Uważa, że sfałszowano wybory. Nawet sojusznicy Bolsonaro odrzucają zarzuty
DLA CIEBIE
Festiwalu Finansów Osobistych Invest Cuffs w Poznaniu - za nami pierwsza edycja
DLA CIEBIE
Wcześniejsi sojusznicy Bolsonaro: Należy uszanować decyzję wyborców
Jeden z najważniejszych sojuszników Bolsonaro w kampanii wyborczej, gubernator stanu Sao Paulo Tarcisio de Freitas, oświadczył, że rozumie jego rozczarowanie, jednak należy uszanować decyzję wyborców. Wezwał jednocześnie do budowy silnej opozycji działającej w ramach demokratycznych instytucji. "Folha de S.Paulo" podkreśliła, że część polityków odebrała wystąpienie gubernatora jako próbę przejęcia przywództwa na brazylijskiej prawicy po wyjeździe Bolsonaro do USA.
Wynik głosowania uznała również konserwatywna partia Uniao Brasil, która poparła Bolsonaro po pierwszej turze. Jej przewodniczący Antonio Rueda podkreślił, że wybory przebiegły prawidłowo, a demokracja wymaga poszanowania woli obywateli niezależnie od tego, kto zwycięża. Po deklaracji senatora swoje uznanie dla reelekcji Luli potwierdziły także centrowe ugrupowania Brazylijski Ruch Demokratyczny (MDB) i Partia Socjaldemokratyczna (PSD) - podał "O Globo".
Od oskarżeń o nieprawidłowości zdystansował się również lider opozycji w Senacie Rogerio Marinho z PL, który koordynował kampanię Bolsonaro. - PL nie może wysunąć takiego oskarżenia, podobnie jak ja, ponieważ nie ma na to dowodów - powiedział Marinho, cytowany przez Agencia Brasil.
"Niezrozumiałym" nazwał zachowanie senatora przewodniczący centroprawicowej Brazylijskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSDB) Aecio Neves. Podkreślił też, że działalność opozycyjna powinna być prowadzona w kraju z poszanowaniem zasad demokracji - przekazał portal UOL. Podczas kampanii PSDB pozostawiła swoim regionalnym strukturom swobodę decyzji w sprawie poparcia kandydatów, a część z nich opowiedziała się za Bolsonaro.
Siedem ugrupowań lewicowych i centrolewicowych, w tym Partia Pracujących (PT) prezydenta Luli, we wspólnym oświadczeniu potępiło działania senatora, zarzucając mu próbę podważenia rezultatu głosowania i poszukiwanie poparcia za granicą. Jak podał portal Brasil de Fato, partie zaznaczyły, że przedłużenie czasu głosowania, przedstawiane przez Bolsonaro jako dowód rzekomego fałszerstwa, nastąpiło na wniosek obu rywalizujących obozów.
W sprawie głos zabrał także przewodniczący Najwyższego Trybunału Wyborczego (TSE) Kassio Nunes Marques, który zapewnił, że wybory odbyły się zgodnie z prawem i konstytucją, a wszelkie zastrzeżenia zgłoszone w przewidzianym prawem trybie zostaną rozpatrzone - poinformował portal Poder360.
Bolsonaro, który odmówił uznania porażki w niedzielnych wyborach, utrzymuje, że dwugodzinne przedłużenie głosowania przez TSE świadczy o nieprawidłowościach. Senator twierdzi również, że trybunał znajduje się pod kontrolą Luli. Jego zarzuty nie zostały poparte dowodami.
Zgodnie z oficjalnymi danymi TSE urzędujący prezydent zdobył 51,79 proc. głosów, a Bolsonaro - 48,21 proc. Różnica między kandydatami wyniosła ponad 4,4 mln głosów.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.