Poszłam na trening bezpieczeństwa. A tam puste miejsca i minister
Piątek przed tygodniem, godzina 15.24.
Na e-dziennik wpada wiadomość o treningu bezpieczeństwa. Ma się odbyć następnego dnia o godzinie 10. Przesuwam sobotnią listę zadań z poranka na późniejszą porę. Dzieci nie chcą. W weekend do szkoły?! Negocjujemy.
W sobotę rano maszerujemy do wskazanej placówki na Wilanowie. Spodziewam się tłumów. W ostatnich dniach słowo "bezpieczeństwo" odmieniano przez wszystkie przypadki, dopełniane groźbami, atakami, nożami. Poranne gonitwy do szkół i miejsc pracy przerywał na Mazowszu dźwięk próbnych syren alarmowych. W ubiegłym tygodniu, po serii incydentów w polskich szkołach, wielu rodziców nie puściło swoich dzieci na lekcje.
Pożar w domku dla lalek
Główne wejście do szkoły podstawowej przy ulicy Ledóchowskiej zamknięte. Pukamy, dzwonimy. Sprawdzam ponownie wiadomość. Ewidentnie tutaj. Czekamy kilka minut zdezorientowani. Przy wyjściu dołącza inna rodzina, która też nie zna tej szkoły. Wspólnie szukamy strzałki, plakatu, jakiejkolwiek wskazówki. Dalej na parkingu znajdujemy zaparkowany wóz strażacki. Tam strażacy kierują nas do bocznego wejścia na salę gimnastyczną.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.