"Zmieniam rower, nie drogę". Hołownia o kulisach odejścia z polityki
– Ja już nie pociągnę tego jako lider, dlatego że za dużo razy przegrałem wybory, a nie tylko je wygrałem – oświadczył wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia w programie "Teraz WP". W rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem polityk potwierdził, że za rok nie wystartuje w wyborach parlamentarnych, a stery w Polsce 2050 przejmie nowy przewodniczący. Były marszałek Sejmu odrzucił zarzut, że się poddał, tłumacząc swoją decyzję "zmianą roweru" i niechęcią do tkwienia w brutalnym, spolaryzowanym duopolu.
Pytany o powody wycofania się z walki o poselski mandat za 12 miesięcy, Hołownia argumentował, że jego rola twórcy dobiegła końca, a wieloletnie trwanie w Sejmie nie jest jego celem.
– Ja nie byłem ptakiem gniazdującym. Ja byłem kimś, kto jest dobrym startuperem, to znaczy tworzy coś i później ktoś inny to przejmuje. Doszedłem do wniosku, że w tej sytuacji, która dzisiaj jest i po tylu próbach, które wykonałem, jeżeli chodzi o mnie samego, mam głębokie przekonanie, że to nie jest mój czas na używanie narzędzi politycznych w realizacji, w tej polityce tego celu, o który mi w życiu chodzi – wyjaśnił.
Gdy Mateusz Ratajczak podsumował, że polityk "się już poddał", wicemarszałek stanowczo zaprzeczył.
– Dlaczego się poddał? Ja po prostu zmieniam rower. Ja po prostu dochodzę do wniosku, że jeżeli na tym rowerze nie jestem w stanie jechać po tej nawierzchni, to potrzebny jest mi inny rower. Może pan oczywiście zrobić z tego wspaniały materiał o tym, jak się poddał i zostawił ten rower i ten rower teraz tam stoi, a on z niego zsiadł, ale ja wsiadam na inny rower. Zostawiam rower, ale nie drogę i nie cel - zapewnił.
– Jeżeli chodzi o zmianę i dochodzę do wniosku, że nie jestem w stanie uzyskać tej zmiany, o którą mi chodzi i do której jestem przekonany, narzędziami, których w tej chwili używam, narzędziami tej obecnej bardzo dramatycznie spolaryzowanej polityki, to nie jojczę, tylko zmieniam narzędzia i mówię to teraz – dodał.
Co dalej z Polską 2050? "Już nie pociągnę tego jako lider"
Hołownia zaznaczył, że działacze muszą poznać plany partii z odpowiednim wyprzedzeniem. – Uważam, że uczciwe jest powiedzieć na rok przed wyborami, jak będzie wyglądał scenariusz i powiedzieć przede wszystkim, bo to jest komunikat skierowany do naszych niezwykle już doświadczonych, u nas jedyną stabilną rzeczą w Polsce 2050 jest kryzys, działaczy, bo oni mają prawo dzisiaj, na rok przed wyborami wiedzieć, kto ich poprowadzi do wyborów – stwierdził.
Dopytywany, kto stanie na czele formacji, odpowiedział, że "następny przewodniczący albo przewodnicząca". Przyznał jednocześnie, że sam usuwa się z pierwszej linii.
– Natomiast ja już nie pociągnę tego jako lider, dlatego że za dużo razy przegrałem wybory, a nie tylko je wygrałem. Dlatego że uważam, że dzisiaj potrzebny jest inny rodzaj też temperamentu. Ja nie mam temperamentu, jak to się w polityce ładnie określa, walczaka, który będzie się kopał – przyznał.
Na koniec Hołownia wskazał na osobiste i zdrowotne koszty obecności na Wiejskiej. – Nie mam w sobie takiego genu za wszelką cenę trzymania się ringu, oktagonu czy jakkolwiek to nazwiemy. Mnie to się bebechy wywracają, jak czytam te kolejne wpisy, czy widzę te kolejne materiały, w których ten dowala tamtemu, tamten tego wsadza do więzienia. Jak to się dzieje to, tamto, mnie to w ogóle nie jara. Mnie to w ogóle nie kręci, to mnie kosztuje psychicznie zdrowie, fizycznie nerwy, wyrzuty kortyzolu. Mnie to po prostu już nie interesuje – zadeklarował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.