"Zoperować twarz, zwrócić życie". Polscy chirurdzy pomagają rannym żołnierzom i cywilom
– Operowaliśmy 19-letniego żołnierza. Wolontariuszkę ranną na froncie. Matkę, która wraz z dzieckiem czekała na ewakuację na dworcu, w który trafiła rosyjska rakieta. Rekonstrukcja twarzy to niezwykle trudny proces, ale na końcu jest olbrzymia satysfakcja i poczucie wypełnionego obowiązku – mówią w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Łukasz Krakowczyk i prof. Adam Maciejewski, wybitni polscy chirurdzy, którzy pomagają ofiarom wojny.
Oderwane nosy. Zmiażdżone oczodoły. Przeorane odłamkami policzki. W multimedialnym projekcie "Twarze wojny" Wirtualna Polska pokazuje, jak wygląda życie żołnierzy i cywilów, którzy noszą ślady najcięższych wojennych ran. Bohaterowie mówią wprost: bez twarzy nie jesteś człowiekiem. Niektórzy z nich wstydzą się wyjść z domu. Innych boją się własne dzieci.
Proces rekonstrukcji tego, co zabrała wojna, jest bolesny i potrafi trwać latami. Chirurdzy operujący w Ukrainie często pracują pod dźwięk kolejnych ostrzałów.
WIDEO
Rosja uderzyła w Kijów. Pociski balistyczne spadły na miasto:
WIDEO
– Oni wykonują fantastyczną robotę. Sami rozważaliśmy, by wziąć udział w misji i operować w Ukrainie ofiary rosyjskiej inwazji – mówią prof. Łukasz Krakowczyk i prof. Adam Maciejewski. To właśnie ich zespół w 2013 r. dokonał pierwszego przeszczepu twarzy, za co zostali obsypani nagrodami. Amerykańskie Stowarzyszenie Chirurgii Rekonstrukcyjnej i Mikrochirurgii uznało operację za najlepszy zabieg rekonstrukcyjny na świecie.
Drugiego "medycznego Oscara" w swojej karierze prof. Krakowczyk i prof. Maciejewski dostali za operację Aliny, której rosyjski pocisk oderwał połowę twarzy. Jej operacje odbywały się w Klinice w Nieborowicach oraz w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym.
Tetiana Kolesnychenko, Wirtualna Polska: Wszystko zaczęło się latem 2022 r. Odebraliście telefon, że jest pacjentka z Ukrainy. Potrzebuje pilnej pomocy.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Tak, skontaktował się z nami prof. Robert Gałązkowski, wówczas dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Powiedział, że dzwoni na prośbę ukraińskiej minister zdrowia. Mają bardzo trudny przypadek.
Prof. Adam Maciejewski: Chodziło o Alinę Tsoi, 24-letnią dziewczynę, w której pobliżu wybuchł pocisk. Uraz był bardzo ciężki. Ukraińscy lekarze wysłali nam zdjęcia. Po ich obejrzeniu zakwalifikowaliśmy Alinę do leczenia.
Otworzyliście zdjęcia i zobaczyliście młodą kobietę, która straciła niemal całą twarz poniżej nosa: część języka, zęby, usta, wargi, żuchwę, podbródek, ale także część szyi. To drastyczne obrażenia i wyzwanie nawet dla tak doświadczonych chirurgów?
Prof. Adam Maciejewski: Byłem zaskoczony rozległością obrażeń. To był uraz o wyjątkowej skali, który wymagał bardzo dokładnej analizy i przemyślanych rekonstrukcji. Widok był poruszający, ale przede wszystkim musieliśmy skupić się na tym, jak najlepiej pomóc pacjentce.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Mechaniczne urazy i nowotwory głowy oraz szyi to nasz chleb powszedni. Poruszająca była sama historia Aliny. Młoda dziewczyna, która tak naprawdę cudem przeżyła. W naszej pracy nie możemy kierować się jednak emocjami. Oczywiście przykro było oglądać i słuchać jej historii, ale już po obejrzeniu zdjęć mieliśmy plan, jak naprawić twarz Aliny.
Zgodziliście się tak bez wahania? Tworzycie jeden z najlepszych na świecie zespołów. Jako jedyni w Polsce przeprowadziliście trzy operacje przeszczepu twarzy. Pewnie lista oczekujących, żeby trafić właśnie na wasz stół operacyjny, jest długa. A tu ciężki przypadek, pacjentka, zaintubowana, z niepewnymi rokowaniami. Nikt nie dawał gwarancji, że w ogóle przeżyje drogę do Polski.
Prof. Adam Maciejewski: Dla mnie podjęcie się tej operacji było ważne. Ta wojna jest tak brutalna, że wszelka pomoc, którą możemy nieść, ma głęboki sens. Chciałem operować Alinę, tak samo, jak później inne ofiary wojny.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Stan Aliny był ciężki, bo doszło do urazu nie tylko twarzy, ale również klatki piersiowej i kończyn. Nie na tyle jednak, żeby dziewczyna nie przeżyła drogi. Miała silny organizm, który się bronił. Dojechała do szpitala bezpiecznie, choć był problem na granicy, ponieważ obraz twarzy nie zgadzał się z obrazem na paszporcie. Szczęśliwie wszystko się udało.
Rozważaliście wtedy przeszczep twarzy?
Prof. Łukasz Krakowczyk: Już na podstawie zdjęć stwierdziliśmy, że Alina kwalifikuje się do przeszczepu od zmarłego dawcy. Konsultowaliśmy też jej przypadek z amerykańskim profesorem Eduardo D. Rodriguezem [sławny chirurg plastyczny, dyrektor programu transplantacji twarzy w NYU Langone Health – red.] i on podzielał nasze zdanie. Problem był w tym, że nie mieliśmy zgody pacjentki, ponieważ była w stanie śpiączki farmakologicznej. Nie było też kontaktu z jej rodziną ani jasności, jak to wszystko ma się odbyć w świetle polskiego prawa.
Prof. Adam Maciejewski: Dlatego ostatecznie postanowiliśmy pójść ścieżką rekonstrukcji. To żmudny i bardzo czasochłonny proces. W przypadku Aliny przeprowadziliśmy w ciągu roku osiem operacji.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Na ostateczny rezultat mają wpływ nie tylko nasze umiejętności. Kluczową rolę odgrywają sam pacjent, jego nastawienie i chęć, by żyć. W tym przypadku bardzo nam pomogły charakter Aliny i jej uparte dążenie do celu.
Alina powtarza, że jej motywacją był powrót do dzieci. W końcu rekonstrukcja twarzy, której dokonaliście, została uznana przez Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Rekonstrukcyjnej za najlepszą operację w 2023 r. Czy po tym sukcesie nadal operujecie pacjentów z Ukrainy?
Prof. Adam Maciejewski: Tak, tylko pozostali nie wyrazili zgody na upublicznianie wizerunku. Jedna z ostatnich pacjentek to Anastazja. W 2022 r. czekała z córką na pociąg ewakuacyjny na dworcu w Kramatorsku. Wtedy uderzyła rakieta. Zginęło 59 osób. Anastazja została ranna, przeszła 19 operacji rekonstrukcji twarzy i szczęki, ale bez powodzenia. W grudniu 2025 r. rozpoczęliśmy pierwszy etap jej leczenia.
Operowaliśmy też twarz ukraińskiej wolontariuszki. Miała 23 lata i została ranna na froncie. To był bardzo skomplikowany zabieg rekonstrukcji lewego policzka płatem podbródkowym. Dziewczyna jest zadowolona z efektu estetycznego, ale przede wszystkim z funkcjonalności.
Później trafił do nas żołnierz po bardzo rozległym urazie. Miał 19 lat. Został ranny drugiego dnia na froncie.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Chłopak miał uraz środkowego piętra twarzy. Stracił obie gałki oczne, nos i szczękę. Pewnie część takich pacjentów nie przeżywa, ale jemu się udało. Pamiętam jego mamę. Przyjechała do Polski opiekować się synem, bo musiał mieć kogoś obok. Naszym zadaniem było naprawić funkcjonalność twarzy, żeby mógł oddychać przez nos, jeść normalnie. Ale z brakiem oczu nie mogliśmy nic zrobić. Jest to kolejna tragedia tej wojny.
Jak się dalej potoczyły losy tego chłopaka?
Prof. Adam Maciejewski: Wykonaliśmy swoją pracę, odtworzyliśmy jego twarz i efekty wyszły naprawdę bardzo dobre. Ale jest coś, czego nie da się naprawić skalpelem. Chłopak mierzy się z ogromną traumą. Wiem, że teraz jest pod stałą opieką psychologów i rodziny.
Porozmawiajmy o procesie rekonstrukcji. Przygotowując multimedialny projekt "Twarze wojny", rozmawialiśmy z chirurgami, którzy przyjeżdżają ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, żeby operować w Ukrainie. Często robią to, słysząc eksplozje rakiet i dronów. Ci lekarze mówią wprost: operowaliśmy ofiary wojen na całym świecie, ale tak skomplikowanych obrażeń, jak w wojnie, którą Rosja toczy przeciwko Ukrainie, nigdzie nie widzieliśmy. Czy zgodzicie się z nimi?
Prof. Adam Maciejewski: Znamy niektórych lekarzy, którzy jeżdżą operować w Ukrainie. Robią fantastyczną robotę.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Tak naprawdę to dość wąska grupa kilkuset osób, które zajmują się rekonstrukcjami i przeszczepami twarzy. Staramy się utrzymywać kontakty, raz do roku spotykać się na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgii Rekonstrukcyjnej. To są niesamowici ludzie, od których wiele się nauczyliśmy.
Czy rozważaliście dołączenie do jednej z misji operującej w Ukrainie ofiary wojny?
Prof. Adam Maciejewski: Był moment, kiedy rozważałem taką możliwość. Mam wiedzę, doświadczenie i dużą potrzebę, by pomagać. To myśl, która mi przyświeca przy każdym zabiegu. Ostatecznie jednak wyjazd nie doszedł do skutku, ponieważ organizacja takiego przedsięwzięcia okazała się zbyt dużym wyzwaniem logistycznym. Więc przyjmujemy rannych w Polsce.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Teraz w Ukrainie operuje kilka zagranicznych misji – Amerykanie, Kanadyjczycy, Francuzi, Szwajcarzy. Oprócz tego wielu ukraińskich pacjentów leczy się w całej Europie. Również w Polsce, w Czeladzi był ośrodek, gdzie zagraniczni chirurdzy operowali ukraińskich wojskowych z urazami twarzy. Teraz cały ten proces jest bardziej stabilny i dostępny. Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy odmówimy komuś pomocy.
Wróćmy do pierwotnego pytania o stopień skomplikowania wojennych urazów. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że to najtrudniejsze operacje w waszej praktyce?
Prof. Adam Maciejewski: Nie umiem w ten sposób oceniać. Dla mnie każdy przypadek jest inny, specyficzny, indywidualny. Prawdą jest, że urazy wojenne są bardziej rozległe. Niestety, technologia wojenna idzie naprzód i doskonali się, żeby siać jeszcze większe spustoszenia.
Rany po eksplozjach powodują nie tylko duże ubytki, ale skutkują również infekcjami, z którymi normalnie nie mamy do czynienia. W wielu przypadkach to oznacza ratowanie życia w pierwszej kolejności. U niektórych naszych pacjentów zdiagnozowano takie zakażenia bakteryjne, o których nawet nie słyszeliśmy.
Z czego to wynika?
Prof. Łukasz Krakowczyk: Wszystkie tkanki u pacjentów zazwyczaj są zainfekowane ziemią, odłamkami metalu, prochem. Bardzo źle się goją. Potrzebne są długotrwała antybiotykoterapia i nadzór intensywnej terapii. Czasami widać, że pewne elementy tkanek są zdrowe, ale zainfekowane lub zniszczone termicznie, więc trzeba je operować, usuwać. Tak naprawdę zabiegi rekonstrukcyjne w przypadku pacjentów wojennych nigdy nie odbywają się od razu.
Na czym polega rekonstrukcja twarzy?
Prof. Adam Maciejewski: Powiedziałbym, że mamy w ciele wiele "części zamiennych". Możemy pobrać część kości strzałkowej, żeby uformować żuchwę. Albo płat skóry z pleców, ponieważ najbardziej odpowiada kolorem. Pobieramy tkanki, przeszczepiamy, formujemy. Ma być przede wszystkim funkcjonalne i jak najmniej widoczne.
Prof. Łukasz Krakowczyk: Mamy kilkadziesiąt miejsc w ciele, z których możemy sobie "pożyczyć" fragment skóry, kości i przeszczepić w brakującym miejscu. Ale najtrudniejsze jest zszywanie naczyń. Proszę sobie wyobrazić, że ich średnica to jeden lub dwa milimetry. Zszywamy je pod mikroskopem, używając nici, które są trzykrotnie cieńsze od ludzkiego włosa. W tym wszystkim najważniejsze jest nie tylko przeniesienie fragmentu mięśnia lub kości. Ważna jest funkcjonalność, żeby pacjent mógł jeść, oddychać, rozmawiać. Ale chodzi też o estetykę, która waży na jakości życia później. Dlatego uśmiech musi być prawidłowy, a mięśnie muszą się odpowiednio ruszać.
A jak wygląda proces formowania nosa, jak w przypadku 19-letniego żołnierza, którego operowaliście?
Prof. Łukasz Krakowczyk: Dla mnie rekonstrukcja nosa jest jednym z najtrudniejszych zabiegów w naszej pracy. To wieloetapowy proces. Nie chodzi tylko o odtworzenie nosa zewnętrznego, czyli tego, co widzimy. Najważniejszy jest nos wewnętrzny. Żeby go uformować, potrzeba zazwyczaj od czterech do ośmiu operacji. Każdy etap jest bardzo istotny. Przeszczepiamy chrząstki, pobrane ze zwłok. Z nich formujemy skrzydełka nozdrzy, grzbiet, słupek, przegrody… Formujemy wewnętrzne warstwy szkieletu, żeby nos nie zapadał się, wyglądał dobrze i był funkcjonalny. Żeby można było przez niego oddychać, żeby miał błony śluzowe.
Ciężko wyobrazić sobie ogrom emocji, które odczuwa człowiek, kiedy odzyskuje twarz. Bohaterowie naszego projektu "Twarze wojny" wprost mówili, że dla nich rekonstrukcja twarzy była rekonstrukcją życia.
Prof. Łukasz Krakowczyk: To prawda. Staramy się, żeby nasi pacjenci mogli normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Komunikować się, nie bać się pokazać na ulicy. Przecież to podstawa w życiu każdego.
Operujecie pacjentów przez rok, przechodząc z nimi przez różne etapy. Czy powstaje pomiędzy wami więź?
Prof. Adam Maciejewski: Staramy się podchodzić do wszystkiego na chłodno, bo emocje szkodzą w naszej pracy. Ale wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi.
Czy utrzymujecie kontakt z Aliną? Ona powtarzała, że przed wojną miała wszystko – dom, rodzinę, pracę. Wybuch rosyjskiego pocisku zabrał jej prawie wszystko. Ale pomogliście jej to odzyskać.
Prof. Adam Maciejewski: Alina nadal mieszka w Polsce. Przyjeżdża do nas na kontrole, czasami mamy okazję chwilę porozmawiać. Idzie dalej, a jej życie się układa.
Jakie to uczucie patrzeć na pacjentkę, której przywróciło się twarz i "zrekonstruowało życie"?
Prof. Adam Maciejewski: Powtórzę, że nie operujemy na poziomie emocji, bo to zakończyłoby się szybkim wypaleniem zawodowym. Ale to nie oznacza, że nie czujemy dumy. Czasem to wręcz trudne do opisania. To olbrzymia satysfakcja i poczucie wypełnionego obowiązku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.