Wybory w Krakowie to lokalna sprawa. Nie są lustrem ogólnopolskiej polaryzacji

Wygrana Łukasza Gibały w Krakowie to dla Koalicji Obywatelskiej zaledwie mały kłopocik, który stwarza pewną niewygodę, ale szybko rozwieje się w medialnej mgle. W końcu wygrał były polityk Platformy, późniejszy działacz Ruchu Palikota, dzisiejszy miejski radny, do tego gospodarczy liberał - a nie ktoś z opozycji ogólnopolskiej.
Wybory w Krakowie. Lokalne problemy nowego prezydenta
Gdyby Monika Piątkowska przegrała z kandydatem PiS, Donald Tusk miałby większy problem. Nie tylko - jak teraz - byłby obciążany porażką osobiście wskazanej przez siebie kandydatki, ale jeszcze musiałby się tłumaczyć z tego, dlaczego jego partia najpierw wygrała, potem przegrała referendum, a finalnie dała wygrać prawicy. Sprawy potoczyły się inaczej.
Łukasz Gibała nie jest politykiem prawicy, choć PiS bije mu brawo, nie ma też przełożenia na politykę krajową, choć chce zabiegać o poparcie wszystkich partii, by ratować Kraków. Gdyby opozycji udało się doprowadzić do referendum w Warszawie i Rafał Trzaskowski przegrałby z kimś wskazanym przez Jarosława Kaczyńskiego, można by mówić o politycznym trzęsieniu ziemi.
Kraków - z całym szacunkiem dla tego pięknego miasta - w sensie ciężaru politycznego to nie Warszawa. Nowy prezydent, niezwiązany partyjnie z sejmową opozycją, będzie się teraz musiał zająć kłopotami miasta, zwłaszcza finansowymi, bo Kraków jest najbardziej zadłużoną metropolią w Polsce.
O ile można dziś Łukasza Gibałę nazwać prezydentem pozapartyjnym, o tyle fantazja, że coś takiego mogłoby się powtórzyć w wyborach parlamentarnych w 2027 roku w kraju, jest raczej skazana na porażkę.
Wyniki wyborów w Krakowie. Cień Donalda Tuska
Jest też oczywiście tak, że Koalicja Obywatelska, która ma najlepsze notowania ogólnopolskie, mogła to wygrać, gdyby bardziej się postarała. Już prezentacja kandydatki w Warszawie na terenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów powiązała Monikę Piątkowską z polityką partyjną i ze stolicą. To zrobiło fatalne wrażenie i symbolicznie naznaczyło ten wybór już na starcie.
Będą więc padać pytania o jakość kampanii, o cień Donalda Tuska nad kandydatką, którą lider KO zdominował podczas otwartego spotkania z mieszkańcami. Nawet jeśli wówczas chodziło o pokazanie, że Piątkowska może liczyć na wsparcie rządu np. w walce z długami miasta (później zapowiadała nawet kredyt rządowy), to przebiły się inne, ogólnokrajowe tematy.
Donald Tusk odczeka teraz kilka dni, bo tyle trzeba czasu, by o tych wyborach zapomnieć w skali krajowej.
Jednak problemy Michała Kołodziejczaka, oskarżanego w mediach o plugawe sprawy, mogą się okazać większym wyzwaniem.
Wewnętrzny kłopot dla KO
Być może jest to serial rozpisany na dłuższy czas, ale już teraz opozycja może szykować klipy wyborcze o politycznych uprzejmościach premiera wobec skompromitowanego dziś i natychmiast zawieszonego w klubie KO działacza rolniczego.
To także kłopot wewnętrzny partii. Ściąganie na listy wyborcze ryzykownych postaci z zewnątrz, zamiast promowania sprawdzonych działaczy, będzie zapewne przedmiotem wewnętrznej debaty. Tusk pięć razy się teraz zastanowi, czy nie lepiej dać miejsce na liście nielubianemu, ale lojalnemu działaczowi partyjnemu, by nie narażać się na kompromitujące skandale kryminalno-obyczajowe w przyszłości.
"Polityczny WF": Gospodarcza wolta PiS. Robi to, za co innych by krytykowałoINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.