzieć przepraszam, przeprosić również takich ludzi jak pani, którzy się za mnie wstydzili. Mam nadzieję, że ktoś położy na szalach - na jednej mój błąd, na drugiej to, co mnie spotkało. I weźmie też pod uwagę 20 lat mojego dorobku naukowego - mówiła.
Nawrocki uderza w Giertycha. "To dyshonor, jest trollem"INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.